Poruszająca refleksja… aż trudno znaleźć odpowiednie słowa

polregion.pl 4 godzin temu

Piękna refleksja aż brak tchu

W kamienicy w sercu Krakowa mieszkała kobieta, Helena Nowak, której małżeństwo dawno już zatraciło ciepło dawnych lat. Pewnego wieczoru podczas gwałtownej sprzeczki Helena upadła na podłogę serce przestało bić. Gdy niemal przekroczyła próg śmierci, stanął przed nią anioł o twarzy pełnej współczucia i rzekł:
Heleno, twoje życie zostało zważone. Dobre i złe postępki są niemal równe. Nie czas jeszcze, byś odeszła. Wracaj na ziemię, masz jeszcze kilka dni, by naprawić to, czego zabrakło.

Zgodziła się. Otworzyła oczy w swoim mieszkaniu, a obok niej siedział jej mąż Andrzej. choćby na nią nie spojrzał, odkąd się pokłócili, minęły tygodnie pełne ciszy i chłodu. Andrzej od dawna spał samotnie na kanapie, a Helena choćby nie gotowała już dla niego obiadu.

Może powinnam to zmienić? pomyślała, obserwując go, jak w milczeniu prasuje koszulę do pracy. Może go zaskoczę

Gdy wyszedł, Helena uprała i wyprasowała wszystkie jego ubrania, przygotowała rosół pachnący domem, podała schabowe i smażone ziemniaki. Na stole postawiła świeże tulipany i zapaliła świece. Na kanapie zostawiła kartkę:
Myślę, iż byłoby ci wygodniej spać znowu w naszym łóżku. W tym łóżku, w którym narodziły się nasze dzieci, w którym przez tyle nocy tuliłeś mnie, gdy świat dawał nam w kość. Tam dalej jest nasza miłość. jeżeli jesteś w stanie mi wybaczyć spotkajmy się tam.
Twoja żona.

Helena, kończąc list, zawahała się:
Czy ja zwariowałam? Mam to ja go przeprosić? To on wracał do domu rozgoryczony po utracie pracy w zakładach przy Zabłociu i tygodniami nie mógł znaleźć nowej. To ja ciągnęłam dom z tych kilku złotych, które mieliśmy, znosząc jego rozgoryczenie. Zaczął pić piwo wieczorami, gasił dzieci, choć chciały się tylko bawić, krzyczał, gdy próbowałam przemówić mu do rozsądku. On wszystko rozbił a ja mam teraz przepraszać?

Rozwścieczona, podarła list. W tej samej chwili usłyszała znajomy głos anioła:
Heleno, wystarczy zaledwie kilka drobnych dobrych uczynków i otrzymasz niebo. Bez nich nie przejdziesz dalej.

Zamknęła oczy, walczyła ze sobą.
Czy warto?

Usiadła i napisała list od nowa, ciepłymi słowami:
Nie rozumiałam wtedy niczego. Nie widziałam twojego strachu po zwolnieniu z fabryki, nie zauważyłam, jak bardzo się bałeś. Pamiętam nasze wspólne plany: wspólne spacery po Plantach na starość, wycieczki do Zakopanego. Mogłam cię wesprzeć, zamiast zmuszać do pracy jako kierowca, choć wiedziałam, jak trudno ci to przyszło. Pamiętam dzień, gdy spaliłam twoje obrazki i wyrzuciłam miłosne listy. Wściekła byłam, iż stołujesz się w swoim pokoiku zamiast ze mną przy stole. Powinnam była pomóc ci sprzedać obrazy, były naprawdę wyjątkowe. Bałam się tak samo jak ty, czułam się bezpieczna tylko, gdy byłeś zatrudniony. Nie widziałam twojego bólu.
Przepraszam cię, Andrzeju. Obiecuję teraz będzie inaczej. Kocham cię.
Twoja żona

Wieczorem, gdy Andrzej wrócił z pracy na budowie, natychmiast zauważył, iż coś się zmieniło. Zapach świeżo ugotowanego obiadu, świece, ulubiona płyta Maryli Rodowicz. I ta kartka na kanapie.

Helena wyszła z kuchni z półmiskiem pierogów i ujrzała, jak jej mąż płacze jak dziecko, skulony na kanapie. Położyła jedzenie i przytuliła go mocno. Oboje płakali nie było już potrzeby mówić nic więcej. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do sypialni. Kochali się tak, jakby wrócili do młodości.

Później jedli razem kolację, śmiali się z dawnych zabaw ich dzieci, wspominali, jak córka upierała się, iż zostanie weterynarzem, choć teraz jest księgową w Warszawie.

Kiedy Helena zmywała naczynia, kątem oka dostrzegła anioła przechadzającego się tam, gdzie kiedyś rósł ich stary orzech. Wybiegła, łzy spływały jej po policzkach.
Aniele, daj mi jeszcze trochę czasu. Chcę pomóc Andrzejowi znowu malować, chcę naprawić ból, który sama wywołałam. Przysięgam, iż niedługo będzie szczęśliwy. Potem możesz mnie zabrać.
Anioł uśmiechnął się i odpowiedział łagodnie:
Już nie musisz nigdzie iść. Jesteś w niebie. Zasłużyłaś na nie. Ale pamiętaj o piekle, w którym żyłaś i o tym, iż niebo jest na wyciągnięcie ręki.

Usłyszała głos z okna:
Heleno, zimno, chodź spać. Jutro też mamy siebie.

Pomyślała:
Tak dzięki Bogu, jutro mamy nowy dzień.

Do refleksji:
Ty, który zawsze narzekasz, iż los ci skąpi, czy pomyślałeś, ile sam ofiarujesz światu?
Ty, który cierpisz czy wiesz, ile bólu nieświadomie zadajesz innym?
Ty, który wytykasz innym brak rozsądku czy swój znasz naprawdę dobrze?
Ty, co potępiasz cudze błędy, czy widzisz własne?
Ty, co szczycisz się przyjaźnią jesteś przede wszystkim szczery wobec siebie?
Ty, co narzekasz na niedostatek czy dostrzegasz to, co ci los już dał?
Ty, co gderasz na świat czy próbowałeś go uczynić choć odrobinę lepszym?
Ty, co tęsknisz do nieba czy uczyniłeś coś, by zmniejszyć czyjeś piekło wokół?
Ty, który wyznajesz pokorę czy naprawdę jesteś skromny?
Ty, co zwalczasz zło czy rzeczywiście szerzysz dobro?
Ty, który obwiniasz innych o brak czułości czy umiesz naprawdę kochać?
Ty, co przeraża cię bieda czy dobrze gospodarujesz tym, co ci zostało powierzone?
Ty, co narzekasz na kolce czy sadzisz róże?
Ty, który boisz się ciemności czy umiesz zapalić światło?
Ty, skupiony na sobie czy równie mocno troszczysz się o innych?
Ty, co czujesz się mały czy próbujesz rosnąć?
Ty, co lękasz się samotności czy dajesz innym swoją obecność?
Ty, co boisz się choroby czy dbasz o zdrowie?
Ty, który pragniesz zgody czy zwalczasz konflikty?

Tak kilka trzeba, by zamienić szary dzień w niebo tu i teraz.

Idź do oryginalnego materiału