Pokochaj siebie, a wszystko w Twoim życiu ułoży się pomyślnie

twojacena.pl 16 godzin temu

Pokochaj siebie, a wszystko będzie dobrze

Za oknem śnieżyca, zimno i ponuro, a tak samo jest w duszy Małgorzaty. Siedzi samotnie w ogromnym domu, gdzie wszystko jest, ale ona jest sama. Ma choćby męża, Ryszarda, ale znowu wieczorem wybrał się załatwiać swoje sprawy, a ona dobrze wie, jakie to są sprawy.

Syn z córką dawno już wyfrunęli z gniazda syn ożenił się i mieszka w Warszawie z rodziną, córka mieszka daleko pod Gdańskiem. Tam skończyła studia, wyszła za mąż za miejscowego chłopaka i żyją szczęśliwie, wychowując już córeczkę.

Z córką, Zosią, rozmawiała dziś Małgorzata przez telefon.

Mamusiu, czemu jesteś taka smutna? dopytywała się Zosia. Stało się coś?

Nie, córeczko, wszystko dobrze. Jak u was, jak moja złota wnuczka?

U nas wszystko super, mamo. Jasio w pracy, wiesz jak to jest z lekarzami-chirurgami, zawsze mają dużo obowiązków. Wraca zmęczony, ale lubi swoją pracę, mówi, iż to jego powołanie. Maja niedługo pójdzie do przedszkola, rośniemy i cieszymy się życiem.

Cieszę się za was, dziecko, oby wam się szczęściło odpowiedziała Małgorzata zmęczonym głosem.

Ale wiesz, martwi mnie twój nastrój, mama A gdzie tata?

Tata? Chyba w garażu, wyszedł auto ogrzać, zima i śnieżyca nie chciała córki martwić.

Od ponad pół roku Małgorzata żyje w rozterce i niepokoju, nikomu się nie zwierza, bo i po co? Ktoś może współczuć, a ktoś inny ucieszy się, zazdrośnie się uśmiechnie. Pewnego letniego dnia Małgorzata była w ogrodzie pod oknem, kopiąc w grządce. Okno było otwarte. Nagle usłyszała głos Ryszarda, mówił cicho, łagodnie, z czułością. Wiedział, iż żony nie ma w domu, ale stał przy otwartym oknie, Małgorzata go nie widziała.

Dobrze, słoneczko ale dziś nie przyjadę też tęsknię kocham cię Nie gniewaj się, jutro wpadnę. Wiesz, jak coś obiecam, to zawsze dotrzymuję

Ryszard wyłączył telefon lub wyszedł z pokoju Małgorzata już więcej nie usłyszała. Poczuła się okropnie, jakby ktoś uderzył ją w głowę młotem. Jej Ryszard, któremu ufała bezgranicznie, stał się taki, jak inni mężczyźni. Przypomniała sobie wtedy słowa siostry, gdy ta żaliła się na swojego męża, iż ma inną kobietę. Dla Małgorzaty to było niepojęte i nieakceptowalne.

A teraz ona znalazła się na jej miejscu. Małgorzata była w szoku, nie wiedziała czy płakać, czy wyrzucić męża z domu. Usiadła na ławce za domem i zapłakała.

Boże, jak to się mogło stać Rysiek, któremu ufałam tak ślepo Chyba diabeł tkwiący w żebrach chłopa i jego nie ominął…

Ryszard ma czterdzieści siedem lat. Układa mu się. Małgorzata kocha, dba o niego, dzieci porządnie wychowane, mieszkają osobno. Mieszkają z Małgorzatą w dużej wsi pod Krakowem, tam też ma biznes młyn i rozwozi mąkę i paszę po okolicy.

Małgorzata trzymała to wszystko w sobie. Minęło pół roku, zanim dowiedziała się, z kim spotyka się jej mąż. Skrycie sprawdzała mu telefon, kiedy spał.

Okazało się, iż to Anita dalsza kuzynka ich wspólnych znajomych. Nieraz byli razem na imieninach. Anita mieszkała na osiedlu zwanym Kwadrat, tam stały wielkie, szare domy z wielkiej płyty. Poprzez znajomych, nie narzucając się, dowiedziała się adresu Anity.

