Powrót z dwutygodniowego pobytu w Puerto Plata na Dominikanie do Warszawy miał być standardową podróżą z przesiadką w Zurychu. Takie oczekiwania miało m.in. małżeństwo Jolanta Andrychowska i Konrad Harasim. W praktyce okazało się, iż lot obejmował jeszcze jeden nieoczekiwany etap – międzylądowanie na Jamajce, w Montego Bay. Sam postój nie byłby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie sposób jego przeprowadzenia, o którym – jak twierdzą podróżni – nie informują ani biura turystyczne, ani systemy sprzedaży biletów.
Po blisko dwugodzinnej podróży pasażerowie zostali zmuszeni do opuszczenia samolotu na jamajskim lotnisku w Montego Bay i zabrania ze sobą całego, podręcznego bagażu. Niektórych turystów trzeba było budzić, bo zasnęli z nadzieją, iż ich podróż będzie trwała nieprzerwanie przez kolejnych kilka godzin, aż do Zurychu. Zaskoczeni przerwą w locie pozabierali swoje torby i wędrowali kilkaset metrów przez terminal lotniska w Montego Bay, aby ponownie poddać się kontroli paszportowej i bagażowej. – „Zostaliśmy zaskoczeni, iż mamy wysiąść z samolotu i targać nasze torby, plecaki i walizki przez cały terminal. Nie mieliśmy pojęcia dokąd idziemy, bo nikt nas wcześniej o niczym nie poinformował” – relacjonowała Jolanta Andrychowska.
W grupie podróżnych znajdowały się osoby starsze, rodziny z dziećmi oraz pasażerowie z ograniczoną sprawnością ruchową. Wśród nich był Konrad Harasim, mąż pani Jolanty, który wracał z leczenia kolana na Dominikanie i miał ograniczone zdolności poruszania się.
– Mam zerwane więzadła w kolanie i chodzę o kulach. Nie powinno to tak wyglądać. Zapłaciliśmy znaczne pieniądze za bilet, a czuję się, jakbyśmy lecieli jakimś okazyjnym lotem za kilkadziesiąt złotych – mówił.
Podczas przechodzenia przez terminal ciężar transportu bagażu w dużej mierze spoczywał na jego żonie. Pasażerowie podkreślają, iż nie otrzymali jasnych wskazówek dotyczących dalszego przebiegu podróży.
– Nikt nie powiedział, dokąd mamy iść, co mamy zrobić. To była wędrówka w nieznane, która trwała prawie półtorej godziny, prawie tyle samo co lot z Puerto Plata do Montego Bay – dodaje pani Jolanta.
Zakupy zdeponowane, ale zwrócone
Dodatkowe nerwy wywołały zakupy zrobione w strefie wolnocłowej w Puerto Plata. Po opuszczeniu samolotu obsługa jamajskiego lotniska je zdeponowała, co wzbudziło obawy pasażerów. Zostały, co prawda, zafoliowane, ale miały tylko oznaczenia miejsca pasażerów lotu, a ich właściciele nie otrzymywali żadnego potwierdzenia, iż je zostawiają.
Ostatecznie prezenty do nich wróciły przy ponownym wsiadaniu do samolotu, ale brak informacji w trakcie całej procedury, potęgował poczucie chaosu i dezorientacji wśród podróżnych.
Chaos po powrocie na pokład
Problemy nie skończyły się po ponownym wejściu do samolotu na wyznaczone pierwotnie miejsca. W Montego Bay na Jamajce weszli na pokład, nowi pasażerowie, którzy zajęli przestrzeń w schowkach bagażowych nad siedzeniami.
W efekcie bagaże podręczne osób, które rozpoczęły podróż w Puerto Plata, nie miały już miejsca w pierwotnie zajmowanych schowkach. Obsługa pokładowa musiała pomagać w poszukiwaniu wolnej przestrzeni, przekładając torby i reorganizując układ bagażu w kabinie.
Informacja, której zabrakło
Zdaniem podróżnych kluczowym problemem był brak wcześniejszej informacji o takiej formie podróży. Wielu z nich podkreśla, iż podczas zakupu wycieczki w biurach podróży lub biletów na przelot samolotem szwajcarskich linii lotniczych Edelweiss, było przekonanych o bezpośrednim locie do Warszawy. Informacja o przesiadce w Zurychu pojawiła się później, natomiast o obowiązku opuszczania samolotu na Jamajce – jak twierdzą – nie poinformowano ich wcale.
– Zastanawialiśmy sią, co za mądra głowa wymyśliła takie połączenie. Może to ma sens ekonomiczny, ale na pewno nie dla pasażerów – mówiła jedna z podróżnych.
Coraz częstszy model podróży
Międzylądowania i łączenie tras są praktyką standardową w branży lotniczej i pozwalają liniom zwiększać rentowność połączeń. Jednak – jak podkreślają pasażerowie – najważniejsze znaczenie ma sposób informowania klientów o przebiegu podróży.
Konrad Harasim zwraca uwagę, iż mimo licznych podróży po świecie z taką sytuacją spotkał się po raz pierwszy. – Podróżowaliśmy bardzo dużo, ale z czymś takim nigdy dotąd się nie spotkaliśmy – podkreśla.
Pytania o standardy obsługi
Historia powrotu z Dominikany przez Jamajkę pokazuje, jak duże znaczenie dla pasażerów ma przewidywalność podróży. Formalnie procedury przewoźników mogą pozostawać zgodne z regulaminami, jednak brak jasnej komunikacji prowadzi do poczucia dezorientacji i utraty zaufania.
Dla małżonków Jolanty i Konrada zdjęcie z bagażem podręcznym w hali lotniska, stało się nieplanowaną pamiątką z wakacji. Nie z Karaibów, ale z podróży, która – ich zdaniem – powinna wyglądać zupełnie inaczej.
Podróżowanie samolotem przez dekady uchodziło za symbol cywilizacyjnego postępu. Człowiek siadał w fotelu, zapinał pasy, zamawiał kawę, a resztę roboty wykonywała technologia, pilot i kompetentna obsługa. Niestety, linie lotnicze coraz częściej przypominają, iż postęp bywa pojęciem względnym. Historia pasażerów wracających z Dominikany do Warszawy lotem Edelweiss przez Jamajkę pokazuje, iż te standardy bardzo się ostatnio zmieniły.
Jolanta Czudak



