Historia Wirenki rozpoczęła się w 1977 roku, kiedy Władysław Ochniak zdecydował się uruchomić prywatną produkcję napojów. W realiach gospodarki socjalistycznej prowadzenie własnego przedsiębiorstwa wymagało nie tylko odwagi, ale także ogromnej determinacji. Problemem była dostępność podstawowych składników i surowców potrzebnych do produkcji, a prywatna inicjatywa gospodarcza musiała funkcjonować w warunkach dalekich od dzisiejszej swobody przedsiębiorczości.
Pierwsza siedziba firmy znajdowała się w Luboniu. To właśnie tam powstawały napoje, które mieszkańcy przez lata nazywali potocznie „Ochniakówką”, od nazwiska założyciela przedsiębiorstwa. W 1999 roku firma przeniosła działalność do Komornik, gdzie uruchomiono rozlewnię wykorzystującą wodę z własnego ujęcia.
Przez kolejne dekady zmieniały się zarówno warunki prowadzenia biznesu, jak i oczekiwania konsumentów. Początkowo podstawą działalności były napoje smakowe, natomiast dziś zdecydowaną większość produkcji stanowi woda. Jak wyjaśnił Robert Widerski, jej udział sięga w tej chwili 80–90 procent.
Mimo tych zmian to właśnie oranżady pozostają jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów firmy. Co ciekawe, dla wielu klientów nie są wyłącznie napojem, ale także częścią osobistych wspomnień.
Podczas rozmowy w „Hej Poznań” Robert Widerski przywołał historie osób, które przed laty piły oranżadę jako dzieci, a dziś wracają po nią już z własnymi rodzinami.
– Przychodzi do nas jako dorosły człowiek, w tej chwili mając już swoje dzieci, i przyjeżdża po oranżadę. Mówi: „Ja tę oranżadę piłem kiedyś. Pamiętam tę oranżadę czerwoną. Ona smakuje tak jak kiedyś” – opowiadał gość programu.
Zdaniem przedstawiciela Wirenki właśnie przywiązanie do smaku i tradycyjnej receptury jest jednym z powodów, dla których lokalna marka wciąż znajduje odbiorców, mimo silnej konkurencji międzynarodowych producentów.
Firma stara się zachowywać dawny charakter swoich napojów. Do ich słodzenia wykorzystuje cukier, rezygnując ze sztucznych słodzików. W produkcji stosowane są również naturalne koncentraty i składniki barwiące. Charakterystyczny syrop cukrowy przygotowywany jest na miejscu, a podstawą napojów pozostaje woda wydobywana z firmowego ujęcia w Komornikach.
– Dbamy o to, żeby to był tylko cukier, żadnych sztucznych składników, żadnych sztucznych słodzików, naturalne barwniki – podkreślał Robert Widerski.
Nie oznacza to jednak, iż przedsiębiorstwo zamierza ograniczać się wyłącznie do produktów znanych sprzed kilkudziesięciu lat. W ostatnim czasie do oferty ponownie wprowadzono napój winogronowy o nazwie „Cham”. To bezalkoholowa propozycja, której smak, jak relacjonował Widerski, niektórzy klienci porównują do szampana.
Produkt ma odegrać szczególną rolę w przyszłorocznych obchodach 50-lecia firmy. Organizatorzy jubileuszu chcą mocniej zaakcentować jego obecność w ofercie, odpowiadając jednocześnie na zainteresowanie napojami bezalkoholowymi.
Wśród rozważanych pomysłów pojawiają się także zupełnie nowe smaki. Robert Widerski wspomniał między innymi o napojach chmielowych oraz inspirowanych matchą. Zastrzegł jednak, iż na razie są to koncepcje, a nie zapowiedzi konkretnych premier.
Podczas wywiadu nie zabrakło również wspomnień o najtrudniejszych momentach w historii przedsiębiorstwa. Jednym z nich była transformacja gospodarcza po 1989 roku. Otwarcie polskiego rynku na zagraniczne produkty sprawiło, iż lokalni producenci musieli nagle konkurować z dużymi firmami dysponującymi znacznie większymi możliwościami finansowymi, rozbudowaną dystrybucją i atrakcyjnymi opakowaniami.
Dla Wirenki był to okres szczególnie wymagający. Pojawiły się problemy ze sprzedażą, a dalszy rozwój przedsiębiorstwa stanął pod znakiem zapytania. Firmie udało się jednak przetrwać i utrzymać swoją pozycję na lokalnym rynku.
Dziś jej produkty można spotkać między innymi w poznańskich restauracjach, kawiarniach i innych lokalach gastronomicznych. Wieloletnie relacje z przedsiębiorcami oraz rozpoznawalność marki stanowią istotną część działalności firmy.
W ostatnim czasie Wirenka zdecydowała się również na istotną zmianę dotyczącą opakowań. Jak poinformował gość programu, przedsiębiorstwo zrezygnowało z produkcji napojów w plastikowych butelkach, koncentrując się na szkle.
Decyzja ta wpisuje się zarówno w tradycję firmy, od lat kojarzonej ze szklanymi butelkami, jak i w zmieniające się realia rynku opakowań. Robert Widerski przyznał, iż znaczenie miał również system kaucyjny, jednak podkreślił, iż powrót do szklanych opakowań wielokrotnego użytku jest zgodny z wcześniejszą filozofią przedsiębiorstwa.
Obecnie Wirenka chce rozwijać właśnie ten model dystrybucji, stawiając na opakowania, które po zwrocie mogą zostać ponownie wykorzystane.
W przyszłym roku przedsiębiorstwo będzie świętować 50 lat istnienia. To szczególna rocznica dla rodzinnej firmy, która rozpoczynała działalność w zupełnie innych warunkach gospodarczych, a dziś funkcjonuje na rynku zdominowanym przez wielkie marki.
Zapytany przez Piotra Szulca o życzenia na kolejne pół wieku działalności, Robert Widerski nie wskazał ambitnych planów ekspansji ani rekordowych wyników sprzedaży. Najważniejsze pozostają dla niego relacje z klientami i zachowanie charakteru przedsiębiorstwa.
– Takich klientów, których mamy, i żeby było ich jak najwięcej, żeby ta tradycja pozostała po prostu – odpowiedział.
W rozmowie podkreślono również znaczenie wspierania lokalnych producentów, którzy mimo rosnącej konkurencji przez cały czas pozostają istotną częścią wielkopolskiej gospodarki.









