Przebaczenie
Kasia Belkiewicz przyszła na świat w zamożnej rodzinie. Tata był szefem wielkiej firmy, mama zajmowała się domem, prasowała męskie garnitury i gotowała domowe kiszonki. Mieszkali w małej miejscowości pod Krakowem. Po ukończeniu szkoły średniej Kasia wyjechała na studia do większego miasta Warszawy. Tam poznała Piotra, poślubiła go i wydawało się, iż wszystko układa się idealnie: własny dom, dobra praca, wspólne plany.
Jedynym haczykiem była brakująca pociecha nie mieli dzieci. Próbowali u różnych lekarzy, choćby wyjechali za granicę, ale wszyscy twierdzili jedno zdrowie im dopisuje, tylko kocięta nie przychodzą. Gdy kolejny test ciążowy pokazał wynik negatywny, Kasia łzami oblewała poduszkę. Ile to jeszcze ma trwać? Przecież Bóg ma dzieci w podział, a my nie dostajemy.
W sobotę, by oderwać myśli, wybrała się do parku. Pogoda była cudowna, ptaki ćwierkały, a w duszy Kasia czuła pustkę. Na jednej z ławek siedziała starsza pani, rozrzucająca na ziemię słonecznikowe nasiona dla gołębi. Ptaki otoczyły ją i głośno ćwierkały. Kasia podeszła, usiadła obok i dostała od staruszki mały woreczek z ziarnami. Rozsypała je ptakom, po czym poczuła nagłą potrzebę rozmowy.
– Nie mam dzieci wyznała starszej pani, a ta słuchała, nie przerywając.
– Powiedz mi, Kasia, czy zdarzyło ci się kiedyś naprawdę kogoś skrzywdzić i potem o tym zapomnieć? zapytała staruszka.
Kasia zamyśliła się i odparła, iż nie pamięta takiej sytuacji.
– Na pewno? Może w szkole?
Kasia nie przypominała sobie żadnych konfliktów, była cicha i skromna. Nie utrzymywała kontaktu z kolegami po ukończeniu liceum i nie wiedziała, co u nich słychać. Nagle w sercu przebił ją przypływ wspomnień.
W klasie była dziewczyna o imieniu Lidia, wychowywana przez babcię, rodzice mieli problemy. Lidia była nieśmiała, trzymała się na uboczu, a koledzy nazywali ją błogosławioną. Często stawała się obiektem kpin, ale milczała. Czasem dzwoniła do Kasi na domowy telefon i rozmawiały godzinami o książkach, filmach i zadaniach domowych. Lidia potrafiła rozmawiać z Kasią tylko przez telefon w szkole nie podchodziła, jakby wstydziła się przyjaźni. Kasia nie chciała tego przyznać, bo bała się, iż zostanie wyśmiana, iż przyjaźni się z błogosławioną.
Pewnego dnia Lidia przyszła do szkoły w bluzce i spódnicy zamiast mundurka. Na przerwie rozpięła się jej suwak, a dziewczyna przytrzymała spódnicę szpilką. Chłopaki podeszli z tyłu, odpięli szpilkę i spódnica spadła na podłogę. Śmiech rozbrzmiał w korytarzu. Kasia stała i patrzyła, współczując, ale nie mogła podejść, bo obawiała się kpin. Lidia podniosła spódnicę, pobiegła z lekcji i po prostu wskoczyła do rzeki. Był późny jesienny wieczór, woda była lodowata, ale dziewczyna pływała, aż straciła przytomność. Przypadkowy mężczyzna wyciągnął ją, okrył kurtką i wezwał pogotowie.
Lidię przewieziono do szpitala, kilka dni spędziła w śpiączce, potem wyleczyli ją po zapaleniu spowodowanym wychłodzeniem. Do szpitala przychodziła jedynie babcia. Koledzy z klasy przysłuchali się, iż Lidia leży w szpitalu, ale Kasia o tym nie pomyślała. Lidia już nie wróciła do szkoły mówiono, iż ma problemy psychiczne. Kasia o niej nie słyszała już nigdy więcej.
