Pokochaj siebie, a szczęście samo Cię odnajdzie

twojacena.pl 3 dni temu

Pokochaj siebie, a wszystko będzie dobrze

Za oknem śnieżyca, zimno i szaro dokładnie tak samo, jak w mojej duszy. Siedzę samotnie w wielkim domu pod Warszawą, w którym wszystko mam, a jednak zostałam sama. Mąż, Zbyszek, znów wieczorem załatwia sprawy, choć doskonale wiem, jakie to sprawy.

Syn i córka dawno temu wyfrunęli z domu. Michał mieszka z rodziną na Ursynowie, a Marta wyprowadziła się daleko, aż pod Gdańsk. Skończyła tam studia, wyszła za miejscowego chłopaka i znaleźli szczęście we dwoje, już choćby córeczkę wychowują.

Dziś rozmawiałam z Martą przez telefon.

Mamusiu, czemu jesteś taka smutna? nie odpuszczała Marta. Coś się stało?

Nie, skarbie, wszystko dobrze. Opowiadaj, jak tam żyjecie, co u mojej kochanej wnusi?

U nas świetnie, mamusiu. Piotrek całymi dniami w pracy wiesz, chirurg zawsze ma co robić, często wraca okropnie zmęczony. Ale lubi swoją pracę, mówi, iż to jego powołanie. Mała Hania niedługo pójdzie do przedszkola, rośniemy i cieszymy się.

Cieszę się, córeczko. Oby wam się układało powiedziałam z rezygnacją w głosie.

Mamo, nie podoba mi się ten twój ton i nastrój. A gdzie tata?

Tata? Jest pewnie w garażu, poszedł rozgrzać samochód, bo mróz i śnieżyca nie chciałam jej martwić.

Od ponad pół roku żyję w zamęcie i niepokoju. Nie mam z kim się podzielić tym ciężarem Zresztą, po co? Jedni by mnie pożałowali, inni ucieszyliby się z mojego nieszczęścia. Pamiętam tamto lato. Grzebałam w ogródku pod oknem, okno było otwarte. Zamyśliłam się, aż nagle usłyszałam głos Zbyszka. Mówił miękko, czułym szeptem sądził, iż mnie nie ma w domu. Stał przy oknie. Nie widział mnie.

Dobrze, kochanie dziś nie przyjadę, też bardzo tęsknię Ja ciebie też, wiesz. Obiecuję, jutro wpadnę, jak powiedziałem, to przyjadę

Potem ucichł albo wyszedł, nic więcej nie usłyszałam. Przez chwilę miałam wrażenie, jakby coś roztrzaskało się we mnie na kawałki. Mój Zbyszek, któremu wierzyłam bezgranicznie, okazał się po prostu taki, jak wielu innych. Przypomniałam sobie od razu, jak siostra żaliła się, iż jej mąż znalazł inną. Było to dla mnie obce i niepojęte. I oto jestem na miejscu siostry, teraz ją rozumiem.

Sama nie wiedziałam, co ze sobą zrobić: płakać czy wyrzucić go z domu? Usiadłam na ławeczce za domem i popłakałam się.

Boże, czemu mnie to spotkało? Zbyszek, któremu ufałam bezgranicznie Widocznie i jego dopadł ten sam demon, co tylu mężczyzn.

Zbyszek ma czterdzieści siedem lat. Żyje mu się nieźle kochająca żona, dzieci wychowane, samodzielne, my we dwoje w dużym domu. Tu też prowadzi firmę młyn, produkuje mąkę i paszę, rozwozi po całym powiecie.

Ja wszystko dusiłam w sobie długo. Po pół roku dowiedziałam się, z kim się spotyka. W nocy, gdy spał, przeszukałam jego telefon. Ta kobieta nazywa się Teresa rodzina dalszych znajomych, nie raz u nich bywaliśmy. Mieszka na osiedlu Piastów w wielkiej płycie. Delikatnie dowiedziałam się przez wspólnych znajomych, choćby jej adres.

