Nie każda polska babcia gotuje rosół w niedzielę, nie każda wnuczka chodzi do polskiej szkoły, a nie każdy wnuk potrafi odpowiedzieć pełnym zdaniem po polsku. A jednak w wielu polsko-amerykańskich rodzinach właśnie babcia jest osobą, dzięki której dzieci wychowane w Stanach Zjednoczonych poznają Polskę nie z mapy ani z podręcznika, ale z codziennych drobiazgów.
Chwile spędzane razem z babcią, także podczas wakacji w Polsce, są okazją do poznania rodzinnej historii i anegdot. Fot. Ilustracja WEMZ kuchni, z powiedzeń, z rodzinnych historii powtarzanych przy stole. Z tego, iż przed Wigilią trzeba przygotować o jedno nakrycie więcej. Z tego, iż chleb się szanuje. Z modlitwy, którą zna się czasem tylko ze słuchu. I z przekonania, iż jeżeli coś można naprawić, to nie trzeba od razu kupować nowego. To właśnie w takich szczegółach polskość najczęściej przechodzi z jednego pokolenia na następne.
Najpierw przez smak
Dla dziecka urodzonego w Nowym Jorku, New Jersey czy Connecticut pierwszym kontaktem z polską kulturą wcale nie musi być historia Kościuszki ani lekcja języka. Częściej jest nim talerz. Pierogi robione przed świętami, naleśniki z serem, zupa pomidorowa, gołąbki albo sernik, którego „nie wolno ruszać, bo jest na jutro”. Dziecko może na co dzień jeść pizzę, tacos i chicken nuggets, ale podczas odwiedzin u babci lub wakacji spędzonych w Polsce gwałtownie uczy się, iż niektóre potrawy mają własne miejsce i własny czas.
Co ważne, nie chodzi jedynie o przepisy. Wspólne lepienie pierogów czy przygotowanie uszek staje się okazją do rozmowy. Babcia opowiada, jak robiła je jej matka, jak wyglądają święta w Polsce, czego kiedyś brakowało, co przygotowywało się inaczej. W ten sposób przepis staje się historią rodzinną.
Polskie słówka
W wielu polsko-amerykańskich domach babcia pełni także rolę najbardziej cierpliwego nauczyciela języka. Nie zawsze w sposób zaplanowany. Czasem po prostu nie zna angielskiego – jeżeli mieszka w Polsce, a choćby jeżeli jest od dawna w USA, to nie przechodzi na angielski tak gwałtownie jak wychowani już w Stanach rodzice. Pyta: „Chcesz dokładkę?”, a kiedy wnuk odpowiada po angielsku, słyszy: „No dobrze, ale powiedz po polsku”.
Dziecko poznaje język przez rzeczy codzienne: nazwy jedzenia, części garderoby, pieszczotliwe zwroty, wyliczanki, powiedzenia i rodzinne żarty. choćby jeżeli jego polszczyzna pozostaje niedoskonała, zachowuje słowa, które dla nikogo spoza rodziny nie znaczą aż tak wiele. Czasem po latach okazuje się, iż właśnie te pojedyncze zdania są najtrwalszym śladem języka przodków.
Słowa, które trwają
W starszym pokoleniu ważnym elementem polskiej tradycji pozostaje także religia. Nie każda współczesna polsko-amerykańska rodzina praktykuje w taki sam sposób, a młodsze pokolenia często podchodzą do wiary inaczej niż ich dziadkowie. Mimo to wiele osób pamięta właśnie babcię uczącą „Ojcze nasz”, pokazującą, jak zrobić znak krzyża, zabierającą wnuki do kościoła albo pilnującą, by w Wigilię podzielić się opłatkiem. choćby jeżeli w dorosłym życiu wnuki wybiorą własną drogę, takie gesty często pozostają częścią rodzinnej pamięci.
Podobnie jak święconka w Wielką Sobotę, kolędy, dodatkowe miejsce przy wigilijnym stole czy palma wielkanocna. Dla dzieci wychowanych w Ameryce mogą być początkowo czymś egzotycznym. Z czasem stają się jednym z elementów odpowiedzi na pytanie: „Skąd pochodzi moja rodzina?”.
