Piękna refleksja brak słów
Pewna kobieta z Warszawy, Dobrosława Kowalczyk, przez długi czas żyła w konflikcie ze swoim mężem, Tadeuszem. Ich relacja była pełna chłodu, a frustracje nagromadzone przez lata coraz bardziej ich od siebie oddalały. Pewnego wieczoru Dobrosława doznała nagłego zatrzymania akcji serca. Gdy była o krok od śmierci, pojawił się przed nią anioł i powiedział: „Po rozważeniu twoich dobrych i złych uczynków nie możesz jeszcze trafić do nieba. Ale możesz wrócić na ziemię na kilka dni, by dopełnić to, czego zabrakło.” Dobrosława zgodziła się i wróciła do mieszkania w bloku na Bemowie.
Wraca, a jej mąż wciąż ją ignoruje, bo od miesięcy nie potrafili się porozumieć. Myśli:
Muszę spróbować się pojednać. On śpi na starej wersalce, a ja dawno nie gotowałam mu obiadu. Właśnie prasuje sobie koszulę do pracy Może zrobię coś miłego.
Kiedy Tadeusz wychodzi, Dobrosława zabiera się za pranie i prasowanie wszystkich jego ubrań. Gotuje pierogi i rosół z kury, ustawia na stole świeże tulipany oraz zapala świece. Na kanapie zostawia kartkę:
Myślę, iż byłoby ci wygodniej, gdybyś wrócił do naszego, dawnego łóżka. W tym łóżku nasza miłość powołała do życia naszych synów i córki. Tam przez wiele nocy tuliłeś mnie, gdy bałam się świata. Tam oboje czuliśmy, iż mamy siebie. Ta miłość wciąż na nas czeka. jeżeli potrafisz mi wybaczyć moje błędy spotkajmy się tam.
Twoja żona
Gdy kończyła pisać słowa: jeżeli potrafisz mi wybaczyć wszystkie moje błędy, w głowie Dobrosławy pojawiła się wątpliwość:
Czy to ja powinnam przepraszać? To on wracał do domu rozgoryczony i nerwowy, gdy zwolnili go z zakładów Ursusa. To ja musiałam przeliczać każdą złotówkę, a do tego znosić jego lemoniadę i ciszę w domu. Kiedy zaczął sięgać po wódkę, siedział godzinami przed telewizorem, uciszał dzieci, które pragnęły po prostu jego uwagi. Krzyczał na mnie, gdy próbowałam go wesprzeć. Zrujnował naszą codzienność a teraz to ja mam przepraszać?
W złości zmięła i podrzuciła kartkę do kosza. W tej chwili usłyszała szept anioła:
Masz do wykonania jeszcze tylko kilka dobrych uczynków, by móc dostać się do nieba. W innym przypadku zostaniesz tu na zawsze.
Zatrzymała się, zamyśliła:
Czy to wszystko ma sens?
Napisała więc list jeszcze raz, tym razem szczerzej, z większą czułością:
Nie rozumiałam wtedy wielu rzeczy. Nie zauważyłam twojej rozpaczy, gdy po tylu latach zwolnili cię z pracy. Musiałeś się bać. Pamiętam, jak snułeś plany o tym, co będziemy robić na emeryturze. Mogłam pomóc spełnić twoje marzenia, a zamiast tego zmuszałam cię do pracy w taksówce, której nienawidziłeś.
Pamiętam, jak tej jednej nocy, złość we mnie wygrała potargałam twoje miłosne listy i spaliłam szkice twoich obrazów. Byłam zła, kiedy zamykałeś się w małym pokoju, wydając oszczędności na farby i wiersze dla mnie. Powinnam była wesprzeć cię, zabrać te obrazy na Stare Miasto, może ktoś by je kupił, bo były naprawdę piękne Ja również się bałam. I czułam bezpieczeństwo tylko wtedy, gdy jeszcze pracowałeś w zakładzie. Nie widziałam twojego cierpienia.
Wybacz mi, mój ukochany. Obiecuję, iż od dzisiaj będzie inaczej. Kocham cię.
Twoja żona
Gdy Tadeusz wrócił do domu, od razu zauważył, iż coś się wydarzyło. W całym mieszkaniu pachniało jedzeniem, świece rzucały ciepłe światło, a w radiu leciał jego ulubiony stary szlagier. Znalazł kartkę na kanapie.
Wywołany zapachem z kuchni, wszedł tam i zobaczył Dobrosławę z miską w rękach. Jego oczy zaczęły błyszczeć łzami, a ona podeszła, odłożyła miskę i objęła go, oboje płakali w milczeniu. Tadeusz uniósł żonę na ręce i zaniósł do ich wspólnego łóżka. Tę noc spędzili ze sobą jak za młodych lat.
Potem zjedli wspólną kolację, śmiali się, wspominając zabawne historie o swoich dzieciach, czasach szkolnych i dawnych świętach.
Kiedy Dobrosława sprzątała kuchnię, spojrzała przez okno. Na ogródku stał anioł. Wybiegła do niego ze łzami w oczach:
Aniele, pozwól mi zostać. Chcę pomóc Tadeuszowi znowu tworzyć, chcę odbudować to, co zniszczyłam. Obiecuję, iż sprawię, by znów był szczęśliwy. Potem odejdę z tobą.
Anioł uśmiechnął się łagodnie:
Nigdzie nie musisz odchodzić. Już jesteś w niebie. Ono zaczęło się tutaj, w twoim domu. Tylko nie zapomnij o piekle, przez które przeszłaś i pamiętaj, iż niebo jest czasem bliżej, niż sądzisz.
W tej chwili z mieszkania dobiegł głos Tadeusza:
Dobrosiu, zimno już, chodź do łóżka. Jutro zaczynamy od nowa.
Dobrosława pomyślała:
Tak na szczęście jutro też będzie dzień.
Do przemyślenia:
Ty, który narzekasz, iż czegoś nie dostałeś czy pomyślałeś, ile sam dajesz?
Ty, który cierpisz czy wiesz, ile inni cierpią przez ciebie?
Ty, który krytykujesz cudzy brak wiedzy czy oceniasz siebie?
Ty, który wytykasz błędy czy dostrzegasz własne?
Ty, który nazywasz się szczerym przyjacielem czy jesteś szczery dla siebie?
Ty, który narzekasz na brak czy dostrzegasz, jak wiele masz?
Ty, który krytykujesz świat czy próbujesz go zmienić?
Ty, który marzysz o niebie ile uczyniłeś, by ulżyć swoim bliskim?
Ty, który mówisz o skromności czy umiesz być pokorny?
Ty, który piętnujesz zło czy wnosisz dobro?
Ty, który narzekasz na obojętność czy sam okazujesz miłość?
Ty, który obawiasz się biedy czy szanujesz to, co posiadasz?
Ty, którego ranią ciernie czy sadzisz róże?
Ty, który boisz się ciemności czy zapalasz światło?
Ty, który skupiasz się na sobie czy troszczysz się o innych?
Ty, który czujesz się niewystarczający czy starasz się rozwijać?
Ty, który boisz się samotności czy jesteś obecny dla innych?
Ty, który lękasz się choroby czy dbasz o swoje zdrowie?
Ty, który pragniesz zgody czy zwalczasz konflikty?