Wiesz, nasza Tereska to nie ma najlepszej opinii mówiła znajoma, Basia. Ładna, nie wyszła za mąż, można choćby powiedzieć: życie ją nie rozpieściło. Trzydzieści pięć lat, z dziećmi jej nie po drodze. Sama się żaliła, iż w życiu jej się nie układa Basia powiedziała wszystko, nie wiedząc, iż Zbyszek tam bywa.

Ja jednak nic Basi nie powiedziałam, wytrzymałam, choć chciało się wypłakać. Wróciłam do domu i pozwoliłam sobie na łzy dopiero w czterech ścianach.

Jejku, jak to ciężko wszystko trzymać w sobie.

Minął jeszcze jakiś czas. Dwa miesiące temu odważyłam się pójść do Teresy. Nie wytrzymałam. Otworzyła drzwi i pobladła, wiedziała od razu kim jestem. Weszłam bez zaproszenia, przysiadłam na kanapie.

Cześć powiedziałam zrezygnowana, rozglądając się. Teresa stała jak wryta, wystraszona. Chyba sądziła, iż zaraz jej przyłożę, ale nie miałam na to choćby siły. Po chwili wyrzuciłam z siebie z żalem:

Nie wstyd ci sypiać z cudzym mężem? Naprawdę nie mogłaś znaleźć wolnego faceta? Szczęścia na cudzym nieszczęściu się nie zbuduje, wiedziałaś o tym?

Teresa się trzęsła, potem nieoczekiwanie wybuchła płaczem.

Nie wiem, co się ze mną stało, ale kocham Zbyszka, żyć bez niego nie umiem

Wtedy nie wytrzymałam, zerwałam się i spoliczkowałam ją. Złapała się za policzek.

Wybacz mi, Maria tak jakoś przyszło na mnie płakała żałośnie.

I ja się rozkleiłam. Dwie obce sobie kobiety, a ryczymy obie Kiedy się uspokoiłyśmy, powiedziałam:

Nie mów Zbyszkowi, iż tu byłam. Ale jeżeli dowiem się, iż on wciąż tu przychodzi, nie miej potem żalu.

Wyszłam.

Teresa nie powiedziała Zbyszkowi, iż byłam. Ja też milczę, wszystko noszę w sobie. Tak żyjemy. Nie wiem, czy on jeszcze z nią sypia czasem znowu gdzieś załatwia sprawy i podejrzewam, iż jedzie właśnie do niej. Siedzę, a myśli nie dają spokoju.

Nie wiem, co robić. On jest dla mnie wszystkim, nie wyobrażam sobie bez niego życia, po tylu wspólnych latach tworzymy całość. Rozwód? Trzeba będzie wszystko dzielić, a ja tego nie chcę. Niech zostanie, jak jest westchnęłam, patrząc w ciemność za oknem.

Gdyby choćby zostawił mi ten wielki dom Co ja tu będę sama robić? Dom wymaga troski, ciągle coś się psuje Zbyszek wszystko naprawia. Boję się biedy, przyzwyczaiłam się już do takiego życia A dzieci? Jak się im przyznać, iż ich ojciec ma młodszą? Nie wiem, czy zniesliby taki cios.

Nosiłam to wszystko w sobie, przecież wiem, co by ludzie powiedzieli: Trzeba mieć szacunek do siebie, zebrać się w sobie i odejść, pokochać siebie, a nie żałować.

