**Powrót**
– Iza! Gdzie jesteś? Iza! – Kasia wpadła do domu, obrzuciła wzrokiem pusty pokój i wybiegła na ganek, stukając obcasami i trzaskając drzwiami. – Gdzie jej szukać? – Z rozpaczą i zniecierpliwieniem tupnęła nogą.
Zza rogu domu pojawiła się niewysoka dziewczyna z plastikową miską w rękach.
– No wreszcie. Krzyczę, krzyczę… – Kasia zbiegła z ganka do przyjaciółki.
– Pranie wieszałam w ogrodzie. Co się stało? – Iza postawiła miskę na ganku.
– Stało się. – Kasia błysnęła piwnymi oczami spod gęstej czarnej grzywki.
Chciała pomęczyć przyjaciółkę, nie wyjawiać od razu nowin, ale nie wytrzymała, wyrzuciła z siebie jednym tchem:
– Wiktor wrócił.
– W co grał? – W oczach Izy niedowierzanie zmieniło się w radość, potem w zakłopotanie i znów w zwątpienie.
– Nie kłamię. Widziałam go na własne oczy. Matka pewnie go nie puszcza, też się stęskniła.
– Chodźmy! – zawołała Iza, śmiejąc się, i pierwsza ruszyła z podwórka.
Słońce zalewało wieś ciepłym blaskiem, rzeka wijała się wśród porośniętych brzegów, cały świat wydawał się niezwykle piękny. Ale Iza nie widziała niczego wokół. Serce tłukło radośnie: “Wiktor! Wiktor!” w oczekiwaniu na długo wyczekiwaną chwilę z ukochanym.
– Patrz, tam jest! – Kasia złapała Izę za rękę.
Szedł ku nim Wiktor w mundurze wojskowym. Zobaczył dziewczyny i ruszył biegiem.
Radość zalała serce Izy, zerwała się z miejsca i rzuciła ku niemu, wpadła w jego ramiona, przytuliła się cała drżąca.
Kasia stała z boku i zazdrośnie patrzyła na spotkanie zakochanych. Też jej się podobał Wiktor, ale on nie widział nikogo poza Izą. Skończył szkołę dwa lata wcześniej, został we wsi, by pomagać rodzicom. Gospodarstwo mieli duże, utrzymywali się z plonów, mleka i mięsa. Rok później Wiktora wcielono do wojska.
“Co on w niej widzi? Jestem od niej ładniejsza. Dlaczego zawsze ona?” – myślała zazdrośnie Kasia, nerwowo przygryzając wargi. Zdradzieckie łzy napłynęły do oczu. Pobiegła do domu, rzuciła się na łóżko, wtuliła twarz w poduszkę i dała upust płaczowi.
– Co się stało? – z kuchni wyszła matka.
– Nic – odcięła się Kasia.
– Ej, zazdrościsz? Myślisz, iż dla ciebie chłopaków zabraknie? Patrz, Maciek od dawna się za tobą ogląda, zarabia dobrze, przystojny, dom swój ma.
– Mamo! – Kasia zaszlochała jeszcze głośniej. – Wyjadę. Zdam maturę i wyjadę. Do wojewódzkiego.
– Coś ty wymyśliła. Czekają tam na ciebie, oczywiście. Nie, córeczko, gdzie się urodziłaś, tam się przydałaś. Wyjedziesz, a oni zostaną… – zaczęła ostrożnie matka.
“Nie, nie. – Kasia podniosła głowę z poduszki. – Jestem ładniejsza, mam lepszą figurę. Iza urodzi, to się rozleje jak ciasto. Trzeba coś wymyślić. Najważniejsze, by ich nie zostawiać samych.” Łzy wyschły w jej oczach.
– No właśnie – z aprobatą powiedziała matka i wróciła do kuchni.
Wkrótce przybiegła Iza. Kasia zobaczyła, jak błyszczą jej oczy szczęściem, i serce znów ścisnęło się z rzewności. Wymusiła uśmiech.
– Dlaczego tak gwałtownie się rozstaliście? – Nie potrafiła ukryć złośliwości.
– Teraz zbierze się cała rodzina, będą świętować jego powrót. A wieczorem Wiktor przyjdzie na potańcówkę. O Boże, Kasiu, tak się cieszę! A ty co taka jesteś? – spytała Iza, nie rozumiejąc nastroju przyjaciółki.
– Nie będę wam przeszkadzać. I tak nie mam w czym iść. Wiesz, iż matka nie da złotówki na nową sukienkę.
– Dam ci moją, tę, która ci się podoba. Trochę się zaokrągliłam, jest mi za ciasna, a tobie będzie pasować. Chodź, przymierzysz – zaproponowała Iza.
Kasia ledwo powstrzymała okrzyk radości. Długo kręciła się przed lustrem w pokoju Izy, podziwiając siebie. Sukienka leżała jak ulana.
– Nie żal ci? – zwątpiła.
– Ani trochę – odparła lekko Iza i przytuliła przyjaciółkę. – Bierz. A ja muszę przygotować kolację.
– Do wieczora! – Kasia rzucała całusa w policzek i pobiegła do domu.
Wieczorem Iza przygarnęła Kasię i razem poszły do klubu.
Z okien ceglanego budynku lało się jaskrawe światło, rozbrzmiewała muzyka. Na środku sali kilka dziewczyn już tańczyło. Dwóch chłopaków grało w bilard w kącie. Iza rozejrzała się za Wiktorem.
– Nie ma go. Chodźmy tańczyć. – Kasia wyszła na środek sali, wesoło zakręciła się, unosząc ręce, nie zapominając zerkać na drzwi, czy nie nadchodzi Wiktor.
Gdy rytmiczna muzyka ucichła, wyszła na zewnątrz, wachlując się rozgrzaną twarz. Początek czerwca, a wieczory jeszcze chłodne. Kasia wzdrygnęła się. W oddali palił papierosa Maciek.
Długo wpatrywała się w zacieśniające się zmierzchy, aż dostrzegła Wiktora. Poznała go po mundurze. Bez namysłu zeszła ze schodków i podeszła do Maćka, oplatając jego szyję ramionami. Jej jasna sukienka wyraźnie odcinała się w półmroku.
– Co ty robisz, Kasia? – zdziwił się Maciek.
Zamiast odpowiedzi Kasia nagle wpiła się w jego usta. Maciek nie stracił głowy, objął dziewczynę. Gdy Kasia odepchnęła go i obejrzała się, Wiktor gwałtownie oddalał się. Niezadowolony Maciek znów przyciągnął Kasię, sięgnął po jej wargi.
– Idź sobie! – krzyknęła na niego i pobiegła do klubu.
Wszystko wyszło lepiej, niż planowała. Sukienka odegrała z Wiktorem okrutny żart. Pewnie pomyślał, iż to Iza całuje się z kimś. Nie będzie ślubu!
– Nie widziałaś Wiktora? – spytała Iza, gdy Kasia weszła do sali.
– Widziałam. Postał chwilę w drzwiach i poszedł. Chodźmy tańczyć.
– Jak to poszedł? –Iza wybiegła za Wiktorem, ale zamiast niego, na drodze zobaczyła tylko błyszczące w świetle księżyca ślady jego butów, które prowadziły w stronę cichej, samotnej rzeki.