Powrót Julii do rodzinnego domu na święta, niespodzianki przy rodzinnym stole, tajemniczy goście w d…

polregion.pl 2 godzin temu

Julia wysiadła z autobusu na przystanku w swoim rodzinnym miasteczku pod Poznaniem, tarmosząc wielkie, ciężkie torby, które w dłoniach przypominały jej o wszystkich prezentach. Jestem! zawołała, otwierając drzwi na oścież. Julia, córeczko! cała rodzina rzuciła się do niej z okrzykami radości, jakby wygrali w totka. Wiedzieliśmy, iż dziś przyjedziesz!

Wieczorem, kiedy wszyscy siedzieli za rodzimym stołem, zastawionym śledziami, pieczonymi ziemniakami i oczywiście sernikiem, ktoś zapukał w drzwi. Pewnie sąsiedzi przyszli z opłatkiem! Mama wzruszyła ramionami i powędrowała, sprawdzić niespodziewanych gości. Wróciła nie sama, ale z gośćmi. Julia spojrzała na wchodzące osoby i aż przecierała oczy jakby ujrzała wróżkę na choinkowym czubku.

***

Julia patrzyła przez zaparowane szybki autobusu, który zabierał ją daleko od znanych ulic Pawłowic, trochę smutna, trochę zamyślona. Na kolanach miała przaśną torbę taką w kratę, kultową wśród babć w całej Wielkopolsce. Torba była zapchana niezbędnymi rzeczami, ale oczywiście, babcia Lusia dorzuciła jeszcze spory worek gorących pierogów z kapustą i grzybami, które pachniały w całym autobusie aż kierowca zerkał litościwie w jej stronę.

Julia nie wytrzymała i rozpięła z rozmachem zamek, wyciągając dwa, rumiane pierogi. Chcesz? rzuciła do chłopaka siedzącego obok, który ustąpił jej miejsca przy oknie bez słowa i z miejsca zyskał jej sympatię.

Pewnie! kiwnął głową, przełykając ślinę. Julia jestem! przedstawiła się z uśmiechem.

A ja Stefan. Na studia jedziesz?

Tak! U nas tylko kurs na kombajnistę jest. A jakże, nie mam wyglądu na rolnika.

Ja też na studia! Ale do wsi mi tęskno westchnął Stefan.

Droga do Poznania trwała cztery godziny, więc spokojnie zdążyli obgadać całe życie i wymienić się numerami telefonu. Na miejscu każdy ruszył w swoją stronę, Julia z torbą, Stefan z plecakiem pełnym marzeń.

***

Czas egzaminów minął jak z bicza strzelił. Obdwoje się dostali, więc euforia była jak na porannej mszy w niedzielę nie do opanowania. Żadnych stresów, same plany, nadzieje i śmiałe wizje.

Jednego dnia Stefan zadzwonił: Julia, cześć! Może uczcimy to w kawiarni?

Julia aż podskoczyła z radości, bo Stefan był nie tylko zabawny, ale i swojski, bez przesadnej ambicji. Spotkali się w centrum, przy kawiarni Hipcio. Za oknem rzeczka Warta leniwie płynęła, a wycieczkowe statki sunęły pod pokrzykiwania przewodników.

interesujące czemu ta knajpa nazywa się Hipcio? Julia spojrzała z ironią.

Stefan wybuchnął śmiechem: Bo jak za często tu chodzisz, to zaczynasz wyglądać jak tytułowy zwierzak!

Coś w tym jest! parsknęła Julia, pakując kolejne ciastko. Potem ich randki pod szyldem Hipcia stały się tradycją: Spotkamy się jak zwykle?

Tego wieczora Julia po raz pierwszy pocałowała Stefana. Zapamiętała ten pocałunek na całe życie: delikatny, gorący, a jednocześnie jakby nieco biszkoptowy.

Minęły dwa lata, Julia i Stefan byli już nierozłączni, bliżsi niż pierogi z Wigilii. Julia, przeprowadź się do mnie! rzucił nieformalnie Stefan, kiedy byli już na trzecim roku. A latem się pobierzemy!

Ty mi się tutaj oświadczasz tak wprost? zaśmiała się Julia.

Tak trochę! odpowiedział Stefan.

To ja cię muszę zapytać jak w tym polskim filmie Nie boisz się, iż będę ci się wiecznie plątać pod nogami?

Plątaj się, ile dusza zapragnie! zażartował Stefan, obracając ją na ulicy jak w tańcu poloneza.

Do wynajmowanego mieszkania, gdzie mieszkały także Wiera i Małgorzata, Julia wróciła rozpromieniona jak reklama pasty do zębów.

Co jest, Julia? Cała promieniejesz! pytała Wiera.

