Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży
Za oknem śnieżyca, zimno i szarawo tak samo czuje się Helena wewnątrz. Siedzi samotnie w wielkim domu pod Warszawą dom mają ogromny, niczego im nie brakuje, a jednak ona jest sama. Mąż, Wiktor, znów wymknął się wieczorem „załatwiać sprawy”, ale Helena dobrze wie, jakie to są „sprawy”.
Syn z córką już dawno opuścili rodzinne gniazdo; syn mieszka na Żoliborzu z żoną i dziećmi, a córka daleko pod Gdańskiem. Tam skończyła studia, wyszła za mąż za miejscowego chłopaka i teraz we dwoje wychowują już córeczkę.
Dzisiaj Helena rozmawiała z córką przez telefon.
Mamuś, coś ty taka smutna? dopytywała się Ola coś się stało?
Och, nie, córeczko, wszystko w porządku. Jak się wam żyje, jak się miewa moja ukochana wnusia?
Wszystko super, mamo, Igorek ciągle w pracy, przecież wiesz, jak to jest u chirurga roboty po łokcie, wraca zmęczony. Ale uwielbia tę swoją pracę, mówi, iż to jego powołanie. A Milenka już prawie pójdzie do przedszkola, rośniemy i radujemy się.
Cieszę się za was, dziecko. Niech u was wszystko się układa mówiła Helena zmęczonym głosem.
Ale twojego głosu i tak nie lubię, za bardzo smutny, co z tatą?
Tata? Kręci się chyba w garażu, poszedł auto ogrzać, zimno i śnieżyca nie chciała martwić córki.
Helena od ponad pół roku żyła w niepokoju i rozterce. Nie miała się komu zwierzyć i po co zresztą? Ktoś może i by ją pożałował, a inny zakpiłby z jej nieszczęścia. Pamięta jak któregoś letniego wieczoru, będąc w ogrodzie pod oknem, nagle usłyszała Wiktora. Myślał, iż nie ma żony w domu, a on rozmawiał przez telefon, słodko, cicho, czule. Helena wstrzymała oddech.
Kochanie, ale dziś nie przyjadę… też tęsknię, ja ciebie też kocham… nie smuć się, przyjadę jutro, przecież mnie znasz, jak obiecałem, to na pewno dotrzymam słowa…
Helena jakby dostała obuchem w głowę. Jej Wiktor, któremu ufała jak nikomu, okazał się być jak większość mężczyzn. Od razu przypomniała sobie, jak siostra żaliła się na swojego męża, iż ma „inną”. Wtedy myślała: „Jak można tak żyć?”, a teraz ona była w tej sytuacji.
Stała się cicha, zamknięta w sobie, nie wiedziała, czy płakać, czy wyjść z siebie. Usiadła na ławce, schowała twarz w dłoniach.
Boże, jak to przetrwać? Wiktor, któremu ślepo wierzyłam, zachował się jak inni. W chyba każdego mężczyzny siedzi taki diabeł.
Wiktor miał czterdzieści siedem lat, życie mu się ułożyło. Helena była oddaną żoną, dzieci wykształcone, poukładane. Mieszkają z Wiktorem we wsi pod stolicą, tam też Wiktor prowadził młyn, produkował mąkę i pasze, rozwoził je po okolicznych miastach.
Helena przez wiele miesięcy tłumiła w sobie żal. Powoli dowiedziała się o nowej kobiecie Wiktora Beacie. Przez wspólnych znajomych, przypadkiem, uzyskała jej adres mieszkała w bloku na osiedlu zwanym przez miejscowych „Kwadratem”.
Słuchaj, Helena mówiła jej znajoma, Weronika Beata, moja daleka kuzynka, to kobieta piękna, ale delikatnie mówiąc, prowadzi się… swobodniej. Ma trzydzieści pięć lat, nigdy nie wyszła za mąż, dziecka też nie ma. Sama się skarżyła, iż nie może znaleźć stabilizacji życiowej, a dziecka samotnie nie chce wychowywać…
Helena milczała, powstrzymała łzy. Wróciła do domu i tam pozwoliła łzom płynąć.
Boże, jak trudno to wszystko dźwigać samemu.
Jeszcze przez jakiś czas się wahała, ale dwa miesiące temu postanowiła odwiedzić Beatę.
Gdy Beata otworzyła drzwi i zobaczyła Helenę, zbladła. Wiedziała kim jest żona Wiktora. Helena weszła bez zaproszenia i usiadła na kanapie.
Wiesz, nie wstyd ci sypiać z żonatym? Przecież dobrze wiesz, iż na cudzym nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz powiedziała ze złością Helena.
Beata rozpłakała się.
Nie wiem, co się ze mną stało, ale ja kocham Wiktora, nie umiem bez niego żyć.
Helena nie wytrzymała i spoliczkowała Beatę.
Przepraszam, Helena, przepraszam, ale to ja… nie panowałam nad sobą i obie rozpłakały się razem.
