Powiedziała, iż jest sierotą, by wyjść za mąż za bogatą rodzinę, a mnie zatrudniła jako nianię własn…

polregion.pl 2 dni temu

Powiedziała, iż jest sierotą, by wyjść za mąż za bogatą rodzinę, a mnie wynajęła jako nianię dla własnego wnuka. Czy może być coś boleśniejszego niż moment, w którym własna córka płaci ci pensję, byś mogła przytulić swojego wnuka? Zgodziłam się zostać służącą w jej rezydencji, nosić uniform i spuszczać wzrok, gdy przechodziła obok tylko po to, by być blisko jej dziecka. Powiedziała swojemu mężowi, iż jestem kobietą z agencji. Ale wczoraj, gdy maluch przez przypadek nazwał mnie babcią, wyrzuciła mnie jak zbędny mebel, by ochronić swoje kłamstwo.

Historia
W tym ogromnym domu z wysokimi sufitami i marmurowymi podłogami nazywano mnie Marysia. Po prostu Marysia. Niania. Kobieta, która myje butelki, zmienia pieluchy i śpi w maleńkim pokoiku bez okna. Ale moje prawdziwe imię to Mamo. Przynajmniej kiedyś było zanim córka nie postanowiła wygumkować mnie z własnego życia.

Moja córka miała na imię Żaneta. Zawsze była piękna. I zawsze dziko nienawidziła naszej biedy. Brzydziła się naszym domkiem z eternitem na dachu, nie mogła znieść, iż sprzedawałam domowe ciasta, by opłacić jej szkołę. W wieku dwudziestu lat wyjechała.

Znajdę sobie życie, w którym nie będzie pachniało drożdżami i potem powiedziała. Zniknęła na trzy lata. Odrodziła się. Zmieniła nazwisko, przefarbowała włosy na platynowy blond, chodziła na kursy dobrego wychowania. Poznała Artura bogatego biznesmena, dobrego człowieka, ale bardzo tradycyjnego. By się wpasować w jego świat, Żaneta zmyśliła tragiczną historię: była sierotą, jedynym dzieckiem intelektualistów, którzy zginęli w wypadku na południu Europy. Samotna, wykształcona, kobieta bez przeszłości.

Gdy zaszła w ciążę, ogarnął ją strach. Nie miała pojęcia o dzieciach. Nie ufała obcym. Potrzebowała kogoś, kto pokocha ją bezwarunkowo i jednocześnie dopilnuje, by sekret nie wyszedł na jaw.

Wtedy mnie odnalazła.

Mamo, potrzebuję cię płakała u moich drzwi, ubrana w rzeczy, które kosztowały więcej niż cały mój dom. Ale musisz coś zrozumieć. Artur nie wie o twoim istnieniu. Gdyby dowiedział się, kim jest moja matka, zostawiłby mnie. Jego rodzina jest strasznie wymagająca.

Czego ode mnie oczekujesz, córko?

Zamieszkasz z nami. Zostaniesz moją nianią. Będę ci płacić. Będziesz mogła być przy wnuku. Ale nigdy, pod żadnym pozorem, nie wolno ci powiedzieć, kim jesteś. Dla wszystkich będziesz Marysią kobietą z agencji.

Zgodziłam się.

Bo jestem matką. I bo myśl, iż mogłabym już nigdy nie zobaczyć wnuka bolała mocniej niż moja duma.

Dwa lata żyłam tym kłamstwem.

Artur był dobrym człowiekiem.

Dzień dobry, Marysiu mówił zawsze. Dziękuję, iż tak troskliwie opiekuje się pani naszym małym Jasiem. Nie wiem, co byśmy bez pani zrobili.

Żaneta była moim katem.

Gdy Artur wychodził do pracy, jej chłód niemal mnie paraliżował.

Marysiu, nie całuj dziecka, to niehigieniczne.

Marysiu, nie śpiewaj mu tych starych piosenek, chcę żeby słuchał tylko klasyki.

Marysiu, zamknij się w pokoju, gdy przyjdą goście. Nie chcę, żeby cię widzieli.

Milczałam i tuliłam Jasia. Był moim promykiem. Nie znał podziałów społecznych. Wiedział tylko, iż moje ramiona to dla niego bezpieczny dom.

Wczoraj były jego drugie urodziny.

Przyjęcie w ogrodzie. Balony. Eleganccy goście. Śmiech i szampan.

Ja w szarej sukni, przy dziecku.

Żaneta błyszczała, grała swoją rolę: idealne życie.

Tak bardzo chciałabym, żeby moi rodzice mogli zobaczyć swojego wnuka mówiła do jednej z pań.

Nagle Jaś się przewrócił. Zdrapał kolanko i rozpłakał się.

Żaneta rzuciła się do niego, ale on odsunął ją.

Wyciągnął ręce do mnie i zawołał wyraźnie:

Babciu! Chcę do babci!

Cisza zapadła natychmiast.

Artur zmarszczył brwi. Żaneta zbladła.

Co powiedziało dziecko? spytał ktoś.

Nic odburknęła gwałtownie Żaneta. Tak mówi na nianię z sympatii.

Jaś rzucił mi się w ramiona.

Babciu, pocałuj, żeby przestało boleć.

Wzięłam go. Nie mogłam się powstrzymać.

Jestem tutaj, skarbie.

Żaneta patrzyła na mnie z nienawiścią. Wyrwała dziecko z moich rąk.

Do środka! I pakuj się! Jesteś zwolniona!

Artur się wtrącił.

Dlaczego ją zwalniasz? Dziecko ją kocha.

Bo sobie za dużo pozwala! krzyknęła ona.

Artur spojrzał mi prosto w oczy.

Marysiu… dlaczego Jaś mówi do pani babciu?

Spojrzałam na córkę. Milcząco błagała mnie o litość.

Potem popatrzyłam na dziecko.

Panie Arturze powiedziałam cicho bo dzieci zawsze mówią prawdę.

Opowiedziałam mu wszystko.

Pokazałam zdjęcia. Prawda wyszła na jaw.

Rozczarowanie w jego oczach było gorsze niż gniew.

Bieda twojej matki mnie nie obchodzi powiedział do Żanety. Najważniejsze, iż się jej wyparłaś.

Potem zwrócił się do mnie.

To także pani dom.

Nie odpowiedziałam. Moje miejsce jest tam, gdzie moje imię nie jest powodem do wstydu.

Pocałowałam Jasia.

I wyszłam.

Teraz jestem w swoim domu. Pachnie chlebem i ciepłem.

Boli mnie serce. Tęsknię za wnuczkiem.

Ale odzyskałam swoje imię.

I tego nikt mi nie odbierze.

A ty jak sądzisz czy dla miłości wolno aż tak kłamać, czy prawda zawsze dotrze na powierzchnię?

Idź do oryginalnego materiału