Poniedziałkowy rynek w Sokółce. Miejsce, które wciąż żyje, choć od lat czeka na lepsze warunki

sokolka.tv 3 tygodni temu

Jak co tydzień na sokólskim rynku pojawiają się rolnicy, pszczelarze, producenci żywności i mieszkańcy. Jedni przychodzą po świeże warzywa, owoce, jajka, sery czy miód, inni traktują wizytę jako cotygodniowy zwyczaj i okazję do spotkania znajomych. Są też tacy, którzy zaglądają tutaj z ciekawości albo chcą pokazać swoim bliskim, jak wygląda tradycyjny podlaski bazar.

Dla wielu kupujących największą wartością pozostaje możliwość nabycia produktów bezpośrednio od ich wytwórców. Jeden z rozmówców, który przyjechał do Sokółki z Bolesławca na Dolnym Śląsku, podczas wizyty u rodziny zajrzał na targowisko i nie krył, iż zdecydowanie woli takie zakupy od wizyty w supermarkecie.
Na takich bazarach kupuję z chęcią. Wolę bazar niż sklep, bo tu są produkty od rolnika prosto z pola, a w marketach z zagranicy. To już nie jest nasze i to nie ten smak – mówił.
Podobnie myśli jeden z mieszkańców, który zwraca uwagę na znaczenie lokalnego handlu i możliwość wspierania osób sprzedających produkty z własnych gospodarstw.
Regionalne produkty na pewno warto kupować. Widzę tutaj choćby pomidory z ogródka. Ktoś je wyhodował, przywiózł i sprzedaje. To są produkty od prywatnych przedsiębiorców i moim zdaniem trzeba ich wspierać. Dlatego polecam każdemu sokólski rynek. Takie miejsca powinny istnieć, bo to, co ktoś przyniósł ze swojego ogródka, ma zupełnie inny charakter niż produkt z supermarketu – przekonywał.
Zupełnie inną perspektywę mają sprzedający, którzy coraz częściej zwracają uwagę na mniejszą liczbę klientów. Pan Andrzej, który na sokólskim rynku handluje od około 40 lat, przyznaje, iż tegoroczny sezon nie należy do łatwych.
Jeszcze tydzień temu cena była możliwa do utrzymania, a dzisiaj sprzedaż poszła już znacznie słabiej. Klientów jest po prostu mniej. Najczęściej przychodzą starsze osoby, natomiast młodzi zaglądają tutaj zdecydowanie rzadziej. Na szybkie zakupy wybierają raczej Biedronkę i inne markety – mówi pan Andrzej.
Problemy ze zbytem odczuwają również rolnicy. Jeden ze sprzedających, który od sześciu–siedmiu lat regularnie pojawia się na sokólskim rynku, przywozi między innymi owies, jęczmień, żyto, pszenicę, kukurydzę, groch i ziemniaki. Wysokie koszty prowadzenia gospodarstwa przy niskich cenach płodów rolnych sprawiają, iż coraz trudniej mówić o opłacalności produkcji.
Ropa jest droga, nawozy są drogie, a ceny zbóż niskie. Jest po prostu ciężko. W tej chwili nie ma dobrego wyjścia ani w produkcji zwierzęcej, ani w uprawie zbóż – podkreślał.
Na sokólskim rynku od około pięciu lat można spotkać również panią Krystynę, która pomaga bratu w sprzedaży miodu z jego pasieki. Stoisko ma swoich stałych odbiorców.
Miód jest dobrej jakości, pochodzi bezpośrednio od pszczelarza i chyba właśnie to najbardziej doceniają kupujący. Zawsze udaje się go sprzedać – mówi pani Krystyna.
W jej ocenie lokalni producenci potrzebują jednak lepiej zorganizowanego miejsca do sprzedaży swoich produktów.
Naprawdę przydałoby się coś większego i stałego. Takie miejsce, gdzie rolnik przyjeżdża, rozkłada swój towar i spokojnie czeka na klienta, a klient wie, gdzie może przyjść i zrobić zakupy. Rolnicy potrzebują takiego bazarku, na którym mogliby sprzedawać swoje owoce, warzywa, miód i inne produkty – podkreślała.
Problemem pozostają jednak warunki, w jakich rynek funkcjonuje. Rozmówcy zwracali uwagę przede wszystkim na kulejącą infrastrukturę targowiska.
Tutaj nie ma toalety, a podłoże też nie jest najlepsze. Przydałoby się je poprawić, bo kiedy pada deszcz, robi się błoto i jest po prostu mokro. Poza tym samo miejsce jest dobre – zauważył jeden z mieszkańców.
