Polacy wyproszeni z włoskiej restauracji. "Mamy koszty utrzymania"

polsatnews.pl 2 godzin temu

- Zaledwie kilka dni temu przyszło dwoje polskich turystów i zamówiło dwa drinki Spritz oraz przystawkę za dziewięć euro do podziału - powiedziała na łamach "La Nuova Sardegna" Pamela Solinas, właścicielka pizzerii-restauracji w Cagliari. Zachowanie tych osób spotkało się ze zdecydowaną reakcją.

Pixabay
Polscy turyści wyproszeni z restauracji na Sardynii. Właścicielka lokalu zdradza szczegóły (zdj. ilustracyjne)

"La Nuova Sardegna" podała, iż tegoroczny sezon na Sardynii nie był najkorzystniejszy dla tamtejszych restauratorów. Turyści zamawiali znacznie mniej niż w poprzednich latach. Przekłada się to na gorsze wyniki finansowe dla właścicieli.

Przekonała się o tym Pamela Solinas z pizzerii-restauracji w Cagliari. - Zdecydowanie zauważyliśmy spadek konsumpcji, zwłaszcza w sierpniu. Ostateczne podsumowanie zrobimy pod koniec miesiąca, ale obraz sytuacji jest już jasny: konsumpcja spadła, i to dość gwałtownie - przekazała.

ZOBACZ: Tragedia na plaży w Grecji. Nie żyje turysta z Polski

Jak wyjaśniła, tego lata dochodziło do sytuacji, kiedy turyści przychodzili do lokalu w szerszym gronie, a i tak zamawiali niewiele. - Grupa czterech osób może wziąć dwie pizze i sałatkę - i to jest cała ich kolacja. Znacznie wyraźniejszy jest trend dzielenia się posiłkami - żaliła się Solinas.

Polscy turyści wyproszeni z restauracji na Sardynii. Właścicielka wyjaśnia

Jak dodała, zmieniło się także podejście do jedzenia. w tej chwili klienci zasiadają do stołu, zamawiają wybrane danie, przystępują do jedzenia i szybko opuszczają lokal, rezygnując z zamówienia deseru czy dodatkowego drinka. - To już nie jest ta klasyczna kolacja z wieloma daniami i spokojnym tempem - powiedziała, dodając, iż w tym roku w szczególności spadła sprzedaż alkoholu, w tym również wina.

Solinas, zapytana o to, czy tego lata w jej lokalu "zdarzały się przypadki skrajne", odpowiedziała twierdząco. W tym kontekście wspomniała o turystach z Polski. - Zaledwie kilka dni temu przyszło dwoje polskich turystów i zamówiło dwa drinki Spritz oraz przystawkę za dziewięć euro do podziału - skarżyła się.

ZOBACZ: Nowy sposób na podróżowanie po Europie. O co chodzi w mykoturystyce?

- W pewnym momencie musiałam poprosić ich o zwolnienie stolika: jesteśmy restauracją, a nie barem, i mamy koszty utrzymania lokalu - wyznała Solinas. Jak podkreśliła, wolałaby obsłużyć mniej gości, ale takich, którzy zamawiają wiele pozycji z menu.

WIDEO: "Niekonwencjonalne urządzenie wybuchowe" w pobliżu niemieckiej elektrowni
Idź do oryginalnego materiału