Polak przeżył chwile grozy. Przez komara trafił do szpitala w Kambodży. "Nie miałem siły"

gazeta.pl 1 godzina temu
Denga potrafi pojawić się nagle i wywrócić plany do góry nogami. Przez długi czas nie daje wyraźnych objawów, by później uderzyć z pełną siłą. Przekonał się o tym Adam Włodarczyk, który po ukąszeniu komara trafił do szpitala w Kambodży. Jego podróż niespodziewanie się zatrzymała. Tak relacjonował powrót do zdrowia.
Polski podróżnik i twórca internetowy, który w sieci pokazuje swoją aktywną codzienność i kolejne etapy wypraw, od kilku tygodni przemierzał Azję. Konsekwentnie zwiedzał kolejne miejsca, jednak do czasu. Jak opowiadał w rozmowie z "Faktem", wszystko zaczęło się dość niepozornie. - Gdy byłem jeszcze w Tajlandii, w prowincji Phuket, ukąsił mnie komar - wspominał. W tamtym momencie nic nie wskazywało na to, iż drobny incydent pokrzyżuje mu plany. A jednak stało się inaczej.

REKLAMA







Zobacz wideo Skąd do nas wracają bociany?



Ugryzł go komar i wylądował w kambodżańskim szpitalu. "Lekarz powiedział mi, iż mam dengę"
Adam zgodnie z planem ruszył z Tajlandii do Kambodży, do Siem Reap. Przez kilka dni nie działo się nic niepokojącego. Jeszcze dzień przed pierwszymi objawami był w doskonałej formie. - Byłem na ściance wspinaczkowej, potem na siłowni i jeździłem na rowerze - relacjonował. Sytuacja zmieniła się jednak bardzo szybko. Rano pojawiło się silne osłabienie, gorączka i ból głowy, który z każdą godziną się nasilał.
Jak później opisywał, symptomy były wyjątkowo uciążliwe. - Generalnie nie miałem siły, żeby wstać z łóżka i przejść dalej niż do łazienki - mówił. Kolejnego dnia było jeszcze gorzej. - Nigdy w życiu nie bolała mnie głowa tak bardzo jak przez te kolejne dni - przyznał. Pojawił się też niepokój o własne bezpieczeństwo. - Bałem się, iż mogę zemdleć po drodze, dlatego poprosiłem mojego znajomego, żeby pojechał ze mną do lekarza - dodał.
Pierwsza wizyta w klinice nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi. Internista zalecił obserwację i przepisał środki przeciwbólowe, w tym paracetamol oraz dodatkowy lek. Mimo zastosowanej kuracji stan Adama nie poprawiał się, dlatego zdecydował się wrócić do placówki. Dopiero badania krwi rozwiały wątpliwości. - Lekarz powiedział mi, iż mam dengę i muszę zostać na kolejne pięć dni w szpitalu - wspominał. Diagnoza była dla niego sporym zaskoczeniem, tym bardziej iż wcześniej nie miał żadnej styczności z tą chorobą. Bariera językowa dodatkowo utrudniała zrozumienie sytuacji.


Pobyt w szpitalu nie należał do łatwych. Mężczyzna był bardzo osłabiony, podłączony do kroplówki i stale monitorowany. Przez pierwsze dni hospitalizacji utrzymująca się wysoka gorączka i silne bóle głowy skutecznie wyłączały go z normalnego funkcjonowania. Dopiero czwartego dnia pojawiła się poprawa i organizm zaczął wracać do równowagi. Mimo tego wciąż odczuwał duże osłabienie.



Początkowo zakładał, iż gwałtownie opuści szpital, jednak wyniki badań nie pozwalały na wcześniejszy wypis. Ostatecznie spędził tam kilka dni i wyszedł tuż przed swoimi urodzinami. To był moment, który zapamiętał szczególnie, bo obawiał się, iż spędzi je w szpitalnym łóżku. Po wypisie wrócił do podróży już z większą ostrożnością wobec sytuacji, które wcześniej wydawały się zupełnie niegroźne.






Czy denga jest groźna? Na świecie notuje się choćby 300-400 mln zakażeń rocznie
Denga to wirusowa choroba tropikalna przenoszona przez komary z rodzaju Aedes. Najczęściej występuje w regionach o ciepłym klimacie, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej, Ameryce Południowej, Afryce Subsaharyjskiej i na wyspach Pacyfiku. Do zakażenia dochodzi w momencie ukąszenia przez zainfekowanego owada, który przenosi wirus do krwi człowieka.
Objawy nie pojawiają się od razu. Okres wylęgania trwa zwykle od kilku dni do dwóch tygodni. Początek bywa nagły. Wysoka gorączka, silne bóle głowy i mięśni, uczucie rozbicia - to jedne z pierwszych sygnałów. W niektórych przypadkach dochodzi do wysypki lub powiększenia węzłów chłonnych. Charakterystyczne są też bóle stawów, które sprawiają, iż choroba bywa określana jako "łamacz kości".


Jak czytamy w serwisie zdrowie.gazeta.pl, w cięższych postaciach może dojść do powikłań. Pojawiają się bóle brzucha, zaburzenia krzepnięcia i krwawienia pod skórą. To już sytuacje wymagające pilnej hospitalizacji. Dlatego w krajach, gdzie denga występuje częściej, lekarze gwałtownie kierują pacjentów na badania krwi, które pomagają potwierdzić zakażenie.



Nie istnieje jedno konkretne leczenie skierowane bezpośrednio przeciwko wirusowi. Terapia skupia się na łagodzeniu objawów i utrzymaniu odpowiedniego nawodnienia organizmu. W wielu przypadkach konieczna jest obserwacja w szpitalu, szczególnie gdy pojawiają się niepokojące zmiany w wynikach.
Najważniejsza pozostaje profilaktyka. Podczas podróży do państw tropikalnych warto stosować repelenty, nosić ubrania zakrywające ciało i korzystać z moskitier. Komary przenoszące dengę są aktywne głównie rano i pod wieczór, dlatego w tych godzinach ryzyko ukąszenia jest większe. Unikanie stojącej wody i zabezpieczenie miejsca noclegu znacząco zmniejsza szanse na kontakt z owadami. Czy boisz się chorób tropikalnych podczas podróży? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału