Rejs z Shannon do Wrocławia miał być zwykłą podróżą, bez niespodzianek i nerwów. W trakcie lotu serwis pokładowy przebiegał standardowo, aż do momentu, który całkowicie zmienił bieg wydarzeń. Babcia, która była opiekunką chłopca, zamówiła gorący napój. W pewnym momencie kawa chlusnęła w jego stronę, a sytuacja wymknęła się spod kontroli. Po wylądowaniu zaczęły się pytania o to, jak dokładnie doszło do zdarzenia i kto powinien ponieść konsekwencje.
REKLAMA
Zobacz wideo Majorka poza sezonem? Ależ oczywiście! [VLOG]
Polska rodzina pozywa Ryanaira. Na wokandzie sądowej sprawa o poparzenie dziecka
Po niefortunnym incydencie rodzina chłopca zdecydowała się skierować sprawę na drogę sądową, wskazując, iż skutki wypadku były poważne i wymagały leczenia. Według ich relacji dziecko doznało oparzeń drugiego stopnia. W pozwie podkreślono, iż napój miał być bardzo gorący, a pojemnik nie gwarantował wystarczającego zabezpieczenia przed rozlaniem.
Bliscy chłopca zwracają uwagę na sposób podania kawy i warunki w kabinie. Ich zdaniem przy serwisie należało przewidzieć ryzyko, zwłaszcza iż w bezpośrednim sąsiedztwie znajdowało się dziecko. Rodzina domaga się 60 tys. euro, czyli ponad 250 tys. zł. W argumentacji pojawia się teza, iż przewoźnik odpowiada za organizację i bezpieczeństwo sprzedaży gorących napojów w trakcie lotu.
Stanowisko linii lotniczej jest odmienne. Jak możemy przeczytać w serwisie fly4free.pl przedstawiciele przewoźnika utrzymują, iż obsługa działała zgodnie z procedurami, a kawa została wydana w standardowy sposób. W ocenie prawników spółki najistotniejsze znaczenie ma zachowanie osoby dorosłej sprawującej opiekę nad dzieckiem. To właśnie ono, według irlandzkiej linii, miało doprowadzić do niefortunnego wypadku.
Spór koncentruje się więc na odpowiedzialności. Sąd będzie analizował szczegóły podania napoju, temperaturę, konstrukcję kubka oraz przebieg całego zdarzenia. W tle pozostaje szerszy temat bezpieczeństwa w kabinie i zasad serwowania gorących napojów na pokładzie. Rozstrzygnięcie może mieć znaczenie nie tylko dla tej rodziny, ale także dla praktyk stosowanych przez przewoźników.
RyanairFot. Shutterstock, Vytautas Kielaitis
Podobne incydenty już się zdarzały. Linia musiała wypłacić odszkodowanie
To nie pierwszy raz, gdy temat oparzeń na pokładzie samolotu kończy się w sądzie. W lutym 2026 r. podobną sprawą zajmował się Sąd Okręgowy w Dublinie. Chodziło o lot z Reus do Dublina i 18-miesięczne dziecko, które w 2022 r. zostało poparzone gorącą kawą.
Zawarto wtedy ugodę i wypłatę 15,5 tys. euro dla rodziny. Jednocześnie zaznaczono, iż porozumienie zamyka sprawę bez formalnego przyznania winy przez przewoźnika. W trakcie postępowania podnoszono, iż napój był bardzo gorący i podany w kubku z niewłaściwie zabezpieczonym wieczkiem. Dodatkowo ustawiono go na stoliku przy pustym fotelu, co miało zwiększyć ryzyko przewrócenia.
Z ustaleń wynikało, iż dziecko spało na kolanach matki, gdy kawa się rozlała. Rodzice przez resztę lotu chłodzili oparzone miejsca wodą i własnymi ubraniami. Po lądowaniu potrzebna była pomoc medyczna jeszcze na płycie lotniska, a później hospitalizacja w dublińskim szpitalu dziecięcym.
Pełnomocnik rodziny wskazywał, iż w razie pełnego procesu roszczenie mogłoby zostać uznane za zasadne, choć pojawiały się wątki ewentualnego współudziału. Ostatecznie strony wybrały ugodę. Sprawa stała się jednym z głośniejszych przykładów sporów o bezpieczeństwo serwisu z gorącymi napojami na pokładzie. Czy zamawiasz gorące napoje w samolocie? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.





