Pożeglować do Bizancjum

adamaswtrasie.blogspot.com 3 miesięcy temu

Pożeglować do Bizancjum to tytuł opowiadania pisarza s-f Roberta Silverberga (wydanym, zdaje się, w zbiorze opowiadań pod tym samym tytułem). W zeszłym roku stuknęło temu traktującemu o przemijaniu (temat w sam raz na pierwszy wpis w Nowym Roku, nieprawdaż?) dziełku już 40 lat. I nie straciło nic na aktualności, ludzie przez cały czas przemijają – no, adekwatnie wszystko przemija, zwłaszcza od czasu przewrotu w myśleniu dokonanego dzięki lunecie, o czym zresztą wspominałem. Wbrew tytułowi samego Bizancjum w opowiadaniu nie ma – podobnie jak i w naszej rzeczywistości.

Pozostałości Bizancjum
Taka ciekawostka – tytuł opowiadania zalewaczył pan Silverberg z wiersza irlandzkiego poety Yeatsa (muszę przyznać, iż lepiej niż poezje tego twórcy znam spuściznę literacką Silverberga). Wiersz także opowiada o przemijaniu, starości i upadku dawnych cywilizacji, ale bardziej dotyka Bizancjum (a raczej czasu, gdy Konstantynopol zmieniał się w Konstantiniyye). Jako ciekawostka ciekawostki dodam, iż pierwszy wers poematu brzmi To nie jest kraj dla starych ludzi. Tak, stąd wzięli go i wykorzystali późniejsi filmowcy.
Bosfor - między Europą a Azją
Tak więc sam do Bizancjum – czy też może Byzantionu – nigdy nie żeglowałem. Wielokrotnie za to byłem w mieście po – kolejnym – rebrandingu. Acz zawsze lądem (rejsy bo Bosforze się nie liczą) – przez tereny dawnych imperiów. W tym i tak zwanego Cesarstwa Bizantyjskiego. Bo przecież było to zawsze Imperium Rzymskie. Ba, choćby po muzułmańskim władca osmański tytułował się odziedziczonym po Seldżukach tytułem Sułtana Rum. Termin Bizancjum to wynalazek nowożytnych mediewistów. Anachronizm, ale oddaje chyba istotną zmianę z łacińskiego Imperium Romanum na grecki w swej istocie twór zwany przez Romajów (znaczy: Greków; w Europie Romaioi zastąpiono Graeci kiedy następcy Karola Wielkiego uznali się za kontynuatorów Cesarstwa Rzymskiego) Rhomania – Ziemia Rzymian (Bilad al-Rum po arabsku). Ostatnim cesarzem wschodniej części Imperium który w domu mówił po łacinie (a było to gospodarstwo w dzisiejszej południowej Serbii) był Justynian Wielki. Dla mnie więc to też ostatni cesarz rzymski – po nim mówię już o Bizancjum. Jego śmierć jest też jedną z dat kończących Starożytność – bo wbrew pewności z jaką podaje się u nas 476 rok po Chrystusie nic nie jest tak naprawdę ustalone, i historycy nadal się spierają o początek Średniowiecza.
Upadek Konstantynopola AD 1453 - wizja turecka
Może nawet udałoby się Justynianowi przywrócić chwałę rzymską i Morze Śródziemne znów stałoby się Mare Nostrum, wewnętrznym akwenem imperium, ale historia potoczyła się inaczej. Oto wybuchło kilka wulkanów, klimat się zmienił (dając Skandynawom przyczynek do legendy o straszliwej trzyletniej zimie Flumbvinter), myszoskoczki będące tradycyjnymi nosicielami bakterii Yersinia pestis z głodu opuściły swoje pustynne nory i przekazały zarazka wszędobylskim szczurom, te przyniosły go do miast Śródziemnomorza czy Bliskiego Wschodu. Wybuchła zaraza zwana dżumą Justyniana – i zachwiała potencjałem ludnościowym (czyli też wojskowym) Bizancjum i Persją Sasanidów. Dzicy Germanie żyjący po wioskach (w czasie każdej epidemii zawsze lepiej jest na wsi – vide słynny Dekameron – zwłaszcza w czasach gdy opieka zdrowotna jest niedorozwinięta albo, hm hm, niedofinansowana i w zapaści) mniej odczuli straty ludnościowe i tłumnie – podobnie jak ich pobratymcy sto lat wcześniej – ruszyli w granice odradzającego się imperium. Długobrodzi (nie, nie chodzi o krasnoludzkie plemię znane z tolkienowskiego Śródziemia, a o Longobardów) dla przykładu zajęli ogołoconą zarazą i niedawnymi wojnami Italię. Europę Wschodnią zajmować poczęli z kolei Awarowie, Turcy (Protobułgarzy adekwatnie) i nade wszystko Słowianie, zajmując praktycznie całą krainę zwaną później Bałkanami.
Pliska - pierwsza stolica Bułgarów
Ta ruchawka sprawia, iż ślady Bizancjum czy choćby Imperium Rzymskiego nie są tu aż tak dobrze widoczne – chociaż jest ich pełno. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie dotarłem do tych najważniejszych stanowisk archeologicznych z tamtego czasu: Sirmium, Naissus czy Iustiniana Prima (odpowiednio – jedna ze stolic cesarstwa, miejsce narodzin Konstantyna, wybudowana przez Justyniana w swej rodzinnej okolicy). Po prostu Serbię mam słabo spenetrowaną.
Rzymska studnia w belgradzkiej twierdzy
Rzymskie Singidunum podle galerii handlowej w centrum serbskiej stolicy
Na ruiny romajskiego miasta z czasów przełomu Starożytności i Średniowiecza trafiłem za to w Macedonii Północnej (nie chodzi o dzisiejsze Ochrydę czy Bitolę; ani o albańskie Dürres). Opisywałem tę przygodę na blogu już – miejsce nazywa się Golemo Gradiste (czyli Gród Olbrzymów). Przynajmniej dziś, bo jak się nazywało w czasach narodzin Cesarstwa Bizantyjskiego to – po tylu najazdach – nikt już nie pamięta.
Golemo Gradiste gdzieś w macedońskich górach
Wyjątkiem jest – nie jedynym w sumie – Kościół Mądrości Bożej w Stambule. Byłem tam już kilka razy, ale tym razem miałem nadzieję na wejście na kościelne balkony (po remoncie – restauracji adekwatnie – otwarto je dla zwiedzających już kilka lat temu, ale tak się złożyło, iż wejść mi się nie udało), tym bardziej, iż parter jest już dla giaurów zamknięty.
Kościół Mądrości Bożej
A iż Kościół Mądrości Bożej, pamiętający Justyniana i przez prawie 1000 lat będący jedną z najważniejszych świątyń chrześcijaństwa dziś – po stu latach funkcjonowania jako muzeum – na powrót jest meczetem, to "żeglując" do Bizancjum warto zwrócić uwagę na pozostałości po Imperium Osmańskim, które kilkaset lat zajmowało niemal całe Bałkany, a którego odwrót sprokurował nasz Jan III Sobieski. O czym też już zresztą na blogu było.
Pomnik Jana III Sobieskiego w Wiedniu
W drogę więc, niczym poseł Lehistanu do Wysokiej Porty.
Idź do oryginalnego materiału