Problemem bywa również parkowanie, szczególnie w bardziej ruchliwe poniedziałki.
Jak przyjedzie więcej ludzi, to naprawdę trudno znaleźć miejsce do zaparkowania. Z drugiej strony przeniesienie rynku za miasto niekoniecznie byłoby dobrym rozwiązaniem. Starsza osoba woli przyjść tutaj, niż jechać gdzieś dalej. Większy plac i parking na pewno by się przydały, ale lokalizacja w mieście też ma swoje znaczenie – mówił.
Dla części mieszkańców sokólski rynek to również wspomnienie dawnej Sokółki. Jedna z kobiet pamięta czasy, gdy można było tutaj kupić nie tylko produkty spożywcze, ale również zobaczyć zwierzęta gospodarskie. Dziś cieszy się, iż bazar przez cały czas funkcjonuje i pozostaje dostępny dla mieszkańców.
Za mojej młodości rynek wyglądał zupełnie inaczej. Dzisiaj jest trochę nieuporządkowany i może rzeczywiście przydałoby się, żeby wyglądał bardziej estetycznie. Ale dobrze, iż w ogóle jest i iż możemy tutaj przyjść. przez cały czas przyjeżdżają ludzie ze wsi, mieszkańcy miasta, a dodatkowo można wygodnie dotrzeć komunikacją miejską – mówiła.
Targowisko jest także miejscem, które pozwala zachować kontakt z lokalną tradycją. Jedna z mieszkanek przyszła tutaj z dzieckiem, które przyjechało do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Wizyta była okazją, by pokazać mu, jak wygląda podlaski rynek.
Przyjechałyśmy bardziej rekreacyjnie. Oglądamy, co tutaj jest, kupiłyśmy trochę jagód, ser, jajka i kilka rzeczy na działkę. Jest po prostu swojsko, podlasko – mówiła.
Na rynku można spotkać również osoby, które własnoręcznie przygotowują oferowane produkty. Jedna ze sprzedających przywozi sery typu korycińskiego.
Sama robię te sery. Są naturalne – tylko sól i podpuszczka, bez żadnych barwników. Dla smaku dodaję czasem czarnuszkę, czosnek, pomidor czy paprykę. Każdy może wybrać coś dla siebie. Kilogram kosztuje 35 złotych – wyjaśniała.
Z rozmów przeprowadzonych na sokólskim rynku wyłania się obraz miejsca, które mimo upływu lat przez cały czas ma swoich stałych bywalców i zwolenników. Mieszkańcy doceniają lokalne produkty i możliwość bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą. Z drugiej strony producenci coraz częściej mierzą się z mniejszą liczbą klientów, problemami ze zbytem i rosnącymi kosztami prowadzenia gospodarstw.
Zmieniły się także zwyczaje zakupowe mieszkańców, a wraz z nimi zmienił się charakter rynku. Supermarkety oferują promocje, wygodę i szeroki wybór, a lokalni sprzedawcy nie zawsze są w stanie konkurować ceną. Targowisko ma jednak coś, czego trudno szukać w dużych sklepach – bezpośredni kontakt z człowiekiem, możliwość poznania pochodzenia produktu, rozmowy, a czasem także tradycyjnego targowania się.
Jednocześnie mieszkańcy i sprzedający wskazują na potrzebę poprawy warunków. Równa nawierzchnia, toaleta, lepiej zorganizowana przestrzeń i większa liczba miejsc parkingowych – to rozwiązania, które mogłyby sprawić, iż targowisko stałoby się wygodniejsze zarówno dla kupujących, jak i dla handlujących.
Czy sokólskie targowisko doczeka się zmian? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest jednak pewne: potrzeba jego istnienia wśród mieszkańców wciąż jest. Dla jednych to możliwość kupienia świeżych produktów, dla innych wspomnienie dawnej Sokółki, a dla pozostałych po prostu kawałek lokalnej codzienności.
Sokólski rynek ma ludzi, którzy chcą tutaj sprzedawać, i mieszkańców, którzy chcą tutaj kupować. Ma tradycję, lokalne produkty i swoją atmosferę. Pozostaje pytanie, czy uda się stworzyć tu warunki, dzięki którym ten poniedziałkowy rytuał będzie mógł trwać przez kolejne lata.
{gallery}zdjecia/2026/Sierpień/12{/gallery}
Idź do oryginalnego materiału