Podwójne życie mojego partnera

polregion.pl 5 godzin temu

Czułam pustkę w piersi, gdy odezwałam się spokojnym głosem, zimnym jak zimowe powietrze. Wewnątrz jednak wszystko wrzało niczym ukrop.

— Znowu nie nocowałeś w domu, Jakubie.

— Ja… no wiesz, Elu, w klinice istny armagedon. Przyjęliśmy pilnego pacjenta…

— Pacjenta? — uśmiechnęłam się gorzko. — Tylko dlaczego twoja koszula pachnie kobiecymi perfumami, a w telefonie widzę, iż o trzeciej w nocy wchodziłeś na Instagram?

Milczał. Spuścił wzrok. Potem, jak zwykle, pocierał nasadę nosa, westchnął i jął się tłumaczyć.

— Wszystko ci wytłumaczę. Tylko nie zaczynaj. Nie teraz, dobrze?

Nie zaczęłam. Choć strasznie chciałam krzyczeć. Cisnąć w niego tą właśnie koszulą. Zadrasnąć jego dumę. Ale… powstrzymałam się.

Byliśmy małżeństwem od dziewięciu lat. Wszystko było… jak u ludzi: kredyt mieszkaniowy, dziecko w trzeciej klasie, wspólne konto w banku i poranny zwyczaj parzenia sobie kaw. Od pół roku jednak tę kawę parzyłam już tylko ja, sama dla siebie.

On albo wyjeżdżał wcześniej, niby do szpitala, albo wracał później. Czasem „zostawał na dyżurze”. Moje serce wyczuwało jednak: to nie był żaden bohater w białym kitlu. To był kłamca. I miał kogoś jeszcze.

W kuchni zagotował się czajnik. Stałam przy oknie, patrząc jak sąsiad całuje żonę wychodząc do pracy. Jak muska córkę po głowie. Ogarnęło mnie uczucie krzywdy, aż zadrżałam: a ja? co ja mam?

Dlaczego mnie tak nie jest?

Pierwsze sygnały przeoczyłam. Były subtelne, wręcz mistrzowskie. Najpierw wyłączył lokalizację: „telefon się wiesza”. Przestał zostawiać rzeczy w łazience: „sterylność, sama rozumiesz, lekarz”. choćby w domu nie wypuszczał telefonu z ręki.

— Elu, no nie nakręcaj się — powtarzał. — Przecież wiesz, jak bardzo cię kocham. Jaka inna kobieta? Nie mam choćby siły dla ciebie, nie mówiąc o innych.

Gdy brał prysznic, wzięłam jego telefon. Hasło znałby choćby kot w naszym mieszkaniu. Ale w komunikatorach – pustka. Albo wszystko usunął, albo pisał gdzie indziej. Instagram? Kilka podpisanych stron piłkarskich i paru lekarzy.

Nie byłam jednak wczoraj urodzona. I nie byłam osobą, którą można wodzić za nos.

„Jeśli nie możesz schwytać prawdy, znajdź tego, kto ją zna”.

Pomyślałam, iż tą prawdą może być… jego młodszy brat – Staś. Ten sam, z którym Jakub ostatnio często „wychodził wieczorami”.

— Cześć, Stasiu. Mam do ciebie parę pytań.

— O, Ela! Cześć! Coś się stało?

— Spotykałeś się wczoraj z Kubą?

— Eee… — chłopak się zmieszał. — No… jakby tak…

Jasne. „Jakby tak”. Aha.

— Stasiu, nie odgrywaj teraz „przyjaciela rodziny”. Po prostu powiedz – był z tobą?

— Nie — wydusił. — Przepraszam, nie mogę już go kryć.

Zastygłam. Już się wydało.

— Więc ma inną kobietę?

Staś spuścił oczy.

— Niezupełnie…

— To co w takim razie?

Zawahał się.

— Ela, na pewno chcesz wiedzieć wszystko?

Poczułam, jak krew uderza mi do głowy.

— Mów. Natychmiast. Teraz.
Nie zwlekaj.

— On nie po prostu z inną… Ela, on żyje podwójnym życiem. Ma w innym dzielnicy… drugą rodzinę. Kobietę. I… syna. Ma trzy latka.

Zdrętwiałam na wskroś. Świat jakby ucichł.
Chyba jednocześnie oniemiałam i ogłuchłam. Staś coś gderał, wyjaśniał, ale jego słowa przebijały się jak przez watę.
Syn. Jakub ma syna.
Znaczy, kłamał od trzech lat. TRZY LATA. Ja w tym czasie woziłam naszego Darka na kółka zainteresowań, prasowałam jego koszule, gotowałam mu ulubioną lazanię i wierzyłam, iż to trudny okres w pracy. Naiwna. Śmieszna. Żona-ogłupiona z pierwszego stopnia.

— Gdzie mieszka? — spytałam Stasia już bez łez i drżenia.

— Ela… nie rób głupstw.

— Gdzie. Ona. Mieszka? — powtórzyłam, patrząc mu prosto w oczy.

Uległ.

— Mają mieszkanie w Wilanowie. Wynajmuje. Czasem jak ci mówi, iż zostaje u mnie, to sam do nich jedzie.

— A ona wie o mnie?

— Oczywiście. Ale… powiedział jej, iż żyjecie jak sąsiedzi. Że trzymacie się razem tylko dla syna.

Tak, „trzymacie się”. Słuchaj, Jakubku, zaraz ci pokażę jak się „trzyma”. W środku wszystko we mnie wrze i szaleje. Musiałam się pohamować.

Wieczorem przygotowywałam kolację jak zwykle. Darek odrabiał lekcje w kuchni, a ja kroiłam sałatkę. Wszystko wyglądało jak z dobrej reklamy rodzinnej sielanki. Tylko ja byłam już kimś innym.

Gdy Jakub wrócił z pracy, powitałam go jak
Kiedy Damian zaproponował, by kontynuować rozmowę przy kawie, skinęłam głową, wiedząc, iż tym razem żadna burza nie zaskoczy mnie bez parasola.

Idź do oryginalnego materiału