Powrót do domu po udanej uroczystości urodzinowej męża.

newsempire24.com 2 tygodni temu

Maria wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jego urodziny. Było świetnie. Dużo ludzi, rodzina, znajomi z pracy. Wielu Maria widziała po raz pierwszy, ale skoro Piotr zdecydował się ich zaprosić, to widocznie tak miało być.

Maria nie była z tych, które dyskutują decyzje męża; nie lubiła kłótni i sporów. Łatwiej jej było zgodzić się z Piotrem, niż udowadniać swoją rację.
– Marysia, masz klucze od mieszkania? Możesz je znaleźć?

Maria otworzyła torebkę, szukając kluczy. Nagle poczuła ostrą ból, tak mocno szarpnęła ręką, iż torebka spadła na podłogę.
– Co się stało?
– Ukłułam się czymś.
– W twojej torebce można się zgubić, więc nic dziwnego.

Maria nie sprzeczała się z mężem, podniosła torebkę i ostrożnie wyjęła klucze. Weszli do mieszkania i zapomniała już o ukłuciu. Zmęczona, chciała wziąć prysznic i położyć się spać. Następnego ranka obudził ją silny ból w ręce, palec był czerwony i spuchnięty. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór, wzięła torebkę, by zobaczyć, co się w niej znajduje. Ostrożnie wyciągając rzeczy, na dnie torebki znalazła dużą zardzewiałą igłę.

– Co to jest?
Nie mogła zrozumieć, jak to mogło się tam znaleźć. Wzięła tę dziwną rzecz i wyrzuciła do kosza. Potem sięgnęła po apteczkę, aby oczyścić ranę. Opatrując zaczerwieniony palec, Maria ruszyła do pracy. Jednak już w południe zrozumiała, iż ma gorączkę.

Zadzwoniła do męża:
– Piotrek, nie wiem co robić. Może wczoraj złapałam jakąś infekcję. Mam gorączkę, boli mnie głowa, wszystko mnie łamie. Piotr, wyobraź sobie, znalazłam w torebce dużą zardzewiałą igłę, to nią się wczoraj ukłułam.
– Może powinnaś pójść do lekarza, nie daj Boże to będzie tężec albo zakażenie krwi.
– Piotr, nie przesadzaj. Opłukałam ranę, wszystko będzie dobrze.

Ale z każdą godziną Marii było coraz gorzej. Ledwo dotrwała do końca pracy, wezwała taksówkę i pojechała do domu. Zrozumiała, iż komunikacją miejską nie dałaby rady dojechać. Gdy dotarła do domu, padła na kanapę i zasnęła.

Przyśniła jej się babcia Ania, która umarła, kiedy Maria była jeszcze mała. Skąd Maria wiedziała, iż to babcia Ania, tego nie wiedziała, ale czuła, iż to ona. Babcia była stara i przygarbiona. Jej wygląd mógłby przestraszyć wielu, ale Maria czuła, iż babcia chce jej pomóc.

Babcia prowadziła Marię przez pole, pokazała, jakie zioła ma zebrać, wskazała, iż należy zrobić napar i pić go, aby oczyścić ciało z ciemności, która zaczęła je pożerać. Powiedziała, iż jest ktoś, kto życzy jej źle. Ale aby z nimi walczyć, musi pozostać przy życiu. Czasu została niewiele.

Maria obudziła się zlana zimnym potem. Wydawało jej się, iż spała długo, ale kiedy spojrzała na zegarek, zrozumiała, iż minęło tylko kilka minut. Usłyszała, jak trzasnęły drzwi wejściowe, przyszedł Piotr. Zsunęła się z kanapy i wyszła do korytarza. Piotr, widząc ją, zawył:
– Co się stało? Spójrz na siebie w lustrze.

Maria podeszła do lustra. Wczoraj widziała w odbiciu piękną, uśmiechniętą dziewczynę. A teraz widziała siebie, ale jej nie rozpoznała. Włosy oklapnięte, siniaki pod oczami, szara twarz, pusty wzrok.
– Co to za bzdury?

