Pomimo Wszystkiego, Zawsze Z Nim

newskey24.com 1 tydzień temu

Pamiętam, iż życie nie pyta, czy jesteśmy gotowi na jego ciosy; po prostu uderza nagle i bez litości. Wtedy pozostaje dwa wyjścia rozpaść się albo nauczyć się oddychać w bólu.

W czternastym roku Jadwiga musiała pozostać sama w domu w Starych Kozłach. Ojciec ją porzucił, a matka, Helena, od razu wzięła za męża Szymona i przeniosła się do jego wsi.

Jadwigo, zostajesz tu z domem, Szymon nie chce, byś mieszkała w jego chacie. Jesteś już prawie dorosła, weź się w garść rzekła matka.

Mamo, boję się chodzić po domu nocą sama jęczała Jadwiga, ale Helena nie uwzględniła jej łez.

Nikt cię nie pożre, a ja nie mam winy, iż ojciec nas opuścił

Rok później matka urodziła drugą córkę, małą Mariannę, i wezwała Jadwigę:

Po szkole będziesz pomagać przy dziecku, a wieczorem wracasz do domu, żeby Szymon cię nie widział.

Jadwiga nosiła wodę, myła podłogę, opiekowała się Marianną, a o szóstej po południu uciekała do domu, bo Szymon wracał z pracy po pół siódmej. Wieczorami odrabiała lekcje, a rano sama szła do szkoły.

W wieku szesnastu lat Jadwiga rozkwitła, stała się ładną dziewczyną, choć ubiór nie był najbogatszy. Helena kupowała jej nowe ubrania, kiedy stare zaczynały się zużywać. Jadwiga dbała o rzeczy, prała je starannie i prasowała. Nauczyciele szeptali:

Jadwiga mieszka sama, bez matki, a jej ubrania zawsze czyste i wyprasowane. W całej wsi ludzie o tym wiedzieli i współczuli jej.

Sąsiadka, babcia Łucja, podjadała jej domowe konfitury i ogórki, a Jadwiga pomagała jej w drobnych zakupach. Po ukończeniu klasy dziewiątej powiedziała matce:

Mamo, chcę się uczyć fryzjerstwa w pobliskim miasteczku, ale potrzebuję pieniędzy na dojazd. Muszę codziennie jeździć autobusem.

Helena się zgodziła, wiedząc, iż im szybciej córka zdobędzie zawód, tym szybciej będą mogły same utrzymać się. Szymon narzekał, iż wydają na nią rodzinny budżet. Szkoła fryzjerska znajdowała się dwunastu kilometrów od wsi, więc Jadwiga jeździła codziennie, oprócz niedziel.

Pewnego dnia zauważył ją miejscowy chłopak Marek, student technikum, który przyjeżdżał do wsi tylko na weekendy i święta. Marek był wysoki i przystojny, starszy od Jadwigi, i od dawna zwrócił na nią uwagę, choć ona była skromna i ubierała się prosto.

W klubie nocnym Marek zaprosił ją do tańca, odprowadził pod dom i niedługo nocował u niej. Jadwiga skończyła osiemnaste lat; nic nie stało na przeszkodzie, by spotykała się z Markiem, kiedy przyjeżdżał do wsi. niedługo poczuła, iż będzie brzemiona.

Marku, co zrobić, będzie dziecko rzekła.

Porozmawiam z rodzicami, weźmiemy ślub, niedługo skończysz osiemnaście zapewnił ją.

Jednak matka Jadwigi stanowczo się sprzeciwiła:

Nie chcemy o tym wiedzieć, najpierw musimy sprawdzić, czy to naprawdę twoje dziecko, a może ktoś inny był przy tobie, kiedy byłeś w technikum wtrącił ojciec.

Rodzice nalegali, Marek zerwał z Jadwigą. Przez kilka miesięcy nie przyjeżdżał do wsi, a gdy już przyjechał, przechodził obok jej chaty, nie zerkając w jej stronę.

Latem Jadwiga urodziła syna, którego położnik przywitał jako Filip. Poród odbył się w przychodni, a potem rodzina została przewieziona karetką do szpitala. Nikt nie pomagał Jadwidze w opiece, a ojciec Filipa nie przyglądał się mu ani chwili. Matka babci Łucji rozpuszczała wokół wsi plotki o niej.

Jadwiga szła wszędzie z wózkiem, do sklepu, na podwórko Filip siedział przy niej w swoim wózku. Matka nie uznała wnuka i nie pomagała. Wiejskie kobiety patrzyły na nią różnie jedne drwiły, inne współczuły.

Gdy Jadwiga podjeżdżała do sklepu, podeszła pod nią plotkarka Weronika:

Jadwigo, nie wiesz, iż Marek bierze ślub? Dziś ma wesele. Weź dziecko i wrzuć mu w podarku.

Jadwiga poczuła się urażona, wzięła syna z wózka i poszła dalej.

Weroniko, uspokój się usłyszała głos Anny, starszej sąsiadki, która objęła ją. Pamiętam, jak w twoim wieku urodziłam syna Alka, którego ojciec też nas opuścił. Patrz, jak pięknie dorósł. Twój Filip też wyrośnie, a życie będzie dla ciebie dobre.

