Podstawiona – Historia Sofii Andrzejewny i Mileny: Nowa Koleżanka w Dziale Logistyki, Która Okazała Się Młodą Wilczycą, a Szef Musiał Podjąć Decyzję o Zwolnieniach – Opowieść o Zaufaniu, Ambicji i Goryczy w Polskiej Firmie

newskey24.com 5 godzin temu

Pani Zofia, proszę poznać. To Milenka, nasza nowa pracowniczka. Będzie w pani dziale.

Zofia oderwała wzrok od monitora i zobaczyła dziewczynę, nie więcej jak dwadzieścia parę lat. Jasne włosy związane w schludny kucyk, na twarzy szczery, trochę nieśmiały uśmiech. Milenka stała niepewnie, ściskając w ręku cienką teczkę z dokumentami.

Miło mi bardzo dziewczyna lekko pochyliła głowę. Tak się cieszę, iż mnie przyjęliście. Obiecuję, będę się starać.

Szef, pan Jerzy Pawlik, już był przy wyjściu, ale zatrzymał się jeszcze przy drzwiach.

Pani Zofio, dwadzieścia lat w logistyce, da się pani świetnie radę. Proszę wdrożyć Milenkę w temat. Pokazać jej wszystko: system, trasy, całą współpracę z przewoźnikami. Za miesiąc ma ogarniać swój rewir samodzielnie.

Zofia kiwnęła głową, przyglądając się nowej. Dwadzieścia trzy lata gdyby miała dzieci, mogłaby być w tym wieku. A tak, pięćdziesiąt pięć lat na karku, pogodziła się już z tym, iż rodzina została niespełnionym marzeniem. Została praca, mieszkanie z pelargonią w oknie i kot Puszek.

Usiądź koło mnie wskazała sąsiednie biurko. Ogarnijmy to razem.

Pierwszy tydzień Milenka myliła kody przewoźników, zapominała wpisać dane do rejestru. Zofia cierpliwie poprawiała, tłumaczyła jeszcze raz, rysowała na kartkach proste schematy.

Widzisz, tu wpisałaś Szczecin, a ładunek jedzie do Szczecinka. To ponad 150 kilometrów różnicy, łapiesz?

Milenka aż cała się czerwieniła, przepraszała, poprawiała i znów popełniała błąd, tylko już w innym miejscu.

Pod koniec drugiego tygodnia szło wyraźnie lepiej. Milenka chwytała wszystko w lot, zapisywała każde słowo Zofii w swoim podniszczonym notesie z kotami na okładce.

Pani Zofio, czemu nie współpracujemy z tym przewoźnikiem? Ceny mają niezłe.
Dwa razy zawalili terminy. Reputacja ważniejsza niż promocja, zapamiętaj.

Milenka kiwała głową, notowała. A potem nagle spytała:

To pani piecze te drożdżówki? Tak cudnie pachnie od pani pojemnika.

Zofia się uśmiechnęła. Następnego dnia przyniosła większy pojemnik z kapuśniakami. Milenka zajadała podczas przerwy obiadowej, jakby dostała coś wyjątkowego.

Moja babcia tak piekła wymiatała ostatnie okruszki z biurka. Dwa lata temu zmarła. Bardzo tęsknię.

Zofia położyła dłoń na jej szczupłych palcach. Milenka nie odsunęła ręki, wręcz przeciwnie podziękowała uśmiechem.

Potem były szarlotka, serniczki, miodownik, który Milenka uznała za najlepsze ciasto w swoim życiu. Zofia zorientowała się, iż piecze specjalnie więcej żeby mieć czym ją poczęstować. Takie dziwne, dawno zapomniane ciepło pojawiło się gdzieś w środku.

Pani Zofio, mogę zapytać o coś prywatnego?
Wal śmiało.
Chłopak poprosił mnie o rękę. Ale jesteśmy razem dopiero pół roku. Myśli pani, iż to za wcześnie?

Zofia odłożyła papiery. Długo patrzyła jej w oczy pełne niepokoju.

Jak masz wątpliwości to za wcześnie. Jak spotkasz adekwatną osobę, nie będziesz pytać nikogo.