Może mają rację myślałam ale ja kocham męża. Może i on mnie kocha? To tylko jakaś chwilowa fascynacja młodszą, może mu przejdzie. Najważniejsze, iż w stosunku do mnie się nie zmienił, przez cały czas mówi do mnie z czułością, nie kłócimy się bardziej niż kiedyś. Może mają rację: pokochaj siebie, a wszystko się ułoży. Też muszę o sobie pamiętać

Ciężko mi z tym brzemieniem. Codzienność z Zbyszkiem boli, udaję, iż nic się nie stało. Teresy nie mogę wyrzucić z głowy jest piękna, młoda Do głowy przyszła mi choćby szalona myśl: Może i ja powinnam znaleźć sobie kogoś? Dobrze wyglądałam, niektórzy słali komplementy Zaraz jednak się otrząsnęłam. Nie, nie mogłabym. Nikogo innego sobie nie wyobrażam obok, tylko Zbyszek. To najlepszy facet, pytanie, jak go odzyskać? Może i wybaczyłabym ten romans, choć trudno mi to sobie wyobrazić. Mężczyźni są inni, pewnie inaczej przeżywają miłość Ale kto ich tam wie.

Uśmiechnęłam się smutno wspominając młodość.

Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi i biedni Mieszkaliśmy w mikroskopijnym mieszkanku w bloku. Zastanawialiśmy się, co kupić na kolację i dzieliliśmy ostatnie złotówki od wypłaty do wypłaty. Zamiast lepiej zjeść biegliśmy do kina, kupowaliśmy bilety i oglądaliśmy z przyjemnością filmy To było tak dawno temu, a jednocześnie tak niedawno, jak to przeleciało. Teraz mam wszystko, a jestem smutna i samotna. choćby z nikim nie chcę o tym rozmawiać, nie chcę się otwierać.

Nagle usłyszałam, jak podjazd wypełniły światła samochodu Zbyszek wracał do domu. Zamknął bramę, wjazd do garażu, wysiadł powoli z auta. Wszedł do domu.

Marysiu, gdzie jesteś? Czemu w ciemnościach siedzisz? zaglądnął do kuchni i zapalił światło. choćby nie zauważyłam, iż zapadł już zmrok.

Tu jestem odezwałam się cicho zamyśliłam się, a pogoda taka paskudna.

No nie mów, drogi zasypane, ledwo wróciłem. Jeszcze bałem się, iż ugrzęznę w zaspach. Głodny jestem, dałabyś coś do jedzenia rzucił zwyczajnym, codziennym tonem.

Podeszłam do stołu, on poszedł myć ręce. Przy kolacji spojrzał na mnie z uśmiechem.

Słuchaj, Maryś, niedługo Nowy Rok. Mam dla nas niespodziankę.

Zaniepokoiłam się. Ostatnio nie lubię niespodzianek…

Co to za niespodzianka? zapytałam, ściszając głos.

Zbyszek przeciągał chwilę, patrzył na mnie badawczo.

Marysiu, dawno nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Zaraz wracam wyszedł, po chwili przyniósł kopertę. Tu są dwa bilety dla nas: lecimy nad Morze Bałtyckie do Sopotu, na Sylwestra, pod palmy i w cieplejszy klimat, chociaż w Polsce uśmiechał się swoim kochanym uśmiechem.

Poczułam, iż coś ciężkiego spadło mi z serca.

Boże, Zbyszek, ty się chyba nigdy nie zmienisz kochasz sprawiać mi niespodzianki. Mogę jechać choćby jutro! Nigdy nie byłam nad morzem zimą choćby sobie tego nie wyobrażam roześmiałam się radośnie.

Ten pomysł podsunął mi Michał, ale sam też chciałem sprawić, byś mogła odpocząć, oderwać się od wszystkiego. Szykuj się!

Wszystko zaczęło się układać. Pojechaliśmy do Sopotu, przywitaliśmy Nowy Rok na molo, zrelaksowani, szczęśliwi wróciliśmy do domu. Życie toczy się dalej, ufam Zbyszkowi. Zauważyłam, iż bardziej się mną interesuje, częściej wraca prosto do domu, a choćby jeżeli się spóźnia, dzwoni, by mnie nie niepokoić.

Idź do oryginalnego materiału