Czy współczesna medycyna, zamiast leczyć i przywracać nadzieję, niekiedy zaczyna proponować skrócenie życia jako rozwiązanie? Historia 84-letniej Miriam Lancaster z Vancouver obnaża niepokojący kierunek zmian – nie tylko w systemie opieki zdrowotnej, ale przede wszystkim w samym spojrzeniu na człowieka, jego cierpienie oraz niezbywalną, nienaruszalną godność.
Starsza kobieta zgłosiła się do szpitala z powodu bólu pleców. Jak relacjonują źródła, zamiast rzetelnej diagnostyki i podjęcia leczenia, miała usłyszeć propozycję skorzystania z tzw. MAID – procedury medycznie wspomaganej śmierci. Lekarz określił ją jako „opcję, która położy kres bólowi na zawsze”.
Słowa te nie są wyrazem troski o pacjenta, ale przejawem głębokiego kryzysu myślenia o cierpieniu i samej wartości ludzkiego życia. Medycyna od swoich początków była powołana do tego, by towarzyszyć człowiekowi, łagodzić ból i walczyć o zdrowie. Tymczasem w tym przypadku padła propozycja zakończenia życia – propozycja, która w ogóle nie powinna się pojawić, zwłaszcza zanim podjęto jakąkolwiek realną próbę leczenia i ratowania zdrowia pacjentki.
Na szczęście pani Lancaster nie była sama. Towarzyszyła jej córka, która stanowczo sprzeciwiła się takiemu rozwiązaniu. Dziś sama zadaje sobie pytanie: co by było, gdyby jej matka osłabiona bólem lub pogrążona w chwilowym kryzysie psychicznym, została w szpitalu bez wsparcia najbliższych?
Dalszy rozwój wydarzeń pokazuje, jak wiele można było jeszcze uczynić. Okazało się, iż przyczyną bólu było pęknięcie miednicy związane z osteoporozą. Po odpowiednim leczeniu w innym ośrodku kobieta w ciągu miesiąca wróciła do sprawności i do swojego domu. To fakt, który nie pozwala przejść obojętnie: tam, gdzie zaproponowano śmierć, możliwe było powrót do życia.
Nie jest to przypadek odosobniony. W Kanadzie pojawiają się kolejne świadectwa osób, którym zamiast kompleksowej opieki sugerowano skorzystanie z procedury MAID. Roger Foley, cierpiący na poważne schorzenie neurologiczne, miał usłyszeć, iż koszt jego leczenia jest wysoki, a „alternatywą” może być jednorazowy zabieg zakończenia życia. Sprawa trafiła do sądu.
Jeszcze bardziej poruszająca jest historia paraolimpijki Christine Gauthier. Zamiast pomocy w dostosowaniu domu do jej potrzeb, zaproponowano jej… wspomaganą śmierć. Trudno nie odnieść wrażenia, iż życie osoby chorej czy z niepełnosprawnościami zaczyna być postrzegane przez pryzmat kosztu lub wygody systemu.
Równie niepokojące są dane z Quebecu, gdzie odnotowano przypadki zastosowania MAID wobec osób z relatywnie niegroźnymi urazami, jak złamanie kostki. Każdy taki przypadek jest sygnałem alarmowym, nie tylko dla jednego kraju, ale dla całej cywilizacji, która stoi dziś przed wyborem: czy iść drogą solidarności z najsłabszymi, czy też do eliminowania cierpienia poprzez eliminację cierpiących.
Człowiek, od poczęcia aż do naturalnej śmierci posiada godność, której nie nadaje mu ani państwo, ani system opieki zdrowotnej. Jest ona zakorzeniona w samym fakcie bycia osobą, stworzoną na obraz Boga. Cierpienie, choć trudne i często niezrozumiałe, nie odbiera tej godności. Przeciwnie, domaga się szczególnej troski, obecności i miłości.
Dlatego właśnie tak ważne jest, by medycyna nie traciła swojego serca. By lekarz pozostał tym, który stoi po stronie życia choćby wtedy, gdy wydaje się ono kruche, słabe czy „nieopłacalne”. Bo miarą człowieczeństwa nie jest to, jak traktuje silnych, ale jak chroni tych najbardziej bezbronnych.
Historia Miriam Lancaster kończy się powrotem do zdrowia. Ale pozostawia pytanie, które nie może zostać zignorowane: ile podobnych historii mogłoby zakończyć się inaczej, gdyby zabrakło czyjejś czujności, odwagi lub miłości?
jb
Źródło: opoka.org.pl