Słuchaj, z tą twoją Anitką to różne rzeczy się mówi opowiadała jej znajoma, Halina ładna jest, nie można powiedzieć, i wolna, ale do ślubu jej się jakoś nie spieszy, to i dziecka nie ma. Sama mówiła, iż jej w życiu brakuje stabilności, a samotnej nie chce się zostać mamą Chłopy ją rozpuściły, uroda robi swoje.

Małgorzata wysłuchała, nie zdradzając niczego po sobie, choć łzy cisnęły się do oczu. Wróciła do domu i tam się rozpłakała.

Boże, jak ciężko to nieść w sobie…

Minęło jeszcze trochę czasu i dwa miesiące temu Małgorzata postanowiła odwiedzić Anitę. Gdy ta otworzyła drzwi i zobaczyła Małgorzatę, aż zbielała.

Małgorzata weszła do środka bez zaproszenia, usiadła na fotelu i rozejrzała się po pokoju.

Cześć powiedziała zmęczonym głosem.

Anita stała zagubiona i blada, chyba bała się, iż zaraz zostanie spoliczkowana. Małgorzata wycedziła przez zęby:

Nie wstyd ci sypiać z cudzym mężem? Naprawdę nie masz wokół wolnych facetów? Na cudzym nieszczęściu szczęścia nie znajdziesz.

Anita po chwili sama się rozpłakała.

Nie wiem, co się ze mną stało, ale ja kocham Ryszarda i nie mogę bez niego żyć!

Małgorzata nie wytrzymała i spoliczkowała kobietę, ta złapała się za policzek.

Przepraszam cię, Małgorzato… przepraszam, ale coś się ze mną stało łkała Anita.

Małgorzata też się rozpłakała. Obie płakały przez chwilę. Kiedy się uspokoiły, Małgorzata powiedziała:

Nie mów Ryszardowi, iż tu byłam Ale jeżeli dowiem się, iż wciąż go tu zapraszasz, to nie miej do mnie pretensji wyszła z jej mieszkania.

Anita nie wspomniała Ryszardowi o tej rozmowie. Małgorzata nic nie powiedziała ani mężowi, ani dzieciom, dusiła wszystko w sobie. I tak tkwi w tym stanie do dziś. Nie wie, czy Ryszard przez cały czas spotyka się z Anitą, choć często wychodzi załatwiać sprawy. I teraz też siedzi, rozmyślając o tym.

Nie wiem, co robić. Ryszard to dla mnie wszystko Po tylu latach stanowimy jedno. A jeżeli trzeba będzie się rozwieść będziemy wszystko dzielić, a tego nie chcę. Niech zostanie jak jest westchnęła ciężko i spojrzała w okno pogrążone w mroku, nie mogąc oderwać się od myśli.

choćby gdyby zostawił mi ten cały dom, co ja będę sama tu robić? Dom wymaga ciągłego doglądania Ryszard zawsze coś majstruje, naprawia, pilnuje Boję się biedy, przywykłam do takiego życia. A dzieci jak im powiem, iż ojciec znalazł sobie młodszą Przecież to ich zszokuje.

Wszystko dźwiga w sobie. Wie, iż gdyby się przyznała, wielu by ją skrytykowało: trzeba mieć do siebie szacunek, wziąć się w garść, rozwieść się, pokochać siebie.

Może to i racja myślała Małgorzata ale ja kocham swojego męża. I wierzę, iż on też mnie kocha. Może to tylko chwilowe zauroczenie młodą kobietą, przejdzie mu. Najważniejsze, iż do mnie odnosi się jak dawniej spokojnie, łagodnie, nie kłócimy się, wszystko jak dawniej. Może i prawda, trzeba kochać siebie, wtedy wszystko się ułoży. Trzeba też myśleć o sobie

Trudno jej żyć z tym ciężarem od czasu, gdy dowiedziała się o Anicie. Ciężko jest rozmawiać z Ryszardem, udawać, iż nic się nie stało. Anita nie daje jej spokoju, piękna i młoda kobieta. Małgorzata zauważyła u siebie myśli, które ją zaskakują pogodziła się w pewien sposób z tym, iż mąż nie był jej wierny.