I wtedy Maria przypomniała sobie sen. Powiedziała do męża:
– Widziałam babcię we śnie. Powiedziała mi, co mam zrobić…
– Marysia, ubieraj się, jedziemy do szpitala.
– Nigdzie nie jadę, babcia powiedziała, iż lekarze mi nie pomogą.

W domu wybuchła prawdziwa kłótnia. Piotr nazwał żonę wariatką, której w gorączce przyśniła się staruszka, nie wiadomo jaka. Po raz pierwszy bardzo się pokłócili. Piotr choćby chciał użyć siły, chwycił żonę za rękę i ciągnął do drzwi.

– jeżeli nie chcesz jechać do szpitala dobrowolnie, zabiorę cię siłą.
Ale Maria wyrwała rękę, nie utrzymała równowagi, upadła, uderzając się o róg. Piotra jeszcze bardziej zdenerwowała ta sytuacja; chwycił torebkę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Wszystko, co Maria zdołała zrobić, to napisać do szefa, iż złapała wirusa i będzie musiała zostać w domu na kilka dni.

Piotr wrócił do domu późno w nocy, przepraszał żonę, a ona powiedziała tylko:
– Zawieź mnie jutro do wsi, w której mieszkała moja babcia.

Rano Maria wyglądała bardziej jak żywy trup niż młoda, tryskająca zdrowiem dziewczyna. Piotr błagał żonę:
– Marysia, nie bądź głupia, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.

Jednak pojechali do wsi. Maria pamiętała tylko jej nazwę. Nie była tam, odkąd rodzice sprzedali babciny dom po jej śmierci. Całą drogę Maria przespała. choćby nie wiedziała, na które pole mają się kierować, ale kiedy zbliżali się do wsi, obudziła się i powiedziała:
– Tam mamy jechać.

Ledwo wysiadła z samochodu, z braku sił padła na trawę. Jednak wiedziała, iż to miejsce prowadziła ją babcia Ania. Znalazła zioła, które babcia pokazywała we śnie i pojechali do domu. Piotr przygotował jej napar, robiąc wszystko, co mówiła. Maria zaczęła pić małymi łykami, ale z każdym łykem czuła się lepiej.

Z trudem doszła do łazienki, a kiedy wstała z toalety, zobaczyła, iż jej mocz ma czarny kolor. Ale to widok bardziej ją uspokoił niż przestraszył. Powtórzyła słowa babci:
– Czarny wychodzi…

Tej nocy babcia znów pojawiła się we śnie Marii. Stała i uśmiechała się. Potem zaczęła mówić.
– Na ciebie, wnuczko, rzucono klątwę przez zardzewiałą igłę. Mój napar przywróci ci siły, ale to nie na długo. Musisz znaleźć tego, kto to zrobił i odesłać mu jego zło. Nie wiem, kto to zrobił, nie widzę. Ale jakoś z tym wszystkim związany jest twój mąż. Gdybyś nie wyrzuciła tej igły, mogłabym powiedzieć więcej. Ale…

Postąpimy tak. Pójdziesz do sklepu, kupisz opakowanie igieł, nad największą z nich wypowiesz te słowa: “Duchy nocne, kiedyś żywe! Usłyszcie mnie, duchy nocy, prawdę prorocze. Otoczcie mnie! Wskazujcie, pomóżcie, wroga mego znaleźć…”. Tę igłę połóż w torebce męża. Osoba, która rzuciła na ciebie klątwę, ukłuje się o twoją igłę. Wtedy poznamy jej imię i będziemy mogli oddać jej zło.
Babcia, mówiąc to, zniknęła w powietrzu jak mgiełka.

Maria obudziła się. Wciąż czuła się okropnie, ale wiedziała, iż na pewno wyzdrowieje. Wiedziała, iż babcia jej pomoże.
Piotr postanowił zostać dziś w domu, żeby zająć się żoną. Jakie było jego zdziwienie, gdy zaczęła się szykować do sklepu i powiedziała, iż musz w kwiat.
– Marysia, nie bądź głupia, ledwo stoisz na nogach. Chodźmy razem.
– Piotrku, ugotuj mi zupkę, mam straszny apetyt po tym wirusie.

