Piękne przemyślenia czasem aż brak słów
Dziś chciałbym opowiedzieć historię, która mocno mnie poruszyła i zmusiła do głębokich refleksji.
Pewna kobieta, Grażyna Nowak, przez wiele lat żyła w niezgodzie ze swoim mężem, Andrzejem. Któregoś dnia Grażyna doznała nagłego zatrzymania akcji serca. Kiedy była na granicy życia i śmierci, pojawił się przy niej anioł. Oznajmił, iż po zważeniu jej dobrych i złych uczynków, nie pozostało gotowa na wejście do nieba. Dostała jednak szansę anioł zaproponował jej kilka dodatkowych dni na ziemi, by mogła nadrobić brakujące dobre uczynki. Grażyna, z wdzięcznością, przyjęła tę propozycję i wróciła do rodzinnego domu w Krakowie.
Wchodząc do mieszkania, zobaczyła Andrzeja, który choćby na nią nie spojrzał. Od wielu miesięcy mijali się bez słowa. On spał na sofie, ona przestała choćby gotować dla niego obiady. W tej chwili, prasując mu koszulę do pracy, Grażyna pomyślała:
Może powinnam zrobić pierwszy krok? Przecież kiedyś byliśmy szczęśliwą rodziną Zaskoczę go, przygotuję coś wyjątkowego.
Kiedy Andrzej wyszedł do pracy, Grażyna wyprała i wyprasowała wszystkie jego rzeczy. Ugotowała ulubiony obiad męża, ułożyła świeże tulipany na stole, zapaliła świece, a na sofie zostawiła kartkę:
Myślę, iż byłoby Ci wygodniej wrócić do łóżka, które kiedyś dzieliliśmy. Tego łóżka, gdzie narodziły się nasze dzieci, gdzie w nocy tuliłam się do Ciebie chowając swoje lęki i czułam Twoją bliskość. Ta miłość przez cały czas tam jest, tylko czeka, aż po nią sięgniemy. jeżeli jesteś w stanie przebaczyć mi wszystkie błędy spotkajmy się tam.
Twoja żona
Gdy kończyła pisać ostatnie słowa: jeżeli jesteś w stanie przebaczyć mi wszystkie błędy, ogarnęła ją fala sprzecznych emocji:
Czy ja powinnam przepraszać? Przecież to Andrzej potrafił wrócić z pracy rozdrażniony, gdy stracił pracę w zakładach i przez miesiące nie mógł znaleźć niczego nowego. To mi przyszło gospodarować resztkami naszych oszczędności i znosić jego frustracje. Zaczął więcej pić, posępnie siedział godzinami w fotelu, zbywał dzieci, gdy chciały się bawić. Krzyczał, kiedy prosiłam, żebyśmy coś zmienili. Roztrzaskał wszystko I co, ja mam go przepraszać?
W nerwach podarła kartkę. Wtedy rozległ się spokojny głos anioła:
Pamiętaj, jeszcze tylko parę dobrych uczynków. Inaczej nie wejdziesz do nieba.
Grażyna przez długą chwilę patrzyła przez okno.
Czy to ma sens? pytała siebie.
Wyciągnęła nową kartkę i napisała jeszcze raz, tym razem wkładając w słowa całą swoją czułość i zrozumienie:
Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak kilka wtedy rozumiałam. Nie dostrzegałam Twojego strachu, gdy straciłeś pracę, choć przez tyle lat byliśmy spokojni o naszą przyszłość. Pamiętam Twoje plany na emeryturę. Zamiast wesprzeć Cię w spełnieniu tych marzeń, zmuszałam Cię, żebyś dorabiał jako kierowca. A przecież tego nie chciałeś.
Noc, kiedy spaliłam Twoje listy i zniszczyłam Twoje obrazy masz rację, to była złość i bezsilność. Nie podobało mi się, iż zamykasz się w pokoju i wydajesz pieniądze na farby, albo piszesz wiersze, których nie rozumiałam. Mogłam Ci pomóc pokazać Twoje obrazy światu, były piękne. Sama też się bałam dopiero teraz to widzę. Bezpiecznie czułam się tylko, gdy miałeś pracę. Nie widziałam, jak bardzo cierpisz.
Proszę Cię, Andrzeju, wybacz mi. Obiecuję, iż od dzisiaj wszystko się zmieni. Kocham Cię bardziej niż myślisz.
Twoja żona
Wieczorem, gdy Andrzej wrócił z pracy, od progu poczuł, iż w domu coś się zmieniło: zapach pieczeni, świece, cicha muzyka, a na sofie list. Kiedy Grażyna wyszła z kuchni z półmiskiem pierogów, zobaczyła, jak jej mąż płacze. Odłożyła jedzenie, podeszła i mocno go przytuliła. Nie potrzebowali słów, łzy mówiły wszystko. Potem Andrzej wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Kochali się jak wtedy, kiedy świat należał tylko do nich.
Kolację jedli razem, żartując i wspominając dziecięce wybryki swoich córek. Po wszystkim Grażyna poszła posprzątać po kolacji, a przez okno zobaczyła w ogrodzie anioła. Wyszła na taras, łzy ciekły jej po policzkach:
Proszę, pozwól mi zostać jeszcze trochę na ziemi. Chcę pomóc Andrzejowi znów zacząć malować. Muszę naprawić to, co popsułam. Obiecuję, zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy. Potem pójdę z Tobą.
Anioł uśmiechnął się:
Nie muszę Cię nigdzie zabierać, Grażyno. Już jesteś w niebie sama na nie zapracowałaś. Nie zapomnij tylko o piekle, w którym żyłaś. I pamiętaj, niebo może być bliżej, niż myślisz.
W tym momencie usłyszała głos męża z domu:
Grażynko, chodź spać, zimno tu. Jutro też jest dzień.
Pomyślałem wtedy:
Dobrze, iż jutro znów nadejdzie. Dzięki Bogu, jest kolejna szansa.
Refleksja na koniec:
Ile razy narzekam na to, czego nie dostałem, nie myśląc, ile sam dałem?
Gdy cierpię, czy zastanawiam się, ile bólu sam zadałem?
Kiedy oceniam innych, czy siebie też umiem osądzić?
Krytykując świat, co sam zrobiłem, aby go choć trochę ulepszyć?
Każdy z nas marzy o niebie, a przecież możemy je znaleźć tu i teraz, jeżeli zaczniemy od siebie.
Dzisiaj rozumiem, iż szczęście to suma małych gestów i chęci przebaczenia nie komuś, ale przede wszystkim sobie.









