Pokochaj siebie, a wszystko w życiu Ci się ułoży

newsempire24.com 3 dni temu

Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży

Za oknem śnieg, ziąb ścina szyby, a w sercu Barbary hula wichura, równie ponura i zimna jak za oknem. Siedzi sama w wielkim domu na przedmieściach Tarnowa. Niby wszystko ma, a jednak doskwiera jej samotność. Ma męża, Zbigniewa, ale jak zwykle zniknął wieczorem załatwiać sprawy służbowe. Dobrze wie, jakie to sprawy.

Syn i córka dawno już wyfrunęli z rodzinnego gniazda. Syn zamieszkał z rodziną po drugiej stronie miasta, ma teraz własny dom. Córka mieszka aż pod Gdańskiem, tam skończyła studia i znalazła męża Krzysztofa, lokalnego chłopaka, z nim wychowuje już małą córeczkę.

Dzisiaj rano Barbara rozmawiała przez telefon z córką.

Mamusiu, dlaczego jesteś taka przybita? dopytywała się Aniela. Coś się stało?

Ależ nie, córciu. Wszystko w porządku. My sobie tutaj jakoś radzimy. A jak moja ukochana wnuczka się trzyma?

U nas wszystko super, mama. Krzysiek jest zawalony pracą, wiadomo, chirurg zawsze ma ręce pełne roboty. W domu pojawia się zmęczony, ale mówi, iż kocha swój zawód, iż to jego powołanie. Alinka już niedługo pójdzie do przedszkola, rośnie jak na drożdżach, wszyscy się cieszymy.

Cieszę się, Anielko. Życzę wam wszystkiego najlepszego powiedziała Barbara, ledwo ukrywając zmęczenie.

Ale i tak nie podoba mi się twój ton, mamo. A gdzie tata?

Tata? A, wyszedł do garażu, samochód musi odpalić przecież. Mamy zawieję i mróz, nie chce dać auta zamarznąć skłamała, żeby nie martwić córki.

Od ponad pół roku Barbara kumuluje w sobie niepokój i żal. Nie ma z kim tego podzielić i po co? Mogłaby znaleźć pocieszenie, ale gwałtownie znalazłoby się też sporo tych, co by jej dopiekli. Pamięta doskonale dzień, kiedy wszystko się wydało. Było to latem, Barbara pieliła grządki pod oknem kuchennym. Okno było otwarte. Nagle usłyszała głos Zbigniewa, rozmawiał miękkim, czułym tonem. Był pewien, iż nie ma jej w domu, nie zauważył jej.

Dobrze, kochanie… dziś nie mogę, też się stęskniłem… Ja ciebie też. Nie bądź smutna, jutro przyjadę, przecież mnie znasz jak obiecałem, to na pewno będę…

Zbigniew wyłączył telefon czy po prostu wyszedł z pokoju, dalej nic nie było słychać. Serce Barbary ścisnęło się z rozpaczy, w gardle ściana. Człowiek, któremu ufała bez granic, był jak inni mężczyźni pozwolił sobie na obce ramiona. Przypomniała sobie słowa własnej siostry, kiedy ta skarżyła się na zdrady i poniżenia. Kiedyś to wydawało się Basi niemożliwe. Teraz już wie, jak to boli.

Zszokowana, nie miała siły płakać, ani wyrzucić Zbigniewa z domu. Przysiadła za domem na ławce i zalała się łzami.

Boże, dlaczego mnie to spotkało…? Zbyszek, któremu tak ufałam, dał się omamić. Widocznie ten sam diabeł co każdego faceta.

Zbigniew miał czterdzieści siedem lat. Życie mu się ułożyło kochająca żona, dzieci wychowane, własny dom, a i firma prosperuje. Prowadzi młyn w okolicach Tarnowa mielą mąkę, produkują paszę, rozwóz po całym województwie.

