Całe zawodowe życie Damiana Kurowskiego (lat 37) związane jest z branżą odzieżową, przede wszystkim ze spodniami. I trudno się dziwić. Pochodzi ze Zgierza, który razem z łódzką aglomeracją przez półtora wieku był jednym z największych ośrodków przemysłu lekkiego na świecie.
– Moja rodzina od pokoleń była związana z przemysłem lekkim – wyjaśnia Damian Kurowski. – Zgierz był jednym z pionierów tego przemysłu, starszym od Łodzi. Już w pierwszej połowie XIX wieku z Niemiec, ze Śląska przyjeżdżali tu tkacze i sukiennicy. Powstawały warsztaty i manufaktury. Znam historię największych łódzkich przemysłowców i bardzo się nią ekscytuję.
Zaczynał jako handlowiec, pracując dla innych. W 2019 r. uruchomił własny biznes, a dwa lata później otworzył szwalnię w Nowym Mieście nad Pilicą, gdzie działalność zakończyła duża firma odzieżowa. Z dawnej załogi zatrudnił 20 osób.
Pożegnanie z Levi Straussem
W latach dziewięćdziesiątych XX w. Levi Strauss & Co miał w Europie kilka zakładów. W 1992 otworzył kolejny w Płocku. W pewnym momencie pracowało w nim prawie tysiąc osób. Fabryka cieszyła się bardzo wysoką renomą, czego najlepszym dowodem jest to, iż szyte w niej jeansy sprzedawano w firmowych sklepach Nowego Jorku, Los Angeles, Paryża, gdy w Polsce mogliśmy kupić spodnie tej firmy szyte na Dalekim Wschodzie. W 2024 r. Levi’s zamknął płocki zakład jako ostatni w Europie i wyniósł się do innych części świata. O wycofaniu z Europy zadecydowały coraz wyższe koszty energii. Samobójcza polityka klimatyczna Brukseli powoli i systematycznie dobija własny przemysł, a światowe firmy zmusza do przeniesienia się w inne, bardziej rentowne miejsca.
– Gdy dowiedziałem się o wycofaniu Levi’sa, wiedziałem, iż to dla mnie ogromna szansa. W naszej branży brakuje ludzi, a przede wszystkim brakuje dobrych fachowców, a pracownicy z dawnych zakładów Levi’sa należeli do najlepszych na świecie. Zatrudniłem 60 osób i mam nadzieję, iż to nie koniec. Mamy tych samych pracowników, te same maszyny, technologię, budynki, materiały, co Levi’s, więc musi się nam udać. Z takim potencjałem robimy spodnie na poziomie najlepszych zagranicznych firm.
Kurowski stworzył własną markę Jan Spekter. Jan na cześć syna, Spekter, bo dobrze brzmi w wielu językach.
Właścicielem marki jest In-Trofa, spółka z siedzibą w Zgierzu. Oprócz pana Damiana drugim udziałowcem jest Tomasz Kubicki (obaj mają po 50 proc.).
– Żeby zainwestować w rozwój firmy, sprzedałem mieszkanie i przeniosłem się ze Zgierza do Płocka, gdzie na razie je wynajmuję.
W ofercie spółki jest ponad 60 modeli, zdecydowana większość męskich, ale niedawno wprowadzono także modele dla pań.
Wszystkie fasony zostały zaprojektowane przez pana Damiana. To przede wszystkim klasyka. Spodnie Jan Spekter można kupić w ponad 150 sklepach, niemal w całej Polsce, w sklepie firmowym w Płocku oraz w internecie.
– Może się wydawać, iż w branży spodniarskiej wszystko już wymyślono, bo przecież trzeciej nogawki nie dodamy, ale jednak moda się zmienia. Jeżdżę na targi, obserwuję, co dzieje się u konkurencji, tej wielkiej i tej małej.
Ceny spodni znanych amerykańskich producentów wynoszą od 250 do 1200 zł, gdy modele polskiej spółki od 250 do 350 zł.
Ideału się nie zmienia
– Ogromnych światowych korporacji nie postrzegam jako konkurencji. U nich proces decyzyjny jest długi lub bardzo długi, u nas bardzo krótki. Wsłuchujemy się w głosy naszych klientów na pewno lepiej niż prezesi wielkich firm, którzy urzędują gdzieś w szklanych biurowcach wielkich zachodnich metropolii. Ich wyroby szyją jacyś anonimowi pracownicy na końcu świata, nasze – konkretni, namacalni ludzie. Europejczycy cenią jakość, a tę zapewniają przede wszystkim producenci z Europy, gdzie rzemiosło jest na najwyższym poziomie. Obserwuję to nie tylko w Polsce, ale i w bogatej Holandii, gdzie często bywam, bo mam rodzinę. Oczywiście, gdybyśmy szyli spodnie w Azji, mielibyśmy większy zysk. Nie zdecydowaliśmy się jednak na przeniesienie produkcji ani do Bangladeszu, ani choćby do znacznie bliższej Turcji.
Żeby firma przynosiła stabilny zysk, roczna produkcja powinna wynosić co najmniej 200 tys. par i właśnie teraz to zadanie zostało wykonane. Na razie rentowność produkcji wynosi kilkanaście procent, ale cały czas rośnie.
– Nasze modele powstają w oparciu o doświadczenie i przede wszystkim o to, co na rynku sprzedaje się od dziesięcioleci. Ideału się nie zmienia, więc możemy być pewni, iż niektóre fasony będą modne jeszcze przez bardzo długi czas. Chciałbym za kilka, może kilkanaście lat, żebyśmy stali się największą firmą jeansową w Polsce, a marka Jan Spekter była znana w Europie. Jestem przekonany, iż nasza firma ma przyszłość.
Szwalnia właśnie osiągnęłazamierzoną minimalną wielkość
produkcji 200 tys. par spodni rocznie /Fot. archiwum firmy












