Oczywiście, iż Zalipie nie leży na Śląsku. Ba, nie leży choćby szczególnie blisko Śląska, bo żeby tutaj dotrzeć, trzeba ruszyć aż za Tarnów, na Powiśle Dąbrowskie. Ale ja bardzo lubię podróżować, a tematem moich wypraw wcale nie musi być przemysł. Świat jest na tyle ciekawym i różnorodnym miejscem, iż absolutnie kocham poznawać poszczególne jego aspekty. Tym razem nie napiszę tu niczego o przemysłowej historii regionu, hutach, kopalniach ani opuszczonych zakładach. Będzie o wsi, która swoją niezwykłość zbudowała z kwiatów, kolorów i bardzo prostego pomysłu: skoro można coś pomalować, to dlaczego tego nie zrobić? No, dobrze, ale zanim przejdziemy do samych malowanek, warto zatrzymać się na chwilę przy historii Zalipia.
Zalipie jest niewielką wsią położoną na Powiślu Dąbrowskim, w powiecie dąbrowskim na ziemi tarnowskiej, i właśnie tutaj rozwinęła się jedna z najbardziej charakterystycznych tradycji polskiej sztuki ludowej. Co ważne, nie jest to tradycja wyłącznie zalipiańska. Podobne zdobienia przez dziesięciolecia spotykano także w innych miejscowościach regionu, między innymi w Ćwikłowie, Niwkach, Podlipiu czy Samocicach. To właśnie całe Powiśle Dąbrowskie było obszarem, na którym rozwinęło się charakterystyczne malarstwo dekoracyjne. Z czasem jednak to Zalipie stało się jego najbardziej rozpoznawalnym centrum.




Sztuka wyrosła z przyziemnej potrzeby
Historia tej sztuki jest zresztą znacznie mniej baśniowa, niż mogłoby się początkowo wydawać. Nie zaczęła się od artystycznej fanaberii ani od pomysłu, żeby stworzyć najbardziej kolorową wieś w Polsce. Jej początki wiązały się z bardzo praktycznym problemem. W XIX wieku wiejskie chałupy często były pozbawione kominów, a dym z paleniska rozchodził się po wnętrzu, osadzając się na ścianach i powale. Ciemne, okopcone powierzchnie próbowano rozjaśniać wapnem. Początkowo były to po prostu jasne plamy, nazywane „packami”. Z czasem jednak zaczęto nadawać im bardziej dekoracyjną formę. Pojawiły się pierwsze proste kwiaty, a później coraz bardziej rozbudowane kompozycje roślinne.





Kiedy w wiejskich domach upowszechniły się piece z kominami, zniknął problem ciągle osmalających się ścian, ale zwyczaj pozostał. W tym okresie dekoracja zaczęła nabierać charakteru, który dzisiaj kojarzymy z Zalipiem. Kwiaty przestały być tylko sposobem na rozjaśnienie wnętrza. Stały się ozdobą. Najpierw pojawiały się w okolicy pieca, nad oknami czy pod świętymi obrazami, później pokrywały całe ściany, powały i piece. Wreszcie wyszły na zewnątrz. Malowano elewacje domów, stodoły, obory, studnie, płoty, a choćby najdrobniejsze elementy gospodarstwa. Zdobienia trafiały również na meble, naczynia, papierowe makatki i inne przedmioty codziennego użytku.



Dzisiaj trudno uwierzyć, iż początki tego zjawiska były tak skromne. Współczesne zalipiańskie wzory są bowiem niezwykle kolorowe i rozbudowane. Dominują w nich motywy kwiatowe i roślinne, ale każda malarka ma swój własny sposób ich komponowania. Nie chodzi więc o kopiowanie jednego obowiązującego wzoru. Wręcz przeciwnie, tradycja opiera się na twórczej interpretacji. Kwiaty są stylizowane, często bardzo duże, wielobarwne, układane w bukiety, girlandy i kompozycje przypominające malowane ogrody. Charakterystyczna jest też pewna swoboda, dzięki której ornament może pojawić się adekwatnie wszędzie.




