Dziennik Marii Nowak
Przez przypadek dowiedziałam się o kochance ojca. Tego dnia wagarowałam, bo miałam towarzyszyć przyjaciółce u tatuażysty. Nie wypadało iść do galerii w mundurku, więc wpadłam do domu przebrać się. Gdy naciągałam dżinsy, klucz obrócił się w zamku. Zamarłam z jedną nogą wciśniętą w nogawkę, myśląc o włamywaczach. Usłyszałam jednak głos taty – zdawało się, rozmawiał przez telefon.
– Zaraz złapię torbę i wyjeżdżam. Przecież nie powiem, iż byłem na siłowni, skoro torba leży pod łóżkiem.
Pomyliłam się. To nie był telefon. Nagrywał wiadomość głosową, bo po chwili usłyszałam kobiecy głos:
– Kochanie, tak za tobą tęskniłam, nie mogę się doczekać… A tak w ogóle, przygotowałam twoje ulubione kluski śląskie. Spiesz się, stygną! Buźka, buźka!
Znaczenie usłyszanego przyszło później. Najpierw rozpoznałam głos: to była ciocia Kasia, koleżanka taty z biura i przy okazji siostra przyjaciółki mamy, częsta gościni u nas. Lubiłam ją. Nie udawała, iż wie, jak żyć jak inni dorośli, miała poczucie humoru i słuchała normalnej muzyki, a nie tych marudnych ballad, które wybierają moi rodzice. Dopiero gdy zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ciocia Kasia nagrywa mu wiadomość głosową, do mnie dotarło.
W tej chwili klucz znów się obrócił i w mieszkaniu zrobiło się cicho. Osunęłam się na łóżko i ponownie puszczałam sobie w głowie jej słowa. Nie, nie myliłam się. Ojciec zdradzał mamę. Co teraz? Powiedzieć mamie? Jak się zachowywać wobec niego i wobec tej kobiety?
Nie rozstrzygnąwszy nic, wybiegłam na spotkanie z Olą – czekała już pięć wiadomości. Oczekiwałyśmy tego od miesiąca – wybierałyśmy wzór, a Ola mistrzowsko podrabiała podpis mamy. Teraz jednak humor mi siadł.
– Maryś, co z tobą? – Ola nie dawała za wygraną. – Dlaczego taka naburmuszona? Też chcesz tatuaż? To dam radę twój mamie podrobić, pestka!
Jak wspaniale byłoby się tym z kimś podzielić, rozłożyć odpowiedzialność, ale choćby Oli nie mogłam tego powiedzieć. Udałam więc, iż naprawdę chodzi o tatuaż.
Przez dwa tygodnie nie umiałam się uczyć, omijałam koleżanki, unikałam rozmów z mamą i była niegrzeczna wobec ojca. Nie wiedziałam, co dalej. Pewnego dnia o mało nie wygadałam się mamie, ale zaczęła mnie besztać za pałę z chemii i się pokłóciłyśmy. Wieczorem przyszła do mojego pokoju z eklerkiem, którym się zajadałam, i powiedziała:
– Przepraszam, kotku, iż na ciebie nakrzyczałam. Wiem, iż to niepedagogiczne. Tak się martwię o twoje egzaminy! Tak bardzo chcę, żeby wszystko ci się udało…
– Mamo, daj spokój, zdobędę te papiery! Ten ekler… dla mnie?
– Oczywiście. Pogodziłyśmy się? Nie znoszę, kiedy się kłócimy!
Wzięłam ekler, cmoknęłam mamę w policzek i sobie obiecałam – nigdy nie zrobię jej takiej krzywdy. jeżeli tak się przejęła głupią sprzeczką, co będzie, gdy dowie się o ojcu? Trzeba było za wszelką cenę utrzymać to w tajemnicy.
I mimowolnie zostałam wspólniczką ojca: kryłam go, gdy spóźniał się z pracy, przypominałam o rodzinnym świętowaniu i prośbach mamy, odwracałam jej uwagę, gdy do niego dzwonili. Przy tym ignorowałam jego prośby, byłam niegrzeczna i ledwie powstrzymywałam się, by nie wygarnąć mu, co myślę.
Potem jakoś się ułożyło: tata wracał punktualnie, zdałam egzaminy do drugiej klasy liceum i cała historia odeszła jak sen. Poznałam też Kubę – dwa lata starszego, studenta prawa pierwszej jazdy, grającego na gitarze. Wieczorami chadzaliśmy w grupie, ale coraz częściej odłączaliśmy się. I tego wieczora także poszliśmy spacerem do fontanny, nie zauważając upływu czasu. Już dawno powinnam być w domu. Mogłam tylko liczyć, iż rodzice nie widzą zegarka i skradałam się na palcach do pokoju.
*Uff, chyba się udało…*, pomyślałam.
– Maria?
Nie udało się…
Do pokoju zajrzała mama.
– Trochę się spóźniasz.
Sądziłam, iż zaraz będzie awantura, ale nie. choćby nie czekała chyba na odpowiedź.
– Przepraszam, zagadałam się z dziewczynami. Mamo, wszystko w porządku?
Nawet w świetle lampy zauważyłam, iż miała czerwone, jakby zapłakane oczy.
– Wszystko gra. Powiedz, a ty z tatą… nie kupowaliście czegoś w jubilerce? Tak tylko pytam, bo pomyślałam…
Jakieś szóste zmysły kazały mi nie śpieszyć się z odpowiedzią.
– W jubilerce?
– Przypadkiem zobaczyłam paragon na kolczyki i myślę sobie…
– Ach, no tak! Przepraszam, zapomniałam ci powiedzieć. Poprosiłam tatę o pieniądze na prezent dla Oli. Przecież ma urodziny, chciałam dać coś wyjątkowego. Niedawno przekłuła uszy, więc pomyślałam… Za drogo, co? Przepraszam.
Twarz mamy rozjaśniła się jak słońce.
– Co ty, skądże! Nie przejmuj się, ja tak tylko… Jakaś ty mądra, iż pamiętasz o ważnych datach, cała w ojca!
Kłamać mamie było tak nieznośnie, iż nazajutrz postanowiłam – dość tego! Mogłam porozmawiać z ojcem, ale co? Sama myśl o tym przyprawiała mnie o ciarki
Teraz, gdy tusz pod skórą piekł jak sumienie, Alicja wiedziała już na pewno – wybierając nieufność, sama skazywała się na samotność, tak jak jej tatuaż głosił: „Miłość jest ślepa”.