Barbara tłumiła w sobie żal. Po kilku miesiącach dowiedziała się, z kim spotyka się Zbigniew. Dyskretnie przejrzała jego telefon, kiedy spał. Okazało się, iż wybranka to Teresa, daleka krewna znajomych. Często bywała u nich na imieninach. Mieszka na typowym osiedlu bloków z wielkiej płyty. Przez znajomą, Grażynę, dowiedziała się nawet, gdzie dokładnie.

Wiesz, z tą naszą Tereską to różnie bywa mówiła Grażyna. Ładna jest, co tu kryć, ale charakterek ma… Niby nikogo nie ma, kilkanaście lat młodsza od naszego Zbyszka. Przystojna, ale lgną do niej nie zawsze ci, co trzeba. Sama mówiła mi niedawno, iż do samotności nie jest stworzona.

Barbarze było ciężko słuchać zwierzeń Grażyny. Wróciła do domu i zalała się łzami, by już nikt nie widział.

Ciężko nosić taki ciężar.

Dwa miesiące temu nie wytrzymała postanowiła odwiedzić Teresę. Zadzwoniła do drzwi. Teresa, gdy zobaczyła Barbarę, pobladła. Wiedziała doskonale, kim jest. Barbara weszła do mieszkania bez zaproszenia, spojrzała przeciwniczce w oczy i usiadła na kanapie.

Dzień dobry rzuciła zmęczonym tonem.

Teresa stała niepewnie, z oczami szeroko otwartymi, drżąca. Myślała pewnie, iż Barbara zaraz zrobi jej awanturę, może choćby rzuci się na nią z pazurami. Tymczasem Basia powiedziała tylko:

Nie wstyd ci? Z cudzym mężem się zabawiać? Masz na wyciągnięcie tylu kawalerów… Wiesz przecież, szczęścia na cudzym nieszczęściu nie zbudujesz.

Teresa zaskoczona, rozpłakała się. Zaskoczyła tym choćby Barbarę.

Sama siebie nie poznaję, ale kocham Zbyszka… Nie umiem żyć bez niego łkała.

Barbara nie wytrzymała i spoliczkowała Teresę. Ta złapała się za policzek i zasyczała z bólu.

Przepraszam cię, Basiu… Po prostu nie umiem się wyplątać z tej miłości szlochała dalej.

Barbara też się popłakała. Chwilę milczały, zanim Basia powiedziała:

Nie mów Zbyszkowi, iż tu byłam… Ale jeżeli dowiem się, iż przez cały czas się z nim spotykasz… to wybacz, nie ręczę za siebie. Po tych słowach wyszła z mieszkania Teresy.

Od tamtej pory nic nie mówiła mężowi. Zbigniew także milczał. Tak żyją wszyscy, jakby nic się nie stało. Czy on przez cały czas jeździ załatwiać sprawy do Teresy? Barbara nie wie, domyśla się jednak najgorszego.

Gryzie ją niepokój, nie wie, co robić. Dla niej mąż jest całym światem, nie wyobraża sobie życia bez niego. Po tylu wspólnych latach są jak jedno ciało, jedna dusza. A jeżeli rozwód? Po co. Wszystko dzielić na pół? Po co jej ten dom? Kto się nim zajmie, jak Zbyszek? Przecież on co chwilę coś naprawia, coś majstruje, coś buduje. Boję się biedy, myśli Barbara. Przywykła do tego życia… Jak dzieciom powiedzieć, iż ich ojciec ma inną, dużo młodszą? To byłby dla nich szok…

Tak, wszyscy powiedzą powinnaś się szanować, iść swoją drogą, rozwieść się. Pokochać samą siebie, a nie użalać się nad losem… rozmyślała Barbara.