Żywa historia
Babcie są często także rodzinnymi archiwistkami. To one wiedzą, kto jest na starym czarno-białym zdjęciu, dlaczego pradziadek wyjechał do Ameryki, z jakiej wsi pochodziła rodzina i która ciocia po wojnie została w Polsce. Pamiętają adres pierwszego mieszkania, historię pierwszej pracy, nazwę statku albo miasta, do którego ktoś przyjechał.
Dla dziecka takie opowieści bywają początkowo tylko rodzinnymi anegdotami. Dopiero później nabierają znaczenia. W dorosłym życiu często pojawia się potrzeba uporządkowania własnego pochodzenia. Chcemy wiedzieć, kim jesteśmy, a żeby w pełni móc odpowiedzieć na to pytanie, ważna również jest świadomość, skąd pochodzimy. Wtedy okazuje się, iż nazwiska, daty i historie słyszane kiedyś przy kuchennym stole były czymś więcej niż wspomnieniami starszej osoby. Tworzą ciągłość między Polską a Ameryką.
Najpierw obowiązki
Polskie babcie przekazują wnukom także rzeczy znacznie mniej widowiskowe, pewne normy społeczne, kulturowe. Że pracy nie należy się bać. Że najlepiej przyjść kilka minut wcześniej. Że jeżeli coś się zaczęło, trzeba to skończyć. Że jedzenia się nie wyrzuca. Że pieniądze warto odkładać, choćby jeżeli kwota wydaje się niewielka.
To oczywiście nie są wartości wyłącznie polskie. W wielu rodzinach emigracyjnych mają jednak szczególną wagę, bo wynikają z doświadczeń ludzi, którzy zaczynali życie w nowym kraju często od bardzo niewiele.
Dziadkowie, którzy pamiętają czasy niedoboru w Polsce albo trudne początki w Ameryce, potrafią patrzeć na rzeczy z inną skalą. Dla wnuka nowy telefon może być oczywistym zakupem. Babcia zapyta, co jest nie tak ze starym. Dziecko chce wyrzucić jedzenie. Babcia odpowie, iż „jeszcze jest dobre”. Młody człowiek narzeka na pierwszą pracę. Ona przypomni, iż sama zaczynała od takiej, której nie wybrałaby dziś z żadnego ogłoszenia.
Czasem wywołuje to uśmiech. Czasem irytację. Ale z biegiem lat część tych zdań zaczyna brzmieć zaskakująco rozsądnie.
Święta robi się dla ludzi
Jedną z najważniejszych lekcji jest też sposób świętowania. W wielu polskich rodzinach święto oznacza, iż ktoś przyjedzie, trzeba nakryć stół, przygotować jedzenie i znaleźć miejsce dla kolejnej osoby. Najważniejsze jest nie to, czy wszystko będzie idealne, ale to, iż rodzina spotka się razem.
Babcia często nie potrzebuje zaproszenia w kalendarzu ani specjalnej okazji, żeby postawić na stole ciasto. Kiedy ktoś przychodzi, trzeba go czymś poczęstować. Kiedy wyjeżdża, dobrze jest dać mu coś „na drogę”. Ten model gościnności bywa dla amerykańskich wnuków czymś bardzo charakterystycznym. I choć kolejne pokolenia upraszczają wiele zwyczajów, sama potrzeba bycia razem często zostaje.
To właśnie polskość
Najciekawsze jest to, iż większość babć nie prowadzi żadnego wielkiego programu wychowania polskich wnuków. Po prostu robi to, co zna. Gotuje. Mówi po polsku. Pokazuje stare zdjęcia. Dba o zachowanie świątecznych zwyczajów. Poprawia źle wypowiedziane słowo. Narzeka, iż wnuki za mało jedzą. Pyta, czy mają coś odłożone. Opowiada po raz kolejny historię, którą wszyscy już znają.
A właśnie wtedy przekazuje kulturę najskuteczniej. Bo tożsamość rzadko powstaje podczas jednej uroczystości czy jednej lekcji historii. Buduje się z powtarzanych przez lata drobnych doświadczeń. I dlatego choćby jeżeli wnuk mówi z amerykańskim akcentem, nie umie ulepić pierogów tak równych jak babcia i zamiast herbaty wybiera ice coffee, może doskonale wiedzieć, dlaczego przy wigilijnym stole zostawia się dodatkowe miejsce.
A kiedyś być może sam opowie tę historię swoim dzieciom.
WEM














