Wejdź, mamo, czekaliśmy na ciebie powiedział syn, Bartosz, a synowa od razu zdjęła jej płaszcz i podała kapcie. Nagle uśmiech Barbary zadrżał, a na twarzy pojawiło się zaniepokojenie.
Helena weszła do pokoju gościnnego, a Barbara skinęła głową na podłogę. Bartosz zobaczył to, co ona mokre ślady na panelach, które prowadziły przez cały korytarz. Wymienili jedynie spojrzenia, ale postanowili nic nie mówić na razie.
Bartosz i Barbara mieli wielką nowinę niedawno na świat przyszły ich bliźnięta i gdy maluchy już trochę podrosły, wymarzyli sobie, by zebrać całą rodzinę i uczcić to wydarzenie.
Helena, emerytka od kilku lat, przyniosła chłopcom piękne manualnie robione sweterki sama je zrobiła, bo w sklepie na żadne ubranka nie było jej stać. Nie chciała pierwotnie przyjść, tłumacząc, iż odwiedzi innym razem, ale syn i synowa nalegali, iż tak wyjątkowego wieczoru mama musi być razem z nimi.
Chłopców nazwali Stasio i Jacuś. Helena ucieszyła się niezmiernie, bo jej mąż był Staszek, a dziadek Jacenty tradycja imion została zachowana, co napełniło jej serce ciepłem.
Jaki on śliczny, cały ty, Basiu. A ten drugi to wykapany Bartoszek… a może odwrotnie? Helena krążyła wokół kołyski, gubiąc się, bo maluchy były do siebie podobne jak dwie krople wody.
Bartosz i Barbara tylko się śmiali, babcina euforia mieszała się w jej oczach z niepokojem i tęsknotą.
Goście powoli się rozeszli, a Helena zaczęła się szykować do wyjścia. Barbara spojrzała na męża i Bartosz zaproponował matce, żeby została na noc:
Mamo, zostań, już późno, pewnie tramwaj nie jeździ. A pomożesz Basi z chłopcami dziś kąpiel i usypianie na zmianę.
Dobrze, synku, skoro nalegasz uśmiechnęła się Helena.
Pomogła synowej posprzątać ze stołu, umyła naczynia, wszystko poukładała dokładnie. Później razem zabrali się za kąpanie maluchów. Jakże dużo szczęścia miała w oczach seniorka rodu! Basia podała jej jednego z chłopców, ale Helena wahała się bała się, iż niemowlę zsunie się z rąk.
Mamo, przecież Bartka nie raz kąpałaś, nie upuściłaś nigdy zaśmiała się synowa.
Ach, to było dawno temu, już nie pamiętam, jak utrzymać takie maleństwo westchnęła Helena.
Basia włożyła w ramiona teściowej Stasia, chłopiec natychmiast zasnął jakby czuł coś bardzo bliskiego, bezpieczeństwo, którego tylko babcia może dać. Synowa kołysała na rękach drugiego bliźniaka, Jacusia.
Dla Heleny pościelono w osobnym pokoju, by mogła porządnie się wyspać, ale nie spała długo wsłuchiwała się co chwilę, czy Stasio lub Jacuś nie popłacze. Gdy wreszcie usnęła, był już świt.
Rano Basia przygotowała śniadanie, a dzieci jeszcze spały.
A gdzie Bartosz? zdziwiła się Helena, gdy w kuchni zobaczyła tylko synową.
Proszę, mamusiu, siadaj, Bartosz zaraz wróci pospieszyła z wyjaśnieniem Barbara.
Po paru minutach Bartosz zjawił się w drzwiach, niosąc ogromne pudełko.
To dla ciebie, mamusiu, otwieraj uśmiechnął się szeroko syn.
Helena rozpakowała karton, a w środku leżała para nowych, solidnych kozaków. Zaniemówiła ze wzruszenia.
Dzieci, to za drogi prezent, nie mogę go od was przyjąć… głos jej się łamał.
Nie droższe od ciebie, mamo. Przymierz i niech ci służą odpowiedział Bartosz cicho, ze spokojnym uśmiechem.
Helena ubrała kozaki i była w szoku, skąd dzieci wiedziały, jak bardzo są jej potrzebne stare rozkleiły się już dawno, a żadna emerytura nie wystarczała na nowe, bo wszystko drożało, a ona nie miała ani grosza oszczędności.
Nagle jedno z bliźniąt zapłakało i babcia, jeszcze w nowych kozakach, popędziła do dzieci.
Jaka ty jesteś mądra, dziękuję ci wyszeptał Bartosz do żony. Ja bym na to nie wpadł.
Co tu kombinować? Mama wczoraj przyszła z kompletnie przemoczonymi nogami wystarczyło spojrzeć na kałuże na podłodze i jej stare buty. Dla nas trzy tysiące złotych to dużo, ale jeszcze zarobimy, a dla mamy to kwota nie do przeskoczenia. Już niech jej ciepło będzie Basia objęła go delikatnie.
A Helenie zrobiło się aż gorąco może od tych kozaków, a może od tego, iż po raz pierwszy od dawna poczuła się tak bardzo potrzebna i kochana przez swoje dzieci.