Może to prawda… Ale ja wciąż kocham męża. Może to tylko zauroczenie młodszą? Może przejdzie. Najważniejsze, iż jest dla mnie taki sam jak dawniej, czuły, spokojny, nie kłócimy się. Może mają rację pokochać siebie, a wszystko się ułoży, trzeba myśleć o sobie…

To dla Barbary ciężkie życie, od kiedy dowiedziała się o Teresie. Trudno jej patrzeć Zbyszkowi w oczy, zachowywać normalność. Ciągle w głowie ma obraz młodszej, pięknej rywalki. choćby przez chwilę przyszło jej do głowy: A może sama znajdę sobie jakiegoś mężczyznę? Wyglądam dobrze, komplementów nie brakuje… Ale z miejsca zaprzeczyła własnym myślom. Nie potrafiłabym… Zbyszek jest najlepszy, tylko jak go przywrócić do domu? Może powinnam mu wybaczyć? Ale faceci są inni. Może i kochają, ale przecież ich głowy są gdzie indziej…

Przypomniały się Barbarze dawne czasy. choćby się uśmiechnęła przez łzy.

Kiedyś byliśmy biedni, szczęśliwi… Wynajmowaliśmy pokój w akademiku, liczyliśmy złotówki od pierwszego do pierwszego. Czasem woleliśmy kupić bilet do kina niż coś lepszego na obiad. To było tak dawno… a jakby wczoraj. Teraz mamy wszystko, a jestem… sama. choćby z nikim nie mam ochoty o tym pogadać.

Niespodzianka od męża

Barbara siedziała zamyślona, aż zauważyła światła wjeżdżające na podjazd. To Zbigniew wrócił, przemykając przez śnieżycę. Gdy zgasił silnik, ruszył do garażu, potem wszedł do domu.

Basia, gdzie jesteś? Dlaczego siedzisz po ciemku zajrzał do kuchni i włączył światło. Nie zauważyła nawet, kiedy się ściemniło.

Tu jestem odpowiedziała cicho. Zamyśliłam się… taka pogoda.

No, nie mów. Zasypało wszystko, ledwo przejechałem. Najgorzej, żeby tylko nie ugrzęznąć w tym śniegu… Biało jak w bajce. Ale głodny jestem, naszykuj coś do jedzenia rzucił rutynowym tonem.

Barbara wstała, a Zbyszek poszedł umyć ręce. Przy kolacji spojrzał na nią z uśmiechem:

Wiesz, Basia, za niedługo Sylwester, a ja ci przyszykowałem niespodziankę.

Barbara natychmiast się spięła. Ostatnio nie lubi niespodzianek…

Jaką niespodziankę? zapytała, prawie nie oddychając.

Zbigniew przerwał na chwilę, widząc, iż jego żona jest spięta i czeka, jakby miał jej coś ogłosić.

Kochana, dawno nigdzie razem nie byliśmy. Czekaj chwilę. Wstał, wyszedł do przedpokoju i wrócił z dwoma kopertami. Kupiłem nam wyjazd nad nasze polskie morze, do Sopotu. Polecimy na Sylwestra, nowy rok pod palmami i lampkami prosecco powiedział z uśmiechem, który dobrze znała.

Barbara poczuła, jakby z serca spadł jej głaz. Wciąż z niedowierzaniem odpowiedziała:

Boże, Zbyszek, nic się nie zmieniłeś. Ciągle jakieś niespodzianki. Jadę choćby zaraz! Zimą pod palmami, choćby nie wyobrażałam sobie tego… zaśmiała się przez łzy szczęścia.

Syn mi podpowiedział, ale sam też wiedziałem: musimy gdzieś wyjechać, zapomnieć o wszystkim. Szykuj się…

Wszystko powoli wróciło do normy. Polecieli nad morze, przywitali Nowy Rok na sopockim molo, wrócili szczęśliwi do domu. Życie toczyło się dalej. Barbara znów uwierzyła Zbyszkowi, widziała, iż bardziej wraca do domu, dzwoni, uprzedza, jeżeli się spóźni.

Wierzy, iż jeszcze będzie dobrze. Bo zaczyna znowu kochać siebie.

Idź do oryginalnego materiału