Przecież ty mnie nie kochałaś. Bez miłości za mnie wyszłaś. Teraz mnie zostawisz, kiedy zachorowałem
Nie zostawię! powiedziała Dorota, obejmując Andrzeja. Jesteś najlepszym mężczyzną! Nigdy cię nie zostawię
Andrzej nie mógł uwierzyć, iż to prawda. Miał okropny nastrój
Dorota była żoną przez dwadzieścia pięć lat i przez cały ten czas wciąż podobała się mężczyznom. Już jako młoda dziewczyna była najbardziej rozchwytywana.
Z resztą, nie tylko wtedy! W liceum niemal wszyscy chłopcy zabiegali właśnie o Dorotę. Choć zjawiskową pięknością nigdy nie była.
A jednak nie rozwiodła się ze swoim mężem, chociaż nie należał on do najłatwiejszych.
Nie, Dorota wytrwała przy Zbyszku do końca jego dni. Wychowali córkę, wydali ją za mąż. Młody zięć zabrał Agnieszkę aż do Włoch, przesyłali potem piękne zdjęcia i zapraszali w odwiedziny. Jakoś z Zbyszkiem nigdy się tam nie wybrali Może Dorota jeszcze pojedzie. Zbyszek niestety nie.
Mąż Doroty zginął w wypadku samochodowym. Tak głupio Choć potem powiedziano Dorocie, iż bardzo możliwe, iż zrobiło mu się słabo za kierownicą. Serce go zawiodło i stracił panowanie nad autem.
Może zemdlał? zastanawiała się Dorota.
Tego już się nie dowiemy westchnęła przyjaciółka, lekarka. Przyczyna śmierci: wielonarządowe obrażenia nie do pogodzenia z życiem.
Dorota była w szoku. Przyjaciółka, Ewa, pomagała załatwiać wszystkie formalności.
Wiedziała dużo dzięki swoim zawodowym znajomościom. Zbyszka pochowali, a Dorota została sama w dużym domu, który budowali całe życie.
Tak, dla dwóch osób w sam raz, ale gdy zjeżdżali się goście, wydawał się mały. Dla jednej osoby dla kobiety to już wielki ciężar.
Dom to dom. Wymaga męskiej ręki
Agnieszka przyjechała na pogrzeb ojca. Zaczęła rozmowę z matką o sprzedaży domu, kupnie mieszkania i ewentualnym przeprowadzce Doroty do nich.
Co ty, Agnieszko! wykrzyknęła Dorota. Przecież nie po to budowałam ten dom, żeby go sprzedawać. Do tych twoich Włoch też nie pojadę. Widziałam już to wszystko
Mamo!
Jaka ty dziecinna, Agnieszko! uśmiechnęła się Dorota przez łzy. Tylko żartuję.
No to skoro żartujesz, to może nie jest aż tak źle.
Wszystko było niejednoznaczne. Tak samo jak sam zmarły. Z jednej strony Zbyszek był troskliwy i kochający.
Z drugiej człowiekiem nastroju. Złego dnia potrafił Dorocie nieźle dać popalić. Później przepraszał, a Dorota nie była pamiętliwa nie trzymała urazy. Tak razem przeżyli dwadzieścia pięć lat! Można zwariować
Agnieszka pobyła chwilę i wróciła do życia za granicą. Jej mąż dużo pracował, więc spieszyła się, by wrócić do swojego domu. Dorota została sama.
Choć znała siebie wiedziała, iż samotność długo nie potrwa.
I rzeczywiście. Posmutniała przez pół roku, a kiedy otarła łzy, zauważyła, iż znów ma wokół siebie grono adoratorów.
Nawet mama Doroty zawsze dziwiła się popularności córki.
Czego oni w tobie widzą? Padają za tobą jak muchy! Przecież ty nie jesteś typową pięknością Czy czegoś nie rozumiem?
Kochana mamusiu Dorota uśmiechała się, poprawiając usta szminką uroda kilka znaczy. Liczy się wdzięk i charakter. Trzeba mieć to coś!
No idź już, idź, kobieto śmiała się mama. Bo ci kandydat ucieknie!
To przyjdzie inny Dorota wzruszała ramionami z obojętnością.
Minęło prawie trzydzieści lat od tej rozmowy z matką, a nic się nie zmieniło. Kobiety narzekają, iż po czterdziestce nie znajdzie się wolnego mężczyzny.
Dorota tego problemu nie rozumiała. Miała i w wieku czterdziestu sześciu lat dwóch narzeczonych, i to obu na poziomie.
Serce ciągnęło ją do Łukasza. Bardzo jej się podobał i z wyglądu, i w rozmowie. Przystojny, inteligentny. Interesujący do dyskusji i można się z nim pokazać.
Ale Łukasz był mistrzem właśnie w rozmowach. Dorota lubiła go słuchać, ale lat i doświadczenia miała już dość, by wiedzieć, iż to nie jest facet na życie. Nie do tego dużego domu.