Milenka odetchnęła z ulgą, jakby Zofia zdjęła jej z ramion ogromny ciężar.

Pod koniec trzeciego tygodnia Milenka sama rozmawiała z przewoźnikami, weryfikowała trasy, naprawiała cudze pomyłki. Zofia obserwowała ją z cichą dumą udało się. Wychowana od podstaw.

Jest pani dla mnie jak mama wyznała kiedyś Milenka. Tylko lepsza. Moja zawsze mnie krytykuje, a pani wspiera.

Zofia mrugnęła i odwróciła się do okna.

No już, do roboty.

Ale uśmiech nie schodził jej z twarzy do wieczora.

Milenka rozwinęła się niesamowicie przez ten miesiąc. Zofia widziała, jak pewnie rozmawia przez telefon z firmami, jak błyskawicznie obrabia zgłoszenia, jak sprawnie porusza się po bazie danych. Przerosła oczekiwania.

…Na naradzie w piątek pan Jerzy był wyraźnie poddenerwowany. Siedział na czele stołu, bawił się ołówkiem i długo milczał, zanim w końcu się odezwał.

Sytuacja jest trudna rozejrzał się po wszystkich. Rynek się załamał, trzech dużych klientów przeszło do konkurencji. Zarząd zdecydował o konieczności redukcji zatrudnienia.

Zofia wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z koleżankami. Każdy wiedział, co znaczy redukcja. Zwolnienia.

Decyzje w sprawie każdego działu będą zapadać w ciągu miesiąca dodał Jerzy. Na razie pracujemy jak dotąd.

Po naradzie Zofia wróciła do siebie, kątem oka zerkając na Milenkę. Ta siedziała przed monitorem, ale palce zawisły bez ruchu nad klawiaturą.

Pięćdziesiąt pięć lat. Zofia dobrze znała matematykę. Miała jedną z najwyższych pensji w dziale, najdłuższy staż, więc i odprawa przyzwoita. Księgowość pewnie już wyliczyła idealny kandydat na zwolnienie. Bolało, było przykro, ale poradzi sobie. Niedługo emerytura, oszczędności są, mieszkanie dawno spłacone.

Ale Milenka… Dziewczyna się zmieniła. Przestała żartować na przerwach, już nie prosiła o dokładkę szarlotki, wzrok miała gdzieś daleko, gdy Zofia coś do niej mówiła.

Milenko, co jest? Zofia przysiadła na rogu jej biurka. Martwisz się przez zwolnienia?

Milenka drgnęła, skrzywiła uśmiech.

Nie, wszystko w porządku. Tylko się zmęczyłam.

Ale Zofia widziała nie jest dobrze. Oj, biedna dziewczyna. Ledwie zaczęła, a tu taka niepewność. To niesprawiedliwe.

Dwa tygodnie ciągnęły się w atmosferze niepokoju. Ludzie szeptali po kątach, zgadywali, kogo zdejmą jako pierwszego. Milenka pracowała w ciszy, skupiona. Zofia kilkukrotnie zauważyła dziwny jej wzrok ale zganiała to na ogólne napięcie.

W czwartek po obiedzie błysnęło na firmowym komunikatorze: Pani Zofio, proszę do gabinetu dyrektora.

Zofia podniosła się, poprawiła marynarkę. No, to wszystko. Dwadzieścia lat w firmie i czas się pożegnać. Była już psychicznie gotowa na tę rozmowę.
Stanęła w progu i na chwilę zamarła.

W fotelu naprzeciwko Jerzego siedziała Milenka. Plecy proste, teczka na kolanach, twarz bez wyrazu.

Proszę, niech pani siada Jerzy wskazał miejsce. Musimy porozmawiać o czymś ważnym.

Zofia usiadła, patrząc to na szefa, to na Milenkę. Dziewczyna nie spotkała jej wzrokiem.

Milenka bardzo się zaangażowała Jerzy rozłożył przed sobą papiery. I wykryła sporo poważnych błędów. W pani dokumentach, pani Zofio.

