Pani Krystyna z Rzeszowa od miesiąca nie wyłącza radia.
Czeka na wiadomości jak na chleb.
Jej córka mieszka w miejscowości przy granicy.
Tam ostatnio było głośno od wybuchów.
Krystyna mówi sąsiadkom: byle światła nie zabrali na zimę.
Takie rozmowy toczą się teraz w wielu domach.
Bo z Warszawy przyszły niepokojące wiadomości.
Prezydent powiedział wprost: zapłaciliśmy, a towaru nie oddają w całości.
Chodziło o rakiety do obrony przeciwlotniczej.
Takie, które zatrzymują wrogie pociski w powietrzu.
Bez nich miasta są bezbronne wobec nalotów.
Krystyna pamięta wojnę ze starych opowieści babci.
Teraz boi się, iż historia wraca, tylko inaczej ubrana.
„Kiedyś dawali za darmo, teraz musimy kupować” – powiedziała sąsiadce.
I dodała: „a i tak nie wszystko przyjeżdża”.
Rzecz dotyczyła dostaw z zagranicy, które miały wzmocnić obronę kraju.
Sojusznicy zgodzili się finansować zakup uzbrojenia.
Kraj zapłacił swoją część.
Ale zgoda na wysyłkę przyszła tylko częściowa.
Prezydent powiedział to bez owijania w bawełnę.
„Zapłaciliśmy za broń. Część dostaw zaakceptowano, resztę nie. To nie jest sprawa techniczna” – oświadczył.
Krystyna usłyszała to w wieczornych wiadomościach.
Siedziała wtedy przy stole z synem Tomkiem.
Tomek pracuje w elektrowni, w dziale technicznym.
Zna sprawę z innej strony – od generatorów i sieci.
„Mamo, jak nie będzie czym strzelać, to polecą nam wieże” – powiedział cicho.
Krystyna odłożyła widelec.
„To co, znowu świeczki kupować?” – zapytała.
Tomek wzruszył ramionami.
„Może. Jak zimą będzie ciemno, to świeczka się przyda”.
W tym samym czasie w stolicy toczyły się inne rozmowy.
Prezydent zaproponował układ swoim partnerom za oceanem.
Kraj przestanie atakować rafinerie paliwowe wroga.
W zamian oczekuje więcej rakiet do obrony przed pociskami balistycznymi.
Odpowiedź z Waszyngtonu była chłodna.
Partnerzy chcieli zatrzymania ataków tylko na infrastrukturę produkującą olej napędowy.
I ostrzegli: inaczej coś zostanie odcięte.
Nie powiedziano wprost co.
Ale wszyscy zrozumieli aluzję.
Chodziło prawdopodobnie o wymianę danych wywiadowczych.
Tę samą, którą kiedyś już zatrzymywano, a potem przywrócono.
Mimo przywrócenia, w nocy z 17 na 18 października nie przyszło żadne ostrzeżenie o nadlatujących pociskach.
To wywołało niepokój w kręgach wojskowych.
Dla pani Krystyny te szczegóły są dalekie.
Ona liczy inaczej – w nocach, kiedy córka pisze „jesteśmy cali”.
Prezydent powiedział też coś ostrzejsze.
Stwierdził, iż działania zagranicznych partnerów wyglądają jak presja na kapitulację.
„Nie mówię, iż to jest celem naszych partnerów. Ale tak to wygląda” – powiedział.
Dodał, iż ograniczane bywa też łącze satelitarne, które wojsko wykorzystuje do komunikacji.
To, według niego, kolejny niepokojący sygnał.
Jednocześnie prezydent starał się uspokoić nastroje.
Powiedział, iż teraz w Ameryce trwa „przedwyborcza agonia”.
I wyraził nadzieję, iż po wyborach będzie lepiej.
„Polityka w czasie wyborów jest bardzo agresywna. To chwilowa agonia. Potem życie wróci do normy” – powiedział.
W innym wywiadzie, dla amerykańskiej telewizji, prezydent mówił o wyborach we własnym kraju.
Powiedział, iż po zakończeniu wojny potrzeba będzie minimum pół roku, by je przygotować.
Trzeba zmienić przepisy i zapewnić bezpieczeństwo głosującym.
Wspomniał również o propozycji dwumiesięcznego zawieszenia ognia.
Nie wyjaśnił, czy w tym czasie miałoby się odbyć samo głosowanie.
Prawo stanu wojennego zresztą zabrania wyborów w czasie wojny.
Więc temat na razie jest czysto teoretyczny.
Krystyna tego wieczoru zgasiła radio wcześniej niż zwykle.
Powiedziała do syna: „Modlę się tylko, żeby ta zima minęła spokojnie”.
Tomek przytaknął i wstał od stołu.
Na dworze już zapadał zmierzch.
W oddali, za oknem, milczały wieże wysokiego napięcia.
Nikt nie wiedział, czy nadchodząca noc będzie spokojna.
Rakiety są, ale nie wszystkie. I to może zaważyć na zimie.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)








