PREZENT
No synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co słychać w przedszkolu?
Ojciec, Marek, właśnie wrócił z pracy i, gdy tylko wyciągnął się na wygodnym, starym sofie, posadził obok sobie pięcioletniego Jasia, przeczesał mu palcami gęste, ciemne włoski. W tym czasie mama, Grażyna, przygotowywała kolację. Mieszkanie w Warszawie wypełniał zapach pieczonego kurczaka, a między telewizorem i regałem błyszczała kolorowymi światełkami starannie przystrojona, niezbyt duża choinka. Do Sylwestra był jeszcze jeden dzień.
U mnie wszystko w porządku! zameldował Jaś. Ale mój kolega Tomek ma pecha.
A co się tam u Tomka dzieje? zapytał Marek. Ten Tomek z sąsiedniej klatki?
Tak, to on potwierdził Jaś.
Nie dostał dzisiaj prezentu na zabawie sylwestrowej w przedszkolu dorzuciła Grażyna z kuchni, otoczona parą z pieczącej się kaczki. Biedny dzieciak No, myjcie ręce chłopaki, wszystko gotowe.
Jak to nie dostał? Marek podniósł się ze zdziwieniem z kanapy. Każdy dostał, a właśnie Tomkowi nie? Coś tu nie gra.
Wszystkim dali paczki, tylko jemu nie potwierdził Jaś, już zeskakując z kanapy za ojcem. Pani Śnieżynka i Mikołaj wręczali dzieciom prezenty, a on nic. A tak czekał
Co to za Mikołaj i Śnieżynka, co mogą dziecko skrzywdzić? coraz bardziej oburzony mówił Marek, siadając przy stole.
Oni pewnie nie mieli wyboru westchnęła Grażyna. Albo mamy Tomka nie stać było, albo zapomniała wpłacić składkę na prezent. Zdarza się. Jaś, umyłeś ręce?
Umył ze mną odpowiedział Marek, rozdzielając apetycznego kurczaka na talerze. Załóżmy, nie miała pieniędzy. Ale jak pani dyrektor jak jej tam Anna Nowak? Jak pani Anna mogła pozwolić na taką sytuację, gdy wszystkim wręczają prezenty, a jedno dziecko stoi z pustymi rękami?
Jaś powiedział, iż pani Anna była Śnieżynką wtrąciła Grażyna. A Mikołajem dozorca.
Tym bardziej powinni znaleźć choćby jedną dodatkową paczkę Marek nie krył irytacji. A potem by się z rodzicami rozliczyli. Gdzie tylko w tym serce?
Najwyraźniej nie mogli westchnęła Grażyna. Ja bym na ich miejscu jakoś to rozwiązała.
A rodzice Tomka? Jak mogli dopuścić, by ich syn został bez prezentu? Nie rozumiem Synu!
Marek spojrzał na Jasia, który z zapałem zajadał udko kurczaka.
Mam nadzieję, iż podzieliłeś się swoim prezentem z kolegą?
Jaś spojrzał na ojca z wyrzutem.
Chciałem, tato. Asia, Bartek, Antek, jeszcze parę osób też chciało. Ale Tomek nie chciał od nikogo nic brać.
Ależ on dumny! zdziwił się Marek. I co, choćby nie płakał?
Nie wiem Nie widziałem odparł Jaś.
Taki chłopak nie zasłużył na takie traktowanie podsumował Marek.
Szkoda go, naprawdę Grażyna spojrzała ze współczuciem. Musiało mu być bardzo przykro.
Trzeba przywrócić sprawiedliwość! nagle stanowczo powiedział Marek. Wyraźnie coś już wymyślił, bo zbladł mu policzek, a oczy rozbłysły.
Jak? zapytała Grażyna, wycierając usta serwetką. Jaś również spojrzał pytająco.
Tak! tajemniczo odparł Marek. Wiecie, gdzie mieszka Tomek? Jaś?
Nie, nigdy nie byłem u niego. Tylko bawimy się na podwórku i w przedszkolu.
Może się dowiem powiedziała Grażyna, wahając się. Moja koleżanka zna prawie wszystkich w naszej klatce. Zadzwonię do niej. Ale po co?
Zadzwoń. Teraz. poprosił Marek.
No dobrze, ale sami potem wszystko sprzątacie zgodziła się Grażyna.
W trzydziestym piątym mieszkają, nazywają się Szymańscy powiedziała po chwili Grażyna. Mama Halina, tata od nich odszedł. Albo ona go wyrzuciła, albo sam odszedł, tego nikt nie wie. Mieszkają tylko we dwójkę.
Skąd tyle szczegółów? Marek uśmiechnął się pod nosem.
Koleżanka Alicja wie wszystko o wszystkich! żartobliwie stwierdziła Grażyna. A poza tym jest w administracji wspólnoty.
Wszystko jasne Marek podsumował. Jaś, już zjadłeś swój prezent?
Jeszcze nie, mama mówiła, iż za dużo słodyczy niezdrowe westchnął chłopiec.
Ma rację Marek pochwalił żonę. Masz jeszcze cały opakowanie po prezencie?
Tak, otworzyłem je ostrożnie Jaś podszedł do pokoju i przyniósł efektowną torebkę prezentową. Wysypał resztę słodyczy na stół cukierki, rurki w błyszczących papierkach.
