„Powinniście zrobić mi remont, a nie jechać na wczasy!” – Teściowa obrażona, bo zamiast fundować jej…

newsempire24.com 21 godzin temu

Powinniście zrobić mi remont, a nie jeździć na wczasy!

Moja teściowa, pani Krystyna, ma do nas wielki żal bo jak to, pojechaliśmy sobie na urlop, zamiast zafundować jej remont mieszkania. Jej lokum jest zadbane, wszystko działa, ściany nie odpadają, ale pani Krystyna uznała, iż akurat teraz wypadałoby odświeżyć. Rzecz jasna, zapłacić powinniśmy my. Bo kto, jak nie dzieci?

Z Jarkiem, moim mężem, odkładamy każdy grosz. Spłacamy kredyt hipoteczny, a dodatkowo wychowujemy dwie nastoletnie córki: Zosię i Małgosię. Wyjazdy? Przez ostatnie lata, jeżeli wakacje, to raczej działka u cioci albo namiot w lesie pod Łodzią. Nasze dziewczyny nigdy nie widziały prawdziwego morza ani zagranicy, więc postanowiliśmy zrobić TO: pojechać do Włoch (wiadomo pizza, lody i włoskie słońce). Trochę trzeba było zacisnąć pasa, pożyczyć parę złotych od siebie samego, ale uznaliśmy, iż warto.

Pani Krystyna już na starcie naszego małżeństwa całkiem szczerze powiedziała, iż babcią do dyspozycji nie będzie. Nie robiłam z tego afery rozumiem, każdy chce trochę odpocząć po latach pracy i wychowywania własnych dzieci. Jarka mama na emeryturze się nie nudzi kurs tańca, aqua aerobik, wycieczki do teatru. Aktywna, oby tak dalej! Tylko z kasą zawsze na bakier i do dzieci wystawia faktury za swoje hobby, bez sentymentów. Nasze kredyty, rachunki, licealne potrzeby dziewczynek? to nie jej sprawa, są WAŻNIEJSZE rzeczy do finansowania, czyli np. nowa tapeta w sypialni.

W każdy weekend Jarek miał przykaz: Zrób mi to, napraw mi tamto, a przy okazji przynieś i wynieś. Ale ten rok pobił wszystko uznała, iż trzeba odmalować wszystko bo tak, o, dla świeżości. U nas taki luksus: chcieć to nie zawsze móc, co chyba każdy Polak rozumie. Śmieszne tylko, bo pięć lat temu właśni robiliśmy jej ten remont, wtedy była zachwycona i obdarowywała nas kiszonymi ogórkami.

Oczywiście, przed wyjazdem do Włoch nie powiedzieliśmy jej złamanego słowa. Postanowiliśmy zniknąć po cichutku, klucze do mieszkania schować, pies Reks pod opieką sąsiadki. Niestety, czujność emerytki nie zna granic. Pojawiła się u nas, trafiła na zamknięte drzwi, zadzwoniła do Jarka. Filozoficznie powiedział, iż jesteśmy w Italii. Obraziła się przykładnie, a po powrocie czekała nas domowa apokalipsa.

Mogliście mnie uprzedzić! I w ogóle skąd wy macie tyle pieniędzy? Zamiast się włóczyć po Italii, trzeba było zrobić mi ten cholerny remont!

Jak ojciec chrzestny w polskim wydaniu tylko iż zamiast cygara, trzymała miotłę i rachunek za farbę. Normalnie Jarek pokorny jak baranek, ale tym razem mu się ulało i jej odparował, iż jej fanaberie z naszymi finansami nie mają nic wspólnego.

Efekt? Pani Krystyna od tamtej pory obraziła się na wieki. choćby do Zosi nie zadzwoniła. Za to rodzinka dzwoni, rozlicza nas: Jak mogliście, taka matka, taka babcia, a wy tylko siebie i siebie. Ale jakoś z Jarkiem nie czujemy się winni. Moja mama powiedziała: Lepiej sernik upiecz, niż się martwić. I tym się kierujemy! Jedziemy, dopóki młodzi, a kredyt i tak będzie wieczny. Bo tapeta pani Krystyny była zachcianką, nie potrzebą.

Idź do oryginalnego materiału