Drugi kandydat, Andrzej, był prostym, porządnym facetem. Z tych, co na imprezie wypiją pół beczki, ale za to wszystko im się udaje w rękach. Złota rączka, spokojny, ale z charakterem.
Dla żony taki będzie pozornie łagodny, potulny, ale w razie potrzeby przeniesie dla niej góry. Mniej się Dorocie podobał kobieca logika!
Nie prawił jej pięknych mów. Trzeźwy był dość małomówny. Po kieliszku bywał zabawny i rozmowny.
Z alkoholem radził sobie następnego dnia już był gotowy do pracy. Mył się zimną wodą i znów zabierał się do roboty. Dorota w końcu wybrała Andrzeja.
Łukasz poczuł się urażony i odszedł.
Dorota wyszła za Andrzeja, a on był zakochany po uszy. Na weselu przesadził z wódką, śpiewał i tańczył do upadłego.
No ty to potrafisz uśmiechnęła się Ewa. Rok minął po pogrzebie Zbyszka, a już masz nowego męża. Nic a nic się nie zmieniłaś! Inne kobiety latami szukają i nie mogą znaleźć kogoś sensownego, a ty ledwo wyjdziesz z domu.
Jeszcze powiedz: Co oni w tobie widzą, bo przecież nie jesteś miss!
Nie będę nic mówić Ale fakt, iż zawsze miałaś powodzenie.
Nie wiem, Ewo, co oni widzą. Pogadaj z moją mamą.
Dorota mrugnęła do przyjaciółki i poszła tańczyć z mężem. Tańczyła, rozpraszając ostatnie wątpliwości.
I co z tego, iż Andrzej prosty? Ale jaki silny! Jak potrafi wszystko zrobić! I wygląda wcale nieźle. A to, iż milczy? Może i dobrze.
A jakby wybrała Łukasza co by to zmieniło? Z pięknych słów się nie naje człowiek.
Po kilku miesiącach Andrzej urządził Dorocie ogród jak z bajki. Wykarczował stare drzewa, wyrównał ziemię, zrobił klomby, zbudował altankę. W domu wszędzie czuć było męską rękę.
Dorota nie żałowała swojego wyboru to był złoty facet.
Andrzej umiał też dobrze zarobić. Starał się dogadzać Dorocie prezentami.
Porównując krótką wspólną drogę z dwudziestoma pięcioma latami pierwszego małżeństwa, Dorota naprawdę żałowała, iż nie poznała Andrzeja wcześniej.
Latem grillowali i jedli w altance, gdzie Andrzej postawił solidny drewniany stół i ławki.
Dorota, najedzona karkówką, mrużyła oczy jak kot. Andrzej uśmiechał się do niej błogo.
Co, Andrzeju?
Nic, cieszę się.
Jego pierwsza żona była okropną kapuśniarą. Nie spodziewał się już, iż spotka taką kobietę jak Dorota.
Cztery lata cieszyli się wspólnym szczęściem, aż nagle Andrzej zaczął czuć się kiepsko.
Szybko się męczył, chudł bez przyczyny, po wypiciu a zdarzało się czuł się fatalnie.
Andrzeju, musisz iść do lekarza! niepokoiła się Dorota. Na co czekasz? Tu ewidentnie coś nie gra.
Daj spokój, Dorotko! Przejdzie samo!
No co ty, średniowiecze jakieś! Jak nie przejdzie? Boisz się lekarza jak każdy facet?
Nie.
Andrzej nie chciał mówić, czego się najbardziej boi. A bał się, iż jeżeli jest poważnie chory, Dorota go zostawi. Że nie będzie chciała żyć z chorym mężem.
Andrzej nie był głupi. Wiedział, iż Dorota wzięła go (historia dla portalu Rodzinne Opowieści) bardziej z rozsądku niż z wielkiej miłości. Ale on ją naprawdę kochał! Mimo wszystko.
Zakochał się, gdy zobaczył ją w sklepie, jak nie mogła znaleźć portfela w torebce taki rozbrajający widok.
Od razu miał ochotę podejść, wziąć ją na ręce i chronić całe życie. Mama Andrzeja powiedziała:
Twoje życie, synu. Ale co w niej widzisz, nie wiem. Ani piękna, ani młoda.
A przecież mogłeś mieć każdą!
Nikt nie był Andrzejowi potrzebny poza Dorotą. Teraz, jeżeli naprawdę byłby chory, czy Dorota by go chciała?
Nie zdołała go namówić na lekarza. Była sobota, wpadli w gości Ewa z mężem, Markiem. Andrzej z Markiem pili piwo i smażyli kiełbaski. W kuchni Ewa zapytała Dorotę:
Andrzej coś choruje?
Sama nie wiem! wybuchnęła Dorota. Błagam, by poszedł do lekarza, ale nie chce! Ty jesteś lekarką, powiedz, co myślisz. Przecież on nie jest zdrowy?!
Wygląda gorzej, schudł. Skóra jakaś żółtawa
O rety! Ewka, może ty go przekonasz? Ciebie może posłucha. Proszę cię!
Ewa spojrzała uważnie.