Grażyna, do tej pory biernie obserwująca zamieszanie, odezwała się:
Chcecie obdarować Tomka prezentem, prawda? A kto go zaniesie?
Najlepiej dzisiaj orzekł Marek. Zgadzasz się, Jaś?
Jasne! Dzisiaj! Dam mu garść moich cukierków!
jeżeli nie żałujesz, bardzo dobrze Marek pokiwał głową z uznaniem.
Pójdę z tobą? spytał Jaś, wkładając część słodyczy z powrotem do torebki.
Już mu dzisiaj proponowałeś, a nie przyjął. Może lepiej zróbmy to inaczej
Ojciec wyszedł do sypialni i wrócił jako Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych filcowych butach, czerwonym kożuchu z białym futrem, w czapce, z dużą białą brodą, berłem w jednej ręce i czerwonym workiem ze złotymi gwiazdkami w drugiej. W worku wisiał tylko jeden pakunek.
Jaś patrzył z niedowierzaniem.
Tato, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej?
Ja, synku Marek przyznał się. Przepraszam, iż powiedziałem ci to dopiero teraz. Kiedyś poproszono mnie w pracy o wcielenie się w Mikołaja na Wigilię. Spodobało mi się, dzieci były zadowolone. Już trzeci rok rozdaję prezenty, i przy okazji was też odwiedzam. Jak ci się podobał zeszłoroczny Mikołaj?
Bardzo! Jaś przytulił się do ojca. Miło, iż mamy własnego Mikołaja!
Grażyna dołożyła jeszcze garść cukierków, zawiązała na torebce barwną wstążkę, Marek schował prezent do worka.
Poprawił brodę i spytał:
Nie macie nic przeciwko, żebym teraz odwiedził Tomka?
Oczywiście, idź odpowiedzieli Grażyna i Jaś.
Chłopiec poprosił:
Tato, mogę z tobą iść? Jako zając!
Jako zając? uśmiechnął się Marek.
Jaś poleciał do pokoju, wrócił w białym kombinezonie z przyczepioną maską, pomponem u spodni. Wyglądał na bardzo przejętego.
No dobrze, idziemy. Ale załóż kurtkę zima przecież!
Ojciec z synem wyszli z mieszkania. Grażyna prawie płakała ze śmiechu, patrząc, jak długi, opatulony Mikołaj idzie z małym zającem w kurtce i zwisającymi białymi uszami. Jaś taszczył worek z prezentem niemal po podłodze.
Dopiero po dziesięciu minutach Marek wrócił sam, wyraźnie skrępowany.
A gdzie Jaś? zaniepokoiła się Grażyna.
Jest dobrze, został u Tomka, bawią się razem. Za pół godziny pójdę go zabrać powiedział Marek, pocierając twarz pod watową brodą.
Usiadł ciężko na sofie w swoim stroju. I powiedział:
Wyobraź sobie, byliśmy szóstymi, którzy dzisiaj przynieśli Tomkowi noworoczny prezent! I chyba nie ostatnimi. Przed nami wyszła pani dyrektor Anna Nowak, ale już bez stroju Śnieżynki.
Długo przepraszała Tomka i jego mamę za tę niezręczną sytuację opowiadał Marek, zdejmując kożuch i brodę. Wyobraź sobie, ktoś nagrał filmik podczas zabawy i wrzucił na portal dzielnicy. Kilka tysięcy wyświetleń w parę godzin i moc komentarzy!
Naprawdę? zdziwiła się Grażyna. Muszę to zobaczyć.
Ale najważniejsze, iż okazało się, iż mama Tomka wpłaciła pieniądze na prezent tylko nieco później
W sumie to trochę jej wina przerwała Grażyna. Sama wychowuje syna, różnie bywa z pieniędzmi. Przedszkole powinno się bardziej postarać.
Dyrekcja nie zastanawiała się, po prostu skreślili Tomka z listy Marek nie mógł ochłonąć. W rezultacie dziecko ucierpiało niepotrzebnie.
Gdybym ja była dyrektorką, taka Anna Nowak już by straciła stanowisko westchnęła Grażyna. Nie można tak traktować dzieci!
Może ją zwolnią przyznał Marek. A może zrozumie swój błąd Przecież to dzieci, one są najważniejsze.
Pomasował brodę, zamyślił się. Po chwili spojrzał na Grażynę:
Jeszcze jedno przyszedł także tata Tomka! Przyniósł prezenty, okazał skruchę, prawie płakał
Naprawdę? ucieszyła się Grażyna.
Zadzwonił domofon. Grażyna poszła otworzyć. Wrócił Jaś.
Czemu sam wróciłeś? Mieliśmy po ciebie przyjść Marek był zdziwiony.
Przecież nie jestem już maluchem! oburzył się Jaś. Było nudno.
Dlaczego?
Bo Tomka mama z tatą najpierw się kłócili, potem płakali. My z Tomkiem weszliśmy do kuchni, oni się już tulą. Kiedy Tomek do nich dołączył, cała trójka się tuliła i płakała. Chyba są dziwni! choćby nie zauważyli, jak wyszedłem
Marek z Grażyną wymienili spojrzenia i roześmiali się z ulgą.
No dobrze, moi drodzy, czas na herbatę! powiedziała Grażyna. Kto nie zaśnie, powita Nowy Rok razem. Oby był dla wszystkich szczęśliwy!
Oby! zgodził się Jaś.














