Wiesz, poślubiłam go, kiedy mieliśmy prawie nic. Cała rodzina nie kryła uśmiechu, kiedy mój brat i ja wpadliśmy w to małżeńskie szaleństwo. Siedem lat temu wzięłam za mąż Piotra, który nie miał ani samochodu, ani własnego mieszkania. Rodzice patrzyli na nas z politowaniem i choćby się śmiali, bo w ich krwi było przekonanie, iż dziewczyna powinna szukać faceta z jakimś portfelem i pięknym wyglądem jak z okładki jakiegoś magazynu. Ja miałam własne kryteria: nie chciałam, żeby sięgał po alkohol, bo wiem, iż to prowadzi do kłopotów, a nie chciałam, żeby moje dzieci dorastały z ciągle pijanym tatą.
Chciałam, żeby był pracowity, nie leniwy, i by zawsze mówił prawdę. Materialne rzeczy nie były dla mnie priorytetem. Nie liczyło się, czy ma auto czy własny dom, bo ja sama pochodzę z rodziny, w której nigdy nie było fortuny. Moja mama wychowała mnie i brata w skromnych warunkach, więc luksus nie był dla nas czymś naturalnym. Przed ślubem byliśmy razem rok, a Piotr miał sześciu rodzeństwa. Pracował jako wykładowca na uniwersytecie w Krakowie, więc miał stałą pensję, choć nie była to fortunowa kwota.
Mieszkaliśmy w domu jego rodziców, razem z jego bratem i mamą. Na ślubie przybyło tylko najbliższe osoby i kilku przyjaciół nic wielkiego, nic krzykliwego. Po weselu po prostu wprowadziliśmy się razem i po kilku miesiącach nauczyliśmy się żyć ramię w ramię, bo nasze charaktery różniły się jak noc i dzień. Po raz pierwszy zobaczyłam jego łzy, kiedy urodziły się nasze dzieci. Teraz mamy dwoje maluchów, a Piotr zarabia solidne 12000 złotych miesięcznie, choć pracuje w innej branży niż na uczelni. Najpierw wynajmowaliśmy małe mieszkanie w Warszawie, a teraz kupiliśmy dom pod Gdańskiem i radzimy sobie całkiem nieźle.
Czasem się nie rozumiemy, ale rozmawiamy o tych chwilach i staramy się rozwiązywać konflikty. Nie jesteśmy milionerami, ale najważniejsze jest, iż jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Dziś wspominamy ten dzień sprzed siedmiu i pół lat, kiedy powiedzieliśmy tak. Z każdym rokiem kocham go coraz bardziej i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Najbardziej cieszę się, gdy bawi się z naszymi dziećmi, gdy dba o mnie i dzwoni, pytając, czy nie jestem głodna. To jest po prostu cudowne.
Znam też taką znajomą, Kasię, która poślubiła bogatego faceta. Na początku wszystko było super, ale potem zdradził ją, był nieobliczalny i wziął pieniądze od jej rodziców. Kasia myśli o rozwodzie, ale nie chce zostawiać dzieci z ojcem. Widząc to, wiem, iż ja podjęłam adekwatną decyzję. Życzę wszystkim kobietom, żeby kochały swoich mężczyzn i czuły się kochane. Nie patrzcie na rozmiar portfela liczy się serce.