Dziękuję, ciociu Anno.

W tym samym dniu Marek poślubił dziewczynę z miasta, znajomą z technikum, i wyjechał do Warszawy. Jadwiga nie wiedziała o ślubie.

Czas mijał, Filip rósł, a babcia Łucja przez cały czas pomagała mu w codziennych sprawach. Jadwiga pracowała na poczcie, a w weekendy przychodziły do niej miejscowe kobiety na strzyżenie. W wiosce nie było salonu fryzjerskiego, więc jadła u siebie w domu, a latem przycinała włosy na podwórku, pobierając skromne opłaty, ale przynajmniej trochę zarabiała.

Z czasem Jadwiga stała się piękną kobietą. Młodszy brat Marka, Jan, zauroczony jej urodą, zaczął ją podrywać. Jan był pracownikiem warsztatów, naprawiał maszyny rolnicze. Kiedy w wiosce rozeszły się plotki:

W nocy Jan wchodzi do domu Jadwigi, a rano znika.

Jadwiga nie przejmowała się nimi, ale Jan był uparty i w końcu zdobył jej serce. Zakochali się, a Jan spotykał się z nią publicznie, co wzbudziło kolejną falę plotek od Weroniki:

W nocy Jan przychodzi pod dom Jadwigi, a rano znów ją zostawia.

Jan i Jadwiga rozmawiali szczerze:

Wszyscy w wiosce o nas wiedzą.

Nie ma co się kryć, jesteśmy dorośli.

Jan dobrze traktował Filipa, kupował mu zabawki. Wszystko wydawało się w porządku, aż pewnego dnia Jadwiga odkryła, iż znów jest w ciąży. Przerażona, co powiedzieć Janowi, w końcu postanowiła mu wyznać:

Janie, jestem w ciąży.

Jan podskoczył z radością:

To wspaniale, pojedziemy do moich rodziców i wszystko ustalimy.

Nie, Janie, nie chcę iść do twoich rodziców odrzuciła Jadwiga, przypominając, iż rodzice nie zgodzili się na jej małżeństwo z bratem Marka. Ty sam coś wymyśl.

Po pracy Jan chciał poinformować rodziców o nowym dziecku i o zamiarze małżeństwa. Matka Jana krzyknęła:

Co ty sobie wyobrażasz, iż się tak zdecydujesz! Gdy umrę, dopiero może się poślubię! Nie przyjmą tej dziewczyny!

Ojciec Jana dodał:

jeżeli poślubisz tę dziewczynę, wyjedź z domu. Nie uznamy jej w rodzinie.

Jan kochał rodziców i nie miał wyboru ich wola była dla niego najważniejsza. Jadwiga czekała na Jana do późnych godzin, ale on nie przychodził. Po kilku dniach usłyszała, iż wyjechał do miasta, by zamieszkać z bratem.

Zrozpaczona, Jadwiga rozmawiała z babcią Łucją:

Co mam zrobić, babciu? Nie mogę się pozbyć dziecka, a kochałam tego innego brata, choć wiedziałam, iż rodzice będą przeciwko.

Nic nie martw się, córeczko pocieszała Łucja. Mam siedemdziesiąt osiem lat, jeszcze trochę wytrzymam. Pomogę ci, bo przy tobie i twoich dzieciach czuję się potrzebna.

Tak narodził się kolejny syn, Kacper. Łucja pomagała Jadwidze od świtu do zmierzchu, a Jadwiga odwdziewała się pracą. Żyły razem, dwójka chłopców, młoda matka i staruszka.

Matka Jadwigi już nigdy nie chciała się z nią kontaktować, wymazując ją ze swojego życia.

Przez lata dzieci rosły. Pewnego dnia do wsi przyjechał Andrzej w ramach delegacji, naprawiając sprzęt na farmie. Zauważył Jadwigę i, choć najpierw nie otrzymał odpowiedzi, w końcu podszedł:

Jadwigo, nie przychodzę po to tylko tak Chcę cię poślubić, dać serce i dom.

Andrzeju, nie mogę, mam dwa syny, żyję dla nich.

Andrzej odpowiedział: Kocham dzieci, choć nie mam własnych. Może dlatego nie znalazłem rodziny. Obiecuję kochać twoich chłopców i ciebie tak, jakbyś była moją żoną.

Jadwiga uwierzyła i wyjechała z Andrzejem do miasta. Z czasem otworzyli salon fryzjerski, potem własny zakład kosmetyczny. Andrzej przyjął Ilya i Kacpra jak własnych synów, a najmłodszy nazywał go tatą.

Jadwiga rozkwitła, stała się piękną kobietą, zdobyła pieniądze, samochód. niedługo ich najstarszy syn Ilya wziął żonę, a Jadwiga z euforią przyjęła nową synową.

Niech wam szczęście dopisze, kochani mówiła przy weselu, niech wam wszystko układa się pomyślnie.

W czasach świąt odwiedzają ich w wiosce, przynosząc kwiaty na grób babci Łucji. Jadwiga już nigdy nie rozmawia z własną matką, która wymazała ją całkowicie z życia.

Idź do oryginalnego materiału