Nie mów Wiktorowi, iż byłam powiedziała w końcu Helena ale jeżeli się dowiem, iż go jeszcze tu przyjmujesz, nie żałuj…
Beata nie powiedziała Wiktorowi o tej wizycie. Helena też trzymała to wszystko w sobie. Nie wiedziała nawet, czy Wiktor przez cały czas się z Beatą spotyka. On co jakiś czas wyjeżdżał „załatwiać sprawy”, a ona domyślała się, dokąd jedzie. Siedzi więc teraz, rozmyślając…
Nie wiem, co mam robić. Przecież Wiktor to dla mnie cały świat, nie wyobrażam sobie życia bez niego po tylu wspólnych latach. Rozwód? Dzielić wszystko? Nie chcę tego, chcę, by wszystko zostało jak dawniej…
I patrząc przez okno na padający śnieg, myślała dalej:
choćby jeżeli zostawi mi ten duży dom, co ja zrobię sama? Dom wymaga ciągłego doglądania, remontów, a Wiktor wszystko sam potrafi zrobić, naprawić. Boję się biedy, przyzwyczaiłam się do tego życia… Jak powiedzieć dzieciom, iż tata ma inną, młodszą? Przecież to ich zszokuje…
Helena wiedziała, iż jeżeli się komuś zwierzy, wiele osób będzie ją pouczać, żeby wzięła się w garść, przestała się użalać i zaczęła szanować samą siebie.
Może i mają rację myślała ale ja kocham mojego męża. Może kiedyś się opamięta… Przecież nic się nie zmieniło w jego stosunku do mnie dalej rozmawia spokojnie, bez kłótni, jak za dawnych lat. Może życiowa prawda to: „Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży”. Trzeba w końcu pomyśleć o sobie…
Ciężko było Helenie żyć z tym ciężarem, odkąd dowiedziała się o Beacie. Trudno rozmawiać z Wiktorem, zachowywać się, jakby nic się nie stało. Myśli często wracały do młodszej, pięknej rywalki.
Co jeżeli Wiktor znów wyjechał do niej?
Nagle naszła ją myśl, która ją zaskoczyła.
A może ja też kogoś poznam? W końcu nie wyglądam najgorzej, mężczyźni mi komplementują… ale od razu ją to przestraszyło. Nie potrafiłabym. Moim jedynym mężczyzną jest Wiktor. Jak go odzyskać? Przebaczyłabym mu to zauroczenie… Chyba mężczyźni są po prostu inni…
Helena przypomniała sobie młodość.
Przecież byliśmy i biedni, i szczęśliwi… Wynajmowaliśmy pokój w starym akademiku, zastanawialiśmy się, co kupić na kolację, liczyliśmy złotówki od wypłaty do wypłaty, czasem zamiast obiadu szliśmy do kina. Jak gwałtownie minęły te lata… Teraz mamy wszystko, a jednak czuję się samotna, choćby nie mam z kim porozmawiać…
Zamyślona Helena nagle zobaczyła, jak na podjazd wjeżdża auto to Wiktor, jasne światła oświetliły cały ogród. Zgasił silnik, powoli otworzył garaż, potem wszedł do domu.
Hela, gdzie jesteś? Czemu siedzisz po ciemku? zapytał, włączając światło w kuchni. choćby nie zauważyła, iż już się ściemniło.
Jestem tutaj odpowiedziała cicho zamyśliłam się, a tu jeszcze taka pogoda…
Mów mi, drogi białe jak śmietana, ledwo się przebiłem. Zgłodniałem, nakarm mnie powiedział zwykłym, codziennym głosem.
Helena wstała, zaczęła szykować kolację. Wiktor umył ręce. Przy stole spojrzał na żonę z uśmiechem.
Wiesz co, Hela, niedługo Nowy Rok… i pomyślałem o pewnym niespodziance.
Helena napięła się, nie lubiła już niespodzianek.
Jakiej niespodziance? zapytała niemal nie oddychając.
Wiktor spojrzał na nią długo i widział jej niepokój.
Oj żoneczko, dawno już nigdzie razem nie byliśmy. Zaraz coś ci pokażę wstał od stołu, wyszedł do przedpokoju i po chwili wrócił. O, kupiłem nam dwa bilety nad Bałtyk. Lecimy do Sopotu, Nowy Rok spędzimy na plaży uśmiechał się tym swoim dawnym uśmiechem.
Helena poczuła, jak ciężar spada z serca.
Jejku, Wiktor, ty się nie zmieniasz, uwielbiasz niespodzianki! Jasne, nigdy nie byłam zimą nad morzem. choćby nie wiem, jak to będzie!
Syn mi podpowiedział ten pomysł, ale przyznam, iż też marzyłem, by cię gdzieś zabrać, zmienić otoczenie. Pakuj walizki…
I rzeczywiście, wszystko zaczęło się układać. Razem polecieli do Sopotu, spędzili Sylwestra na plaży, wrócili do domu szczęśliwi. Życie toczy się dalej, a Helena znów uwierzyła Wiktorowi. Widziała, iż mąż zaczął jej więcej czasu poświęcać i jeżeli się spóźnia, zawsze dzwoni, żeby się nie martwiła.
Żyjąc tak, Helena zrozumiała, iż w każdej trudnej chwili warto przede wszystkim pokochać siebie i zadbać o swoje serce wtedy łatwiej zaufać innym i otworzyć się na zmiany. Najważniejsze to nie zapominać o sobie, bo tylko wtedy można prawdziwie kochać innych.