W tej chwili Kasia zdała sobie sprawę, iż to jedyny moment, w którym poczuła wstyd ze swojego zachowania, choć w rzeczywistości nie wyrządziła jej krzywdy. Chciała opowiedzieć staruszce o Lidii, ale zauważyła, iż już jej nie ma, a gołębie odleciały.
Wróciła do domu, a w głowie pojawił się pomysł: odwiedzić swoje rodzinne miasteczko. Rodzice od lat mieszkali w innym miejscu, więc nie było tam nikogo znajomego. Następnego dnia wzięła urlop i pojechała. Mówiła mężowi, iż rodzice poprosili, by pojechała do swojego dzieciństwa. Zatrzymała się w małym hotelu i od razu ruszyła w stronę domu Lidii.
Nic nie zmieniło się od lat Lidia wciąż mieszkała w tym samym domku. Kasia zapukała, czekając, aż otworzy ktoś. Przestraszona babcia otworzyła drzwi.
– Kasia? Co cię tu sprowadza?
– Dzień dobry, chciałabym zobaczyć Lidię, czy jest w domu?
– A co ona ma tu robić? Dlaczego mnie wołasz?
– Muszę z nią porozmawiać, proszę, zaproście ją.
– Wejdź, skoro już tu jesteś.
Kasia weszła do pokoju, w którym Lidia siedziała plecami do drzwi i malowała obraz.
– Lidio, cześć, to ja, Kasia Belkiewicz, pamiętasz?
– Oczywiście, Kasia, co u ciebie?
Kasia opowiedziała całą swoją historię, od problemów z dziećmi po spotkanie z tajemniczą staruszką. Lidia odwróciła się i Kasia ujrzała piękną, dorosłą kobietę, zupełnie inną niż dziewczynę z liceum.
– Kasia, czekałam na ciebie w szpitalu, przy rzece, dzień po tym, jak wpadłaś. Nie myślałam, iż mnie zapomnisz. Nie mam pretensji, iż w szkole nie stanęłaś w mojej obronie wiedziałam, iż każdy by się śmiał. Ale w szpitalu byłam naprawdę przygnębiona, nie miałam nikogo poza babcią i tobą. Żałowałam, iż nie przybyłaś, a kiedy lekarze powiedzieli, iż nigdy nie będę miała dzieci, pomyślałam, iż i ty zasłużyłaś na to samo.
Kasia padła na kolana.
– Lidio, wybacz mi, proszę, było mi tak wstyd, iż nie podbiegłam, nie odwiedziłam cię w szpitalu. Byłam egoistką i teraz płacę za to.
Lidia, zawsze dobra i bez żalu, podniosła Kasię.
– Kasia, wybaczam ci te myśli. Chcę ci pomóc, choć nie wiem jak. Nie trzymam urazy.
Usiadły przy herbacie, pogadały i Kasia wyjechała, obiecując częste telefony. Serce jej było lekkie.
Trzy miesiące później Kasia kupiła nowy test ciążowy. Gdy pojawiły się dwie kreski, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Natychmiast zadzwoniła do Lidii.
– Lidio, mam dziecko! krzyknęła z radością.
Lidia ucieszyła się, bo przez lata nosiła w sobie myśl, iż jest przyczyną niepłodności Kasi. Kasia zadzwoniła potem do męża i rodziców wszyscy skakali z radości. Ciąża przebiegła bez problemów, a na świat przyszła dziewczynka o imieniu Zuzanna. Lidii zaproponowano, by została matką chrzestną, i z ochotą przyjęła tę rolę.
Często ludzie w gniewie wypowiadają złe słowa, przeklinają i życzą sobie złego. To jednak potrafi wrócić jak bumerang do nadawcy, a potem zdziwimy się, iż życie wymyka się spod kontroli. Nie życzmy innym krzywdy, żyjmy w pokoju i zgodzie w sercu.



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