Maria zrobiła wszystko, zgodnie z tym, co powiedziała jej babcia we śnie. Już wieczorem zaklęta igła leżała w torbie Piotra. On zapytał Marię przed snem:
– Jesteś pewna, iż sama sobie poradzisz? Może powinienem zostać dłużej z tobą?
– Dam sobie radę.

Maria czuła się coraz lepiej, ale wiedziała, iż zło wciąż jest wewnątrz niej, czuła, jak krąży po jej ciele jak po własnym domu, zatruwając je. Ale napar, który przyjmowała już trzeci dzień, działał jak antidotum. Czuła, iż to antidotum nie podobało się temu, co w niej było.

Ledwo doczekała się powrotu Piotra z pracy. Powitała go na progu. Jej pytanie było pierwsze:
– Jak minął dzień?
– Wszystko w porządku, dlaczego pytasz?
Maria już prawie myślała, iż ten, kto rzucił na nią klątwę, jeszcze się nie ujawnił, gdy Piotr odwrócił się i dodał:
– Marysia, wyobraź sobie, dziś Irina z sąsiedniego działu postanowiła mi pomóc i wyciągnąć z mojej torby klucze do biura, bo miałem ręce zajęte teczkami z dokumentami. Włożyła rękę do torby i natknęła się tam na igłę. Skąd igły w mojej torbie? Spojrzała na mnie tak źle, myślałem, iż zabije mnie wzrokiem.
– A co łączy cię z tą Iriną?
– Marysia, przestań. Kocham tylko ciebie. Nie potrzebuję Iny, ani żadnej innej.
– Czy była na urodzinach w restauracji?
– Była, to moja dobra koleżanka, ale nic więcej.

Dla Marii jakby wszystko stało się jasne po tych słowach. Teraz zrozumiała, jak stara zardzewiała igła znalazła się w jej torbie.
Piotr poszedł do kuchni, gdzie czekała na niego kolacja.

Kiedy Maria zasnęła, znowu zobaczyła babcię. Ta powiedziała jej, co zrobić, aby zwrócić Irinie całe zło, które chciała wyrządzić Marii. Babcia powiedziała, iż teraz wszystko jest jasne. Irina chciała dzięki magii pozbyć się rywalki, aby potem zająć jej miejsce przy Piotrze. jeżeli nie udałoby się to w sposób naturalny, ponownie sięgnęłaby po magię. Ta kobieta nie cofnęłaby się przed niczym.

Maria zrobiła wszystko, jak nauczyła ją babcia. niedługo Piotr powiedział, iż Irina poszła na zwolnienie lekarskie, iż czuje się źle, a lekarze rozkładają ręce.
Maria poprosiła męża, by w weekend zawiózł ją do wsi, gdzie kiedyś mieszkała babcia, na cmentarz, na którym nie była od dnia pogrzebu. Kupiła wiązankę kwiatów, wzięła rękawice, by wypielić grob z dzikich chwastów. Z trudem znalazła grób babci Ani. Kiedy podeszła, zobaczyła na pomniku zdjęcie; to właśnie ona przychodziła do niej we śnie, to ona uratowała ją przed śmiercią. Maria uporządkowała grób babci, wstawiła kwiaty do butelki z wodą. Usiadła na ławeczce i powiedziała:
– Babciu, przepraszam, iż nie przychodziłam wcześniej. Myślałam, iż rodzicom wystarcza raz do roku. Myliłam się. Teraz będę przyjeżdżać też. Gdyby nie ty, już by mnie nie było.

Wtedy Maria poczuła, jakby babcia położyła jej ręce na ramionach. Odwróciła się, ale nikogo nie było, tylko lekki powiew wiatru…

Idź do oryginalnego materiału