Podobno zmiękłem.
Przynajmniej tak twierdzą niektórzy czytelnicy (niewielu bo niewielu, ale jednak).
Nadeszła więc pora, abym się do tego odniósł. Raz, a porządnie.
Zacznę (a jakże) od prostej prawdy: tekst pisany jest martwy. Pozostaje taki sam niezależnie od tego, co dzieje się z człowiekiem, który go napisał. Jest to o tyle problematyczne, iż możesz przeczytać coś sprzed 10 lat i uznać, iż autor dalej tak myśli.
A czy tak jest w rzeczywistości?
Nie zawsze.
Wiedz, iż założyłem bloga dobre 7 lat temu (niesamowite, iż minęło już tyle czasu). Byłem mniej więcej w połowie drogi do trzydziestki, czyli ciągle młody. A z młodością idzie w parze wybujałe ego i młodzieńczy ogień, który (jeśli źle ukierunkowany) potrafi być bezlitosny.
I właśnie to widać w wielu moich starszych tekstach. Są ostre. I bezlitosne.
Nie wszystkie, ale część na pewno.
Czy to znaczy, iż chciałbym się teraz odciąć od wszystkiego, co kiedyś napisałem?
Nie. Wciąż podpisałbym się pod większością tematów dotyczących męskości. Zawierają wiele prawdy, chociaż dzisiaj pewnie przekazałbym ją nieco innym językiem.
Jeśli zaś chodzi o inne tematy…
No, tu już bywa różnie.
Nie da się ukryć, iż przez lata moje myślenie ewoluowało. Wiele dawnych przekonań poszło na śmietnik, gdzie ich miejsce. Tak się dzieje, gdy człowiek stara się dążyć do prawdy, co bywa bolesne, bo prędzej czy później zmusza do zmierzenia się ze swoimi (czasem głupimi) wierzeniami.
Poza tym powiedzmy sobie szczerze: gdybym w tej chwili dalej tkwił mentalnie na poziomie dwudziestoparolatka, mógłbym sam siebie oficjalnie nazwać idiotą.
Teraz ktoś mógłby zapytać: “to dlaczego ciągle trzymasz na stronie teksty, które już nie oddają tego, co myślisz?”
Prawdę mówiąc, myślałem o ich usunięciu. Kilka na przeciągu lat zdjąłem (ale kilka — można by je zliczyć na palcach jednej ręki).
Jednak finalnie bardziej skłoniłem się w stronę przekonania, iż zachowanie pełnej treści bloga może stanowić swoisty testament tego, jak Bóg potrafi zmienić serce mężczyzny. I ciągle to robi.
Ale kto wie, może kiedyś zmienię zdanie i zacznę korygować (lub usuwać) starsze treści.
Swoją drogą myślałem, iż tłumaczenie pewnych kwestii w nowych tekstach, aktualizacja informacji o blogu i DODANIE KRZYŻA rozrywającego stare logo wystarczy, ale widocznie nie wystarcza. Przynajmniej nie wszystkim, bo nieraz muszę tłumaczyć po raz n-ty te same rzeczy.
Inna sprawa jest taka, iż przez te lata wysłuchałem wielu ludzi. Mężczyzn i kobiet (tak, kobiety również zgłaszały się do mnie z problemami; też mnie to na początku dziwiło).
Poznałem więc wiele historii. Czasem rodem z horroru, które mrożą krew w żyłach.
Nie będę tutaj podawał przykładów, bo nie miejsce i czas na to.
Ale wiedz jedno: to zmienia perspektywę. Naprawdę nie mam już ani siły, ani ochoty brać udziału we wzajemnym przerzucaniu się winą i licytowaniu, kto jest gorszy: mężczyźni czy kobiety. Nie będę więcej dokładał swojej cegiełki do tej wojny.
Jest dobro i jest zło. Jest prawda i jest kłamstwo.
I tyle wystarczy.
Do przeczytania w kolejnym tekście, który pojawi się nie wiem kiedy






