Poruszająca refleksja… brak słów by wyrazić emocje

twojacena.pl 2 godzin temu

Dawne to były czasy Aż trudno dzisiaj o tym myśleć bez wzruszenia.

Pewna Polka, Jagna Kowalska, od lat żyła w niezgodzie ze swym mężem, Wincentym. Pewnej nocy spotkała ją śmierć kliniczna serce jej przestało bić, a ona zobaczyła anioła. Ten rzekł łagodnym głosem, iż jej dobre i złe uczynki zostały zważone, ale nie pozostało gotowa, by przekroczyć bramy nieba. Anioł zaproponował jej powrót na świat na kilka dni, by mogła naprawić, co zniszczone. Jagna przystała na to i wróciła do starego mieszkania na krakowskim Kazimierzu, gdzie wszystko przypominało jej dawną miłość i kłótnie.

Mąż nie rozmawiał z nią od miesięcy od dawna spał na wersalce i sam dbał o siebie. Ona też już dla niego nie gotowała. Patrząc na Wincentego, prasującego sobie koszulę do pracy do tramwajów miejskich, pomyślała:

Może warto spróbować pogodzić się z nim. Biedak śpi sam na twardej kanapie, a kiedyś nasze łóżko było pełne czułości… Dam mu jeszcze jeden znak.

Gdy tylko Wincenty wyszedł do pracy, Jagna zabrała się za pranie wszystkich jego rzeczy, wyprasowała każde ubranie i z sercem przygotowała barszcz z uszkami i pieczone pierogi, których tak dawno nie jadł. Ustawiła na stole polne kwiaty i zapaliła świece. Na wersalce zostawiła list:

Pomyślałam, iż może wygodniej byłoby ci spać w naszym dawnym łóżku. Przecież to tam cieszyliśmy się narodzinami naszych dzieci i spędziliśmy tyle wspólnych chwil, tuląc się, zapominając o wszystkich troskach. Ta miłość przez cały czas tam jest, czeka na nas. jeżeli umiesz mi wybaczyć moje winy będę tam na ciebie czekać.

Twoja Jagna

Dopisując ostatnie zdanie: jeżeli umiesz mi wybaczyć moje winy, poczuła złość.

Czy ja postradałam zmysły? Mam przepraszać? To on wracał wściekły, gdy zwolnili go z pracy w warsztacie kolejowym, a potem szukał jakiegokolwiek zajęcia. Ja musiałam dzielić każdy grosz, liczyć złotówki, jeszcze znosząc jego złość. Zaczął pić, siedział godzinami w rozkładanym fotelu, uciszając dzieci, które tylko chciały się bawić. Krzyczał na mnie, bo miałam dość. On wszystko zniszczył a ja mam przepraszać?

W gniewie podarła list, ale wtedy usłyszała głos anioła zza okna:

Pamiętaj, Jagno. Wystarczy jeszcze kilka dobrych uczynków, a odnajdziesz niebo. Inaczej nie otworzysz do niego drzwi.

Zamyśliła się głęboko:

Czy to w ogóle ma sens?

Napisała list od nowa, wkładając w niego jeszcze więcej serca:

Wtedy kilka rozumiałam. Nie widziałam twojego lęku, gdy straciłeś po latach stabilnej pracy swoją posadę. Było ci ciężko. Pamiętam, jak marzyłeś o wycieczkach do Zakopanego na emeryturze. Zamiast zmuszać cię do kursowania starym fiatem, mogłam pomóc ci zrealizować te plany.

Pamiętam noc, kiedy ze złości porwałam twoje listy i spaliłam szkice twoich akwareli. Wściekałam się, iż wydajesz zapasowe złotówki na farby, zamykasz się w pokoju, piszesz wiersze. Mogłam pomóc wystawić twoje obrazy w galerii miały duszę. Ja również się bałam. Bezpiecznie czułam się tylko wtedy, gdy miałeś stałą pracę. Przeoczyłam twój smutek.

Proszę cię, Wincuś, wybacz mi, kochany. Ślubuję, iż od dziś będę inna. Kocham cię.

Twoja Jagna

Kiedy Wincenty wrócił z pracy, już w drzwiach poczuł, iż coś się zmieniło. Pachniało obiadem, w salonie paliły się świece, a z radia cicho płynęła ulubiona polska piosenka. Na wersalce czekała na niego kartka.

Jagna wyszła z kuchni z półmiskiem pierogów. Zatrzymała się, widząc, iż Wincenty płakał jak dziecko. Postawiła jedzenie i mocno go przytuliła. Żadne nie musiało nic mówić. Płakali razem, jakby oczyszczali się z dawnych krzywd. On uniósł ją i zaniósł do ich starego łóżka, gdzie kochali się tak, jak pierwszego dnia.

Potem jedli razem kolację, śmiali się, wspominając zabawne historie z dzieciństwa ich córki i syna.

A gdy sprzątała kuchnię, spojrzała przez okno na ogródek, gdzie zobaczyła anioła pod rozkwitłym bzami. Wybiegła ze łzami:

Proszę cię, aniele, daj mi jeszcze trochę czasu. Chcę pomóc mu wrócić do malowania, naprawić to, co sama zepsułam. Obiecuję, iż niedługo będzie radosny. Wtedy pójdę z tobą.

Anioł pogłaskał ją po głowie i szepnął:

Nie martw się, Jagno. Niebo już jest w twoim domu. Zapracowałaś na nie. Zapamiętaj tylko piekło, przez które przeszłaś i pamiętaj, iż niebo nierzadko bywa dużo bliżej, niż myślisz.

Nagle w oddali rozległ się głos męża:

Jagna, chodź, do łóżka, zimno. Jutro będzie nowy dzień.

Uśmiechnęła się przez łzy i pomyślała:

Tak dzięki Bogu, jutro będzie nowy dzień.

Zaduma na koniec:
Ty, który narzekasz, iż czegoś ci nie dano pomyśl, ile sam ofiarowałeś?
Ty, który cierpisz pomyślałeś, ile zadałeś bólu bliskim?
Ty, który wytykasz innym niewiedzę spojrzałeś na własne braki?
Ty, co głośno potępiasz błędy zobaczyłeś własne przewinienia?
Ty, który twierdzisz, iż jesteś dobrym przyjacielem czy naprawdę jesteś szczery wobec siebie?
Ty, narzekający na niedostatek widzisz, jak wiele posiadasz?
Ty, krytykujący świat zrobiłeś choć trochę, by go poprawić?
Ty, marzący o niebie o ile zmniejszyłeś piekło wokół siebie?
Ty, który mówisz o pokorze czy naprawdę jesteś pokorny?
Ty, który potępiasz zło czy czynisz dobro?
Ty, narzekający na obojętność czy okazujesz serce innym?
Ty, bojący się biedy czy umiesz korzystać z tego, co masz?
Ty, którego ranią ciernie czy sadzisz róże?
Ty, bojący się ciemności czy zapalasz swoje światło?
Ty, skupiony na sobie czy pamiętasz o innych?
Ty, który czujesz się mały czy próbujesz się rozwijać?
Ty, bojący się samotności czy jesteś obecny dla kogoś?
Ty, obawiający się choroby czy dbasz o zdrowie?
Ty, pragnący zgody czy potrafisz gasić spory?

Idź do oryginalnego materiału