Dziewczyny! śmiała się Julia, kręcąc piruety. Chyba się do was wyprowadzę, bo przeprowadzam się do Stefana!

Zaprosisz nas na wesele?! ucieszyła się Małgorzata.

No, latem się pobierzemy, teraz tylko pomieszkamy razem.

Julia! Po co się spieszyć? Do lata jeszcze kupa czasu marudziła Wiera.

Julia tylko machnęła ręką. Wiera, jesteś jak podstarzała ciotka! Wszyscy tak teraz żyją.

Nie jestem stara, moja mama jest prawniczką! A ja wiem, jak to się kończy obraziła się Wiera.

No już, nie dąsaj się! Julia ją przeprosiła.

***

Julia uważała, iż ślub to nie wszystko, a miłość do Stefana jest jedna na milion. Jednak wątpliwości posiane przez dziewczyny przyczaiły się w jej głowie i przekładała przeprowadzkę w nieskończoność.

Stefan w końcu przestał naciskać.

W połowie grudnia, gdy padał śnieg, miasto rozświetlało się lampkami, a dziewczyny marzły okropnie, znalazły się pod Hipciem.

Wejdźmy! Tu z Stefanem zawsze się grzejemy! Julia zaproponowała.

Chyba tam siedzi! zauważyła Małgorzata, wskazując na okno.

Rzeczywiście Stefan siedział na ich miejscu, a naprzeciwko niego młoda dziewczyna, wyraźnie od niego młodsza. Śmiali się i żartowali.

Julia odwróciła się bez słowa.

Ja wracam do domu powiedziała cicho.

Idziemy z tobą! zawołały dziewczyny.

Wieczorem w domu zapewniały ją, iż nie warto od razu robić afery może to tylko nieporozumienie? Ale Julia pamiętała czułe spojrzenie Stefana, i to, iż siedzieli w ich kawiarni.

To jakaś zdrada! pomyślała.

Julia przestała odbierać od Stefana telefony. Gdy próbował ją znaleźć w domu, prosiła dziewczyny, żeby mówiły, iż jej nie ma.

Pewnego razu złapał ją pod instytutem. Julia, co się dzieje? Masz kogoś?

Julia aż wyrzuciła oczy ze zdumienia. Ty masz czelność pytać?! No pięknie! Puść mnie, spóźnię się na egzamin!

Wyrwała się i zniknęła. Stefan, skołowany, ruszył do siebie.

***

Julia złożyła egzaminy przed czasem i wróciła do Pawłowic na Boże Narodzenie. Pod dachem rodzinnego domu, z kompotem z suszu i piernikami, czuła się lżej.

Zimno szczypało ją w nos, śnieg szeleścił pod butami, a znane podpoznańskie domy błyszczały w słońcu jak bombki na choince. Z komina sąsiadów szedł dym, Julia zmykała z torbą pełną prezentów dla rodziny. A jej ukochana choinka za płotem była wystrojona jak za czasów jej dzieciństwa.

Wesołych! rzuciła, wchodząc do domu.

Julia, córeczko! rodzina zbiegła się jak do dzielenia opłatkiem.

Dzień minął szybko, bo grudniowe słońce w Polsce leniwie znika za horyzontem już o piątej.

Nic to! Zapalimy lampki na choince! zarządził tata.

Wieczorem, przy kolacji, rozległo się pukanie.

Mama wzruszyła ramionami: Pewnie sąsiedzi z życzeniami i poszła otworzyć.

Wstąpiła z… Mikołajem i Śnieżynką. Stefan? Julia otworzyła szeroko oczy, patrząc na twarz Mikołaja. Obok niego stała dziewczyna z kawiarni Hipcio. Jak mnie znalazłeś? O co chodzi?

Stefan wybuchnął rubasznym śmiechem, dziewczyna też. Twoje koleżanki sprzedały mi adres. Przedstawiam ci moją młodszą siostrę Irenkę!

Siostrę? Julia nie dowierzała.

No jasne! Przecież podobni jesteśmy! wtrąciła Irena.

Jakby kamień spadł z serca Julii! Tyle nerwów, a wystarczyło zapytać!

Stefan dodał: W obecności całej rodziny i mojej siostry, proszę cię, Julia, zostań moją żoną! Wyjął z kieszeni małe pudełeczko z pierścionkiem.

Oczywiście, iż tak! rzuciła się Stefanowi na szyję. To będą najlepsze święta mojego życia!

Jeszcze wiele takich przed nami! Ale zawsze wszystko wyjaśniamy od razu! Stefan puścił do niej oko.

Zgoda! odparła Julia, wzruszona i szczęśliwa jak nigdy.

Idź do oryginalnego materiału