Ekspresja ludowa, która zafascynowała badaczy
Dawniej do malowania wykorzystywano materiały dostępne w gospodarstwie. Barwniki przygotowywano między innymi z wapna, glinki i sadzy, a pędzle wykonywano ze słomy, włosia końskiego lub krowiego ogona. Stosowano również proste pędzelki z brzozowych patyczków, których końcówki rozszczepiano albo rozgryzano. Dzisiaj oczywiście wykorzystuje się współczesne farby, ale sam charakter zdobienia pozostał niezwykle mocno zakorzeniony w tradycji.



Zalipie zostało zauważone przez badaczy już na początku XX wieku. Szczególne znaczenie miał tutaj etnograf Władysław Hickel, austriacki urzędnik z Krakowa, miłujący sztukę ludową, który zainteresował się miejscowymi malowankami i opisał je w czasopiśmie „Lud”. Jego relacja z początku XX wieku jest jednym z najważniejszych świadectw dokumentujących istnienie tej tradycji. Co ciekawe, pokazuje ona również, iż malowane domy nie były wymysłem powojennym, choć właśnie po II wojnie światowej nastąpił najważniejszy etap rozwoju fenomenu, który dzisiaj kojarzymy z Zalipiem.



Wojna i okres powojenny nie sprzyjały oczywiście podtrzymywaniu tego rodzaju twórczości. Tradycja zaczęła zanikać, ale jednocześnie rosło zainteresowanie polską sztuką ludową. W 1948 roku zorganizowano pierwszy konkurs na malowane domy. Odbył się on w Podlipiu i objął całe Powiśle Dąbrowskie. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt kobiet z wielu miejscowości, a późniejszy konkurs „Malowana Chata” stał się jednym z najważniejszych czynników, które pomogły utrzymać miejscową tradycję przy życiu. Co ciekawe, w pierwszych konkursach Zalipie było tylko jednym z wielu ośrodków malarstwa powiślańskiego. Dopiero z czasem jego znaczenie zaczęło zdecydowanie rosnąć.



Kobieta, bez której nie rozkwitłyby kwiaty
Przywołajmy teraz postać, bez której współczesne Zalipie wyglądałoby prawdopodobnie zupełnie inaczej, czyli panią Felicję Curyłową. Urodzona na początku XX wieku artystka nie tylko malowała. Była również niezwykle aktywną propagatorką miejscowej tradycji. Ozdabiała ściany, piece, meble, papier, tkaniny i przedmioty użytkowe, a swoją działalnością przyczyniła się do tego, iż Zalipie zaczęło być postrzegane jako szczególne miejsce na mapie polskiej sztuki ludowej. Jej dom już za życia stał się miejscem odwiedzanym przez etnografów, artystów, badaczy i turystów. Curyłowa miała przy tym talent nie tylko artystyczny, ale również organizacyjny. Skupiła wokół siebie miejscowe malarki, uczestniczyła w kolejnych konkursach i działała na rzecz rozwoju całej miejscowości. To właśnie jej działalność sprawiła, iż Zalipie zaczęło stopniowo wyrastać ponad inne ośrodki malarstwa Powiśla Dąbrowskiego. Po jej śmierci w 1974 roku znaczenie jej dorobku nie zmalało. Wręcz przeciwnie: jej zagroda została zachowana i przekształcona w placówkę muzealną. Dzisiaj Zagroda Felicji Curyłowej jest oddziałem Muzeum Ziemi Tarnowskiej i stanowi jedno z najważniejszych miejsc związanych z historią zalipiańskiej sztuki.








Warto ją odwiedzić nie tylko po to, żeby podziwiać piękne wnętrza. W zachowanej zagrodzie można zobaczyć, jak wyglądało codzienne życie mieszkańców wsi i jak malarstwo przenikało adekwatnie każdą jego dziedzinę. Są tutaj tradycyjne wnętrza, meble, naczynia, wycinanki, ozdoby z bibuły, stroje, a przede wszystkim charakterystyczne malatury. Szczególnie interesująca jest kuchnia z piecem pokrytym wielobarwnymi, roślinnymi ornamentami. Obok domu Curyłowej znajduje się także chata Stefanii Łączyńskiej oraz tak zwana chata biedniacka, pokazująca, iż sztuka zalipiańska nie była zarezerwowana wyłącznie dla najbogatszych gospodarstw.






