Dziwna to była historia, której cienie wciąż pamiętam, gdy patrzę wstecz na stare lata. Była kiedyś w Krakowie pewna kobieta imieniem Bronisława, która żyła w ciągłym konflikcie ze swoim mężem, Stanisławem. Ich dom pogrążony był w ciszy i żalu, a każda rozmowa zamieniała się w sprzeczkę. Pewnego dnia Bronisława nagle doznała zatrzymania serca. Stała już za progiem życia, gdy ukazał się jej anioł, blady jak świt nad Wisłą. Powiedział jej, iż nie może jeszcze wejść do nieba; po rozważeniu jej czynów, dobro wciąż potrzebowało kilku gestów, by przeważyć szalę. Proponował jej powrót na ziemię, by mogła dokonać tego, czego zabrakło.
Zgodziła się. Wróciła do ich mieszkania przy ulicy Grodzkiej, do Stanisława, który od dawna choćby na nią nie spoglądał. Ich pokojowe przysięgi już dawno przestały znaczyć cokolwiek spał na rozkładanej wersalce, obiady gotował sobie sam albo kupował zapiekankę na Plantach.
Bronisława pomyślała: Może gdybyśmy porozmawiali, coś by się zmieniło? Przecież kiedyś była między nami miłość Nie gotuję mu już od miesięcy, właśnie prasuje swoją koszulę na jutro do pracy. Może zrobię mu przyjemność i przygotuję coś ciepłego dla odmiany.
Kiedy Stanisław wyszedł z domu, Bronisława uprała i wyprasowała wszystkie jego ubrania, a na obiad przygotowała barszcz czerwony, kluski śląskie i pieczeń, jak dawniej, kiedy ich dzieci były małe. Na stole wazon z polnymi kwiatami, a obok świeczki, które przypomniały jej o dawnych randkach na Kazimierzu. Na wersalce zostawiła list:
Wierzę, iż wygodniej byłoby ci znów spać w naszym wspólnym łóżku. W tym łóżku, które pamięta narodziny naszych dzieci, noce, kiedy tuliłeś mnie, a lęki cichły. Nasza miłość nigdy nie zgasła tylko czeka. jeżeli znajdziesz w sobie siłę, by mi wybaczyć, spotkajmy się tam.
Twoja Bronisława
Gdy kończyła pisać jeżeli znajdziesz w sobie siłę, by mi wybaczyć, pomyślała z goryczą: Czy to ja powinnam przepraszać? Przecież to on się zmienił po utracie pracy w Hucie. Ja pilnowałam każdy grosz, gotowałam, dbałam, łagodziłam jego złość, a on krzyczał, synom kazał siedzieć cicho, przesiadywał przy wódce To on wszystko zepsuł a teraz ja mam prosić o przebaczenie?
Ze złości podarła list na drobne kawałki. W tej chwili usłyszała głos anioła:
Jeszcze kilka dobrych uczynków, Bronisławo, a otworzysz sobie bramę nieba. Inaczej nie przejdziesz
Zastanowiła się, patrząc w stare okna kamienicy: Czy mam siłę by spróbować raz jeszcze?
Napisała wszystko od nowa, ale tym razem słowa płynęły z serca i były ciepłe:
Dziś już rozumiem. Kiedy straciłeś pracę po tylu latach, nie widziałam twojego lęku. Wiem, jak bardzo cię to bolało. Marzyliśmy, co zrobimy na emeryturze, mogliśmy zrealizować te marzenia razem, zamiast zmuszać cię do jeżdżenia taksówką, której szczerze nie lubiłeś. Pamiętam noc, kiedy spaliłam twoje stare listy i twoje obrazy. Złościł mnie twój świat zamknięty w farbach i wierszach, a mogłam pomóc ci spełnić te pasje Ja też się bałam, trzymałam się w pracy, nie dostrzegałam twojego cierpienia.
Proszę cię, wybacz mi, mój mężu. Przysięgam, iż od dziś postaram się być lepszą żoną. Kocham cię.
Bronisława
Kiedy Stanisław wrócił tego wieczoru, od progu czuł zmianę. Powitał go zapach ciepłych pierogów i barszczu, a taka atmosfera ostatni raz panowała tu lata temu. Muzyka cicho grała z gramofonu, na kanapie leżała kartka. Dosłownie się rozpłakał czytając list długo jeszcze Bronisława tuliła go w milczeniu w powodzi łez. Wziął ją na ręce, zaniósł do sypialni. Kochali się tego wieczoru jakby znów byli młodzi, jakby historia ich miłości zaczynała się od nowa.
Potem jedli razem kolację, śmiali się, wspominając psoty swoich dzieci, wspólne wakacje nad Bałtykiem i pierwsze sążniste wypłaty w złotówkach. A później, kiedy Bronisława sprzątała kuchnię, spojrzała przez okno w cieniu starej lipy widziała anioła, jakby czuwał i się uśmiechał.
Wybiegła na podwórze i z łzami powiedziała:
Aniele, daj mi jeszcze czas. Chcę odbudować wszystko, co zburzyłam. Pragnę, by Stanisław znów malował, by znowu śmiał się tak jak dawniej. Potrzebuję jeszcze kilku dni, a potem pójdę z tobą.
Anioł tylko westchnął, spojrzał łaskawie i rzekł:
Nie musisz już odchodzić. Jesteś w niebie, Bronisławo. Zapracowałaś na swoje szczęście. Pamiętaj tylko, jak wyglądało twoje piekło i iż niebo bywa znacznie bliżej, niż się zdaje
Nagle z domu dobiegł ją głos Stanisława:
Bronka! Chodź spać, zimno już na dworze. Jutro zaczynamy od nowa!
Bronisława pomyślała: Tak Dzięki Bogu, jutro jest nowy dzień.
Zaduma dla nas wszystkich na zakończenie:
Ty, co narzekasz, iż nigdy nic nie dostajesz pomyśl, ile sam dajesz?
Ty, co cierpisz czy widzisz, ile cierpienia przynosisz innym?
Ty, co wytykasz innym niewiedzę kiedy ostatni raz oceniłeś samego siebie?
Ty, co ganiłeś błędy czy dostrzegasz własne?
Ty, co zapewniasz o szczerości przyjaźni czy jesteś szczery wobec siebie?
Ty, co narzekasz na brak zobacz, ile już masz!
Ty, co krytykujesz świat co zrobiłeś, by go ulepszyć?
Ty, co marzysz o niebie co uczyniłeś, by zmniejszyć piekło wokół siebie?
Ty, co mówisz o skromności czy potrafisz być pokorny?
Ty, co potępiasz zło czy szerzysz dobro?
Ty, co żalisz się na ludzką obojętność czy sam dajesz miłość?
Ty, co boisz się biedy czy doceniasz to, co masz?
Ty, co kłujesz się o ciernie czy posadziłeś chociaż jedną różę?
Ty, co boisz się ciemności czy zapalasz światło?
Ty, co patrzysz tylko na siebie czy troszczysz się o innych?
Ty, co czujesz się mały czy próbujesz się rozwijać?
Ty, co boisz się samotności czy dajesz innym swoją obecność?
Ty, co trwożysz się przed chorobą czy dbasz o zdrowie?
Ty, co pragniesz zgody czy zwalczasz w sobie źródło konfliktu?
Warto czasem spojrzeć na siebie tak, jak patrzymy na drugiego człowieka. Może wtedy niebo stanie się naprawdę bliskie.