Doroto kochasz go? Wiem, iż miałaś swoje wahania
Dorota nie odpowiedziała.
Ewa nie zdążyła porozmawiać z Andrzejem zemdlał przy stole. Wezwali karetkę. Dorota pojechała z nim do szpitala. Andrzej nie odzyskał przytomności. Dorota trzymała go za rękę i modliła się.
Zaraz go zoperowali.
Guz na wątrobie.
Rak?! przestraszyła się Dorota.
Czekamy na wyniki.
Na szczęście okazało się, iż guz był łagodny, ale duży już, gdy Andrzej trafił na stół.
Lekarze zabronili wielu rzeczy, uprzedzili, iż powrót do pełni sił może być długi. Może choćby już nie wróci do zdrowia w końcu wiek.
Andrzej zupełnie się załamał. Po południu odwiedziła go matka.
Dorota była w pracy, mama przyszła z obiadem, jaki Andrzej mógł jeść lista była krótka.
Synku, nie poznaję cię! powiedziała Anna. Przeżyłeś! Nie masz raka. Powinieneś się cieszyć, a nie z taką miną leżeć! Masz tu pulpeciki na parze.
Nie chcę jeść
A musisz! O co chodzi? Dorota cię odwiedza?
Odwiedza… jeszcze mruknął Andrzej.
Co? Myślisz, iż cię zostawi? Wtedy byłaby głupią!
Przecież już po mnie! Nic nie mogę, choćby pracować. Pięćdziesiąt lat dopiero skończę, a już inwalida. Kto potrzebuje inwalidy?
Co się tu znowu dzieje? zdziwiła się Dorota, wchodząc. Drzecie się na pół szpitala. Dzień dobry, pani Aniu!
Ja już pójdę. Cześć Dorotko. Do widzenia.
Co się stało?
Mama Andrzeja tylko machnęła ręką i wyszła. Dorota umyła ręce i podeszła do męża, leżącego zrezygnowanego.
Co ci, inwalido? Ręce i nogi masz. Jaki z ciebie inwalida? Reszta się wygoi. Wiesz, co wyczytałam o wątrobie?
Co?
To jedyny narząd, który się naprawdę odnawia. jeżeli masz 51% wątroby, odrośnie. U ciebie zostało 60%. Daj jej czas, wszystko wróci do normy!
Ale czy mam tyle czasu?
Co? nie zrozumiała Dorota.
Czas.
Andrzeju, o co chodzi?! Coś mi nie powiedziałeś? Lekarze coś ukrywają?
Nie Nie o to mi chodziło
Andrzeja wypisali. Zaczęła się najgorsza część jego życia. Każde drobne zajęcie go męczyło. To było najgorsze.
Zbliżał się jubileusz, i sama myśl o nim Andrzeja dobijała. Nic nie wolno mu jeść, nie może się napić. Świetna zabawa!
Dorota zdawała się nie dostrzegać, jak Andrzej się męczył, i jadła z nim dietę z takim samym entuzjazmem.
Dorotko w końcu się zebrał na odwagę. Powiedz, co teraz z nami?
W jakim sensie?
No Bardzo powoli wracam do siebie. Zostawisz mnie, prawda? Powiedz lepiej teraz.
Dlaczego miałabym? Jest mi z tobą dobrze.
Ale to było dobrze, kiedy wszystko robiłem i mogłem pracować. Teraz co w tym dobrego? Sam ze sobą mam źle.
Nie gadaj głupot. Weź się w garść!
Staram się! Ale co to za życie? Dwa razy uderzę młotkiem i już padam ze zmęczenia.
Dorota objęła go i wtuliła się w jego plecy.
Kocham cię. I nigdy nie zostawię. A ty się nigdzie nie spieszyj z tą rekonwalescencją. Idź swoim tempem.
Kochasz? Naprawdę?
Naprawdę.
Dorota nie zostawia Andrzeja. On powoli dochodzi do zdrowia.
Jubileusz Dorota zorganizowała bez alkoholu, żeby nie było mu smutno. Przyszło kilku przyjaciół, posiedzieli w altance, pograli w planszówki.
Szczęściarz jesteś z tą Dorotą, Andrzeju żegnali się koledzy.
Pewnie teraz pójdziecie się napić za moje zdrowie? zażartował.
Śmiali się, rozeszli. Wieczorem z Dorotą siedzieli na ganku i patrzyli w rozgwieżdżone niebo. Szczęśliwi. Tego wieczoru Andrzej po raz pierwszy od miesięcy poczuł się lepiej.
Uwierzyl, iż wraca do zdrowia. I iż żona naprawdę go nie zostawi. Objął Dorotę mocniej.
Co tam, Andrzeju?
Wszystko dobrze! odpowiedział.
No nareszcie mruknęła Dorota, całując go w policzek.
Byli szczęśliwi
Moi drodzy, jeżeli chcecie czytać więcej naszych historii, zostawcie komentarz i pamiętajcie o polubieniach. To nas motywuje do dalszego pisania!