To nie jest skansen, tylko żywa wieś
Zalipie nie kończy się zresztą na muzealnej zagrodzie. To żywa, funkcjonująca wieś. Nie przyjeżdża się tutaj do sztucznego skansenu, by obejrzeć kilka ozdobionych budynków. Malowane motywy są częścią rzeczywistej przestrzeni Zalipia. Można je znaleźć na budynkach mieszkalnych i gospodarczych, przy remizie, szkole, przedszkolu czy kościele. Wciąż są tutaj zwyczajne domy, w których ktoś mieszka, prowadzi gospodarstwo i po prostu żyje. Sztuka ludowa nie została więc całkowicie zamknięta za muzealną szybą. przez cały czas funkcjonuje w przestrzeni, dla której pierwotnie powstała. Z tym wiąże się również jeden z najbardziej interesujących aspektów Zalipia, czyli przekazywanie tradycji. To nie jest rekonstrukcja dawnego zwyczaju wykonywana przez animatorów kultury na potrzeby turystów. Oczywiście współczesna turystyka ma tutaj ogromne znaczenie, ale samo malowanie pozostaje elementem lokalnej tożsamości.






Ważną rolę odgrywa również konkurs „Malowana Chata”. Organizowany od 1948 roku należy do najdłużej trwających konkursów dotyczących tradycyjnej sztuki ludowej w Polsce. Współcześnie w przedsięwzięciu uczestniczą twórcy z kilkunastu miejscowości Powiśla Dąbrowskiego, a jury odwiedza zgłoszone gospodarstwa i ocenia wykonane dekoracje. W okolicach Bożego Ciała mieszkańcy odnawiają stare malowidła albo tworzą nowe, dzięki czemu wieś co roku może wyglądać nieco inaczej.




Kaplica św. BłażejaCo urzekające dla mnie jako Ślązaczki, w Zalipiu można znaleźć także motywy, które wychodzą poza najbardziej typowe skojarzenie z kwiatami. W jednej z chat znajduje się między innymi grafika z napisem „Szczęść Boże Górnikom”. Zwróciłam na nią szczególną uwagę. Od dawna powtarzam bowiem, iż górnictwo w naszych okolicach to nie tylko Śląsk – zarówno ten Górny, jak i Dolny, zarówno znajdujący się dziś w Polsce, jak i po czeskiej czy niemieckiej stronie granicy. Górnictwo ma również swoją historię w Małopolsce, wystarczy wspomnieć choćby Zagłębie Dąbrowskie. Tym razem jednak nie przyjechałam do Zalipia szukać przemysłowych śladów. Potraktowałam ten niewielki element jako miłe przypomnienie, iż choćby w miejscu tak silnie kojarzącym się z tradycyjnym roślinnym zdobnictwem można odnaleźć zupełnie inne opowieści.

Bibliografia
Bartosz, A., & Bartosz, A. (2005). Zalipie: Wieś malowana. Muzeum Okręgowe w Tarnowie.
Muzeum Ziemi Tarnowskiej. (2026). Ciekawostki z Zalipia – o tradycji malowania domów. Muzeum Ziemi Tarnowskiej.
Muzeum Ziemi Tarnowskiej. (2026). Zagroda Felicji Curyłowej w Zalipiu. Muzeum Ziemi Tarnowskiej.
Muzeum Ziemi Tarnowskiej. (2026). Stała ekspozycja – Zagroda Felicji Curyłowej w Zalipiu. Muzeum Ziemi Tarnowskiej.
Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi. (2021). Felicja Curyłowa – prekursorka malowania chat w Zalipiu. Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi.
Seweryn, T. (red.). (1957). Sztuka ludowa w Polsce. Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne.
Zespół Malarek z Zalipia. (1978). Nagroda im. Oskara Kolberga. Nagroda Kolberga.




