

Trafiło mi się z osobistościami w moim życiu jak ślepej kurze ziarno. Nigdy nie przestanę w to wierzyć i nigdy nie przestanę być za to wdzięczny. Mam wrażenie, iż jestem tak trochę jak Sheldon Cooper, ale z dużo lepszymi umiejętnościami społecznymi. Miałem te swoje cechy, które wzbudzały w innych irytację, politowanie lub żenadę, a jednak dalej większość z nich przy mnie trwa. W sobotę świętowałem. W niedzielę późnym wieczorem przyjechał chłopak, który ze współlokatorem wrócili obładowani ze stacji benzynowej, zaopatrzeni w przekąski i napoje na wieczór filmowy, który trwał ponad cztery godziny i czułem się najszczęśliwszy, mimo iż niedziela jest moim najmniej ulubionym dniem tygodnia. Wczoraj pokazałem mu Park Reduta i przed jego wyjazdem narobiliśmy tostów z opiekacza. Dzisiaj spotkałem się natomiast z kuzynką. Przygotowała matchę. Pierwszy raz w życiu ją pilem. Nie była zła.













