Prezent, który kosztował mnie małżeństwo

polregion.pl 2 godzin temu

Marta wyczuła w kieszeni szlafroka małe aksamitne pudełeczko i kurczowo ścisnęła je w dłoni. Serce waliło jej tak głośno, iż wydawało się, iż słychać je w całym mieszkaniu. Za ścianą rozlegał się monotonny szum telewizora – Tomek oglądał wieczorne wiadomości, jak każdego dnia od dwudziestu siedmiu lat ich małżeństwa.

„Marto, herbatę zrobisz?” – krzyknął mąż z salonu.

„Za chwilę” – odparła, wciąż ściskając pudełko. – „Tylko skończę.”

Stała przy kuchennym oknie i patrzyła na podwórko, gdzie dzieci sąsiadów ganiały piłkę między zaparkowanymi samochodami. Zwykły, codzienny widok, a jednak dziś wydawał się jakoś szczególny, jakby widziała go dla ostatniego raz.

Pudełeczko w kieszeni rozgrzewało jej dłoń. W środku leżały złote spinki do mankietów z małymi diamentami – prezent, który przygotowywała Tomkowi na rocznicę ślubu od trzech miesięcy. Oszczędzała z każdej wypłaty, wyrzekała się kremów i leków. Chciała zrobić mu niespodziankę, pokazać, jak bardzo go docenia.

Ale wczoraj wszystko się zmieniło.

„Idziesz czy nie?” – niecierpliwie zawołał Tomek. – „Program już się zaczyna.”

Marta wzięła głęboki oddech i weszła do salonu. Mąż siedział w swoim ulubionym fotelu, w rozciągniętej koszulce i dresowych spodniach. Na stoliku stały dwie filiżanki z herbatą i leżała rozłożona gazeta.

„Słuchaj, pamiętasz Kasię Nowak z naszej klasy?” – zapytał Tomek, nie odrywając wzroku od ekranu.

Marta zastygła z filiżanką w dłoniach. Właśnie o tej Kasi myślała całą noc.

„Pamiętam” – odpowiedziała ostrożnie. – „A co?”

„Spotkałem ją dziś koło sklepu. Mówi, iż się niedawno rozwiódł. Mąż ją zostawił dla jakiejś młodszej. Wyobrażasz sobie, po trzydziestu latach małżeństwa?”

Marta odstawiła filiżankę na stół. Dłonie się jej trzęsły.

„I co teraz robi?”

„Mieszka sama w kawalerce, pracuje jako sprzątaczka. Szkoda jej, no. Fajna była dziewczyna w szkole.”

Tomek pokręcił głową i zmienił kanał. Na ekranie migały reklamy.

Marta milczała. Nie mogła powiedzieć mężowi, iż widziała na własne oczy, jak się spotkali. Że stała w sąsiedniej alejce między półkami i słyszała każde ich słowo. Że widziała, jak Tomek przytulał Kasię, jak ona wtuliła się w niego, jak umówili się na jutro wieczorem.

„Marto, czemu jesteś taka cicha?” – Tomek w końcu na nią spojrzał. – „Chora jesteś, czy co?”

„Nie, wszystko w porządku” – próbowała się uśmiechnąć. – „Po prostu dziś był stres w pracy.”

„Rozumiem. To połóż się wcześniej.”

Znów wpatrzył się w telewizor. Marta wstała i poszła do kuchni niby po to, by pozmywać. Pudełeczko ze spinakami w kieszeni nagle wydało się ciężkie jak kamień.

Przypomniała sobie, jak trzy miesiące temu zobaczyła te spinki w witrynie jubilerskiego sklepu. Jak długo stała, wpatrując się w nie, wyobrażając sobie euforia Tomka. Zawsze lubił ładne rzeczy, choć sam rzadko sobie coś kupował. Mówił, iż rodzina jest ważniejsza.

Rodzina. Jaka ironia.

Marta wyjęła pudełeczko i otworzyła je. Spinki błyszczały w świetle kuchennej lampy. Piękne, drogie. Takie, których mąż sam by sobie nigdy nie kupił.

„Kochanie, skoczę do sklepu” – dobiegł głos Tomka z przedpokoju. – „Chleba w domu nie ma.”

„Dobrze” – krzyknęła w odpowiedzi.

Drzwi zatrzasnęły się. Marta podeszła do okna i zobaczyła, jak mąż idzie przez podwórko. Nie w stronę sklepu, tylko do autobusowego przystanku. Tam, gdzie umówił się wczoraj z Kasią.

Zamknęła pudełeczko i poszła do sypialni. Na toaletce leżały zdjęcia – ich ślub, narodziny syna KaMarta otworzyła szufladę, wrzuciła do niej puste pudełko po spinakach i spojrzała przez okno na jesienne liście spadające z drzewa, wiedząc, iż teraz będzie musiała nauczyć się żyć na nowo sama.

Idź do oryginalnego materiału