Ciekawe, gdzie teraz jest, mówił, iż załatwia coś w pracy A ja podejrzewam swoje

Nagle przez głowę przeszedł jej dziwny pomysł, od którego zrobiło się jej nieswojo.

A może i ja powinnam znaleźć innego mężczyznę? Dobrze wyglądam, wielu mówi mi komplementy zaraz jednak się opamiętała. Nie potrafiłabym choćby nie mogę sobie wyobrazić nikogo innego przy sobie. Mój Rysiek jest najlepszy Tylko jak go odzyskać? Wybaczyłabym mu ten romans, chociaż to boli Ale mężczyźni są inni, może inaczej myślą o miłości albo wcale się nie mylą kto im zajrzy w głowę?

Małgorzata wspomniała młodość i z lekko smutnym uśmiechem się rozmarzyła.

To było szczęście kiedy mieszkaliśmy w pokoiku w akademiku, kiedy liczyliśmy złotówki od pierwszego do pierwszego. Zamiast na kolację, pędziliśmy do kina, kupowaliśmy bilety i oglądaliśmy filmy. Jak dawno to było, a jednocześnie niedawno, jak gwałtownie czas minął. Teraz mamy wszystko, a jednak jestem samotna. choćby nie mam z kim o tym pogadać i nie chce mi się zwierzać nikomu.

on postanowił zrobić żonie niespodziankę
Małgorzata siedziała pogrążona w myślach, aż nagle przez okno zobaczyła, jak pod dom podjechał samochód Ryszarda jego światła rozjaśniły podwórze. Powoli otworzył garaż, zaparkował auto. W końcu wszedł do domu.

Gosia, gdzie jesteś? Czemu siedzisz w ciemności? zajrzał do kuchni, włączył światło. Dopiero wtedy zauważyła, iż już dawno zrobiło się ciemno.

Jestem tutaj odpowiedziała cicho. Zamyśliłam się, a na dworze szaleje wichura.

choćby mi nie mów, ledwo przejechałem, wszędzie zasypane śniegiem. Zgłodniałem, nakarm mnie powiedział zwyczajnym głosem.

Małgorzata podniosła się, zajęła się kolacją, a Ryszard poszedł umyć ręce. Przy kolacji spojrzał na żonę z uśmiechem.

Słuchaj, Gosiu, niedługo Nowy Rok. Wpadłem na pomysł, żeby ci zrobić niespodziankę.

Małgorzata spięła się, od dawna miała już dosyć niespodzianek.

Co to za niespodzianka? spytała niemal bez tchu.

Ryszard zawiesił głos, patrzył na żonę, dostrzegał jej napięcie.

A bo, żono, dawno razem nigdzie nie byliśmy. Zaraz coś ci pokażę wstał od stołu, wyszedł do przedpokoju, po chwili wrócił z kopertą. Kupiłem dwa bilety na samolot nad Bałtyk. Pojedziemy do Sopotu, tam powitamy Nowy Rok, pod palmami z oranżerii uśmiechnął się tym samym znajomym uśmiechem.

Małgorzacie ulżyło niewyobrażalnie, jakby z jej ramion spadł wielki głaz. przez cały czas nie dowierzała, ale z euforią powiedziała:

O Matko, Rysiek, ty się nie zmieniasz, zawsze zaskakujesz. Już teraz, wszystko jedno kiedy choćby nie wyobrażam sobie siebie zimą pod palmami. Zaśmiała się z ulgą.

Wiesz, syn mi podsunął tę myśl, ale od dawna chciałem, żebyśmy gdzieś razem wyjechali, zmienić otoczenie. Więc szykuj się…

Wszystko się u Małgorzaty ułożyło. Pojechali do Sopotu, przywitali Nowy Rok, odpoczęli, wrócili szczęśliwi do domu. Życie toczy się dalej, wierzy swojemu Ryszardowi. Widziała, iż teraz jeszcze bardziej się o nią troszczy, zawsze spieszy do domu, a jeżeli się spóźnia, to dzwoni, żeby się nie martwiła.

Idź do oryginalnego materiału