Zofii przestało bić serce. Umysł nie mógł połączyć faktów: Milenka, kotki na notesiku i błędy. Ta sama Milenka, co pochłaniała jej ciasta i radziła się w sprawach sercowych.

Przeanalizowałam dane z ostatnich ośmiu miesięcy Milenka wreszcie się odezwała, ale mówiła tylko do Jerzego, jakby Zofii nie było w pokoju. Znalazłam jedenaście istotnych rozbieżności w dokumentacji. Błędne kody tras, rozbieżności w listach przewozowych, pomylone daty wysyłek.

Wyjęła z teczki wydruki, w których żółtym markerem zaznaczono najważniejsze pozycje. Zofia poznała swój charakter pisma na marginesie części z nich.

Uważam, iż poradzę sobie z tym działem lepiej kontynuowała Milenka spokojnym, urzędowym tonem. Pani Zofia oczywiście ma ogromne doświadczenie, ale nie da się ukryć, iż czas robi swoje. Dla firmy ekonomiczniej jest zostawić mnie niższa pensja, wyższa wydajność. To zwykła kalkulacja.

Jerzy oparł się wygodniej, stukał palcami w blat.

Co pani powie na to, pani Zofio?

Zofia powoli wstała, podeszła bliżej, wzięła dokumenty. Przejrzała na gwałtownie zaznaczone fragmenty. Błędy, które równie dobrze mogły nimi nie być.

Nie będę się tłumaczyć Zofia odłożyła wydruki. Przez dwadzieścia lat nauczyłam się jednego: nie da się idealnie zrobić wszystkiego na każdym kroku. Liczy się efekt towary są na czas, klienci zadowoleni, pieniądze na koncie.
Ale takie błędy mogą doprowadzić do katastrofy! Milenka pochyliła się nagle do przodu, w głosie zabrzmiała emocja. Staram się dla firmy, chcę pomóc!

Jerzy z lekka się uśmiechnął. Niezłośliwie, bardziej ze zmęczeniem kogoś, kto już przeżył takie historie.

Wie pani, Milenko, jakich pracowników nie potrzebujemy? Takich, którzy gotowi są podłożyć kolegę, żeby samemu zyskać.

Milenka zbladła.

O tych błędach dobrze wiem dodał szef. To nie są prawdziwe błędy. To lata doświadczenia, umiejętność omijania bezsensownej papierologii, przyspieszania, gdy system kuleje. Formalnie czasem to wygląda jak nagięcie procedur, ale w rzeczywistości to mistrzostwo. Po prostu jeszcze nie rozumiesz różnicy.

Milenka mocniej ścisnęła podłokietniki fotela.

Pracujesz jeszcze dwa tygodnie i się żegnamy szef zamknął teczkę. Masz mi do końca dnia zostawić wypowiedzenie.
Proszę jej głos załamał się prawie do szeptu. Nie chciałam Potrzebuję tej pracy, mam kredyt, dopiero zaczynam
Trzeba było pomyśleć wcześniej. Jesteś wolna.

Milenka wstała, teczka wypadła jej z rąk, dokumenty porozrzucały się po podłodze. Na kolanach zbierała je, nie podnosząc głowy, twarz miała całą we łzach.
Wyszła bardzo cicho, niemal bezgłośnie.

No widzisz, Zofio, pokiwał głową Jerzy o mało co, a dziewczyna by cię usunęła. Przyjęłaś pod skrzydła żmiję.

Zofia milczała. Miała w środku pustkę i echo.

Pracujesz tu, póki firma się nie zwinie dodał. Takich specjalistów się nie zostawia. Jasne?

Kiwnęła głową, wyszła z gabinetu.

Milenka siedziała cały czas przy swoim biurku, wgapiając się w monitor. Kiedy Zofia przechodziła obok, Milenka spojrzała na nią spojrzeniem lodowatym, przez mokre rzęsy.
Zofia nie odwróciła się. Usiadła przy swoim biurku, znów odpaliła program do pracy.
Drożdżówki w pojemniku zostały nietknięte aż do końca dnia.

Idź do oryginalnego materiału