Poruszająca refleksja nad życiem… aż trudno znaleźć odpowiednie słowa

newskey24.com 4 godzin temu

Piękna, przejmująca scena w zacienionym mieszkaniu na przedmieściach Poznania. Jasne światło przebija się tylko przez okno kuchni. Jadwiga, kobieta doświadczona bólem i latami rozczarowań, nagle znajduje się na granicy życia i śmierci. Serce przestaje bić; przez chwilę czas się zatrzymuje. Wśród zawirowań myśli wyłania się przed nią anioł, łagodny i stanowczy zarazem, mówiąc spokojnym głosem:

Jadwigo, jeszcze nie twój czas. Podsumowałem twoje czyny: za mało jeszcze dobrego. Możesz wrócić na parę dni, żeby wypełnić to, co niedokończone.

Wraca, otarta o śmierć. W mieszkaniu cisza, tylko dźwięk żarówki zawieszonej nad starym stołem. Jej mąż, Stanisław, od dawna śpi na kanapie, a obcość wisi w powietrzu niczym wilgoć. Jadwiga patrzy na niego, widzi jak prasuje rano wyświechtaną koszulę do pracy, widzi w jego oczach zmęczenie i gniew, które przez lata przesłoniły wszystko. Przez chwilę wahania a może by tak zrobić coś dobrego? Zaskoczyć go może to będzie początek zmiany?

Gdy Staszek wychodzi do pracy, Jadwiga zabiera się za jego ubrania, wypiera wszystko, starannie prasuje spodnie, składa koszule, gotuje rosołek, piecze schab. Nakrywa do stołu, stawia w wazonie żółte tulipany, zapala świece. Na kanapie zostawia kartkę:

Stanisławie, może wygodniej śpi się w łóżku, które kiedyś było nasze? W łóżku, gdzie przyszły na świat nasze dzieci; gdzie nie raz obejmowałeś mnie, uciekając przed własnym lękiem. Wciąż jest tam miejsce na tę naszą miłość. jeżeli możesz mi przebaczyć wszystkie krzywdy… spotkajmy się tam.
Twoja Jadwiga.

Pisząc ostatnie słowa, nagle ogarnia ją bunt, głos w głowie huczy: Ja mam przepraszać? To on stracił pracę w zakładach Cegielskiego, od tej pory pił, krzyczał, zamykał się w sobie. Ja musiałam gospodarować skromnymi złotówkami, znosić jego wybuchy złości, łagodzić dziecięce łzy. To on wszystko zepsuł a ja mam zrobić pierwszy krok?

W gniewie drze kartkę. I wtedy, w ciszy, pojawia się znów szept anioła:
Pamiętaj, Jadwigo. Parę dobrych uczynków dzieli cię od nieba. Inaczej nie wejdziesz.

Onieśmielona, ale też zmęczona własnym żalem, pisze drugi list. Teraz jej słowa są cichsze, bardziej kruche, bardziej szczere:

Nie zauważyłam, jak bardzo bałeś się, gdy straciłeś wszystko, co dawało ci bezpieczeństwo. Ja wolałam, żebyś był zwykłym robotnikiem, niż artystą marzącym o własnej wystawie. Złościły mnie twoje obrazy, twoje wiersze, twoje miłosne listy, które kiedyś niepotrzebnie zniszczyłam. Teraz wiem, iż bałam się tak samo jak ty. Odtąd chcę pomagać ci malować, spróbuję naprawić to, co się da. Stanisławie, proszę, wybacz mi. Kocham cię.
Twoja Jadwiga

Staszek wraca późnym popołudniem, skulony od zimnego poznańskiego wiatru, z zmarszczkami w kącikach oczu i ciężkimi krokami. Próg przekracza z niepewnością, ale od razu czuje ciepło zapach pieczeni, muzyka z radia gra ich pierwszą piosenkę z wesela, a na stole płoną świece. Kartka na kanapie. Czyta drżącymi dłońmi. Gdy Jadwiga wychodzi z kuchni z półmiskiem z kluskami, widzi, jak łzy spływają po jego twarzy, jak łamie się pod ciężarem tych słów.

Bez słów, zdesperowani i wzruszeni, padają sobie w ramiona. Łzy są gorące i oczyszczające, ich dłonie znajdują drogę do siebie jak kiedyś, łamiąc skorupy dawnych lat. Staszek podnosi ją na ręce, niesie do dawnego małżeńskiego łóżka. I tam, tej nocy, odnajdują się, jakby pierwszy raz, przepełnieni uczuciem, do którego oboje zapomnieli klucza.

Wieczorem, po wspólnej kolacji, oboje śmieją się przez łzy, wspominając zabawne historie z dzieciństwa dzieci Maksa i Anieli.

Później, zmywając naczynia w kuchni, Jadwiga dostrzega przez okno ogród wczesną wiosnę i postać anioła, który stoi pod śliwką jak cień. Wybiegając w kapciach, mówi ze łzami:

Aniele, daj mi jeszcze trochę czasu. Chcę, żeby Stanisław znów malował. Chcę odbudować, co zniszczyłam. Obiecuję, iż zadbam o niego, kiedy znów poczuje szczęście wtedy pójdę z tobą.

Anioł uśmiecha się łagodnie:
Nie muszę cię nigdzie prowadzić. Już jesteś w niebie. Zapracowałaś na nie. Tylko pamiętaj o piekle, przez które przeszłaś i iż niebo jest bliżej, niż może ci się wydawać.

Wtem z domu rozlega się głos Stanisława:
Jadwigo, chodź już, zimno! Jutro będzie nowy dzień!

Otarła łzę, spoglądając w rozświetlone okna kuchni, i pomyślała:
Tak… dzięki Bogu, jutro naprawdę będzie nowy dzień.

Cisza wieczoru pełna jest refleksji:
Ty, co narzekasz na to, czego ci brakuje czy pomyślałeś, ile sam dajesz?
Ty, który cierpisz czy zastanowiłeś się, ile cierpienia zadawałeś innym?
Ty, który szukasz winy w innych czy oceniasz własne błędy?
Ty, co potępiasz cudze niedoskonałości czy dostrzegasz swoje?
Ty, który uważasz się za dobrego przyjaciela czy jesteś szczery wobec siebie?
Ty, który narzekasz na brak czy widzisz, ile już masz?
Ty, który krytykujesz świat czy zrobiłeś coś, aby był lepszy?
Ty, który marzysz o niebie czy umniejszasz piekło na ziemi wokół?
Ty, co mówisz o pokorze czy potrafisz się uniżyć?
Ty, który potępiasz zło czy szerzysz dobro?
Ty, co narzekasz na obojętność czy umiesz okazywać miłość?
Ty, który boisz się biedy czy doceniasz to, co masz?
Ty, którego ranią ciernie czy zasadziłeś choć jeden krzew róży?
Ty, co boisz się ciemności czy zapalasz światło nadziei?
Ty, skupiony wyłącznie na sobie czy troszczysz się o innych?
Ty, który czujesz się mało znaczący czy próbujesz wzrastać?
Ty, który boisz się samotności czy ofiarowujesz komuś swoją obecność?
Ty, co lękasz się choroby czy dbasz o zdrowie?
Ty, który pragniesz zgody czy rzeczywiście gasisz konflikty?

Niebo jest bliżej, niż nam się wydaje.

Idź do oryginalnego materiału