Podkład: Klucz do Perfekcyjnej Makijażu w Polskiej Kulturze Urody

newsempire24.com 1 tydzień temu

9kwietnia 2025r.
Czy to naprawdę Ty, Marzena? zdziwiłam się, gdy otworzyła drzwi. Minął rok, odkąd nie widziałyśmy się, a ona nagle zadzwoniła, zaprosiła mnie do siebie. Marzena zawsze była krągła, nie przejmowała się tym: wyszła za mąż za swojego ukochanego, urodziła synka, nigdy nie zaznała biedy. Teraz stała przed mną chuda, wyczerpana, z ciemnymi kręgami pod oczami.

Ile już schudłaś? spytałam, nie kryjąc zdumienia.
Dwadzieścia kilogramów, wchodź wskazała na kuchnię. Waga wciąż spada. Myślisz, iż jestem z tego zadowolona? Dlatego Cię wezwałam.

Gdybyś nie wiedziała przyczyny, nie ja, a Twoja przyjaciółka Zuzanna, która studiuje medycynę, powinna była przyjść.
Badania wykonałam, powiedziała, nalewając herbatę i patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Wszystkie wyniki w normie, nic nie wykryto. Pamiętasz, jak opowiadałaś kiedyś historię o swojej koleżance z roku pierwszego, Ninie? Lekarze też jej nic nie znaleźli.

Tak, pamiętam, odparłam. Było to trudne, ale nie wierzyłaś wtedy w te rzeczy.

Kiedyś nie wierzyłam, a teraz nie wiem już, w co wierzyć, a w co nie.

Opowiadaj, potrzebuję wiedzieć, co się naprawdę stało.

To wszystko zaczęło się pół roku temu zaczęła Marzena. Stałam w kuchni, kroiłam ogórki do sałatki i nagle poczułam, iż czas się zatrzymał. Kroję i kroję, a ogórek się nie kończy. Zawsze byłam sceptyczna wobec rzeczy niematerialnych.

interesujące wprowadzenie pomyślałam, uwielbiając tajemnice. Usiadłam wygodniej, czekając na dalszy ciąg.

Nie zdążyłam się zorientować, co się dzieje, jak usłyszałam dzwonek do drzwi, który wyrwał mnie z letargu. W spojrzeniu w wizjer nikogo nie było. Pomyślałam, iż chłopaki może się bawią. Otworzyłam drzwi leżała tam paczka. Delikatnie odsunęłam ją stopą, ale wewnętrzny głos kazał zajrzeć do środka.

Otworzyłam i znalazłam starą ikonę.

Stara, naprawdę stara potwierdziła Marzena, widząc moje pytanie. Mój wujek Paweł, który prowadzi antykwariat w Krakowie, potwierdził jej autentyczność. Zaproponował mi sporo złotych, ale nie sprzedał.

A Ty? zapytałam, bo Marzena nigdy nie chodziła do kościoła.

Przypomniałam sobie opowieść babci o cudownej ikonie przy świętym źródle w Bolesławcu. Ikona sama pojawiała się przy źródle, trzykrotnie wprowadzano ją do kościoła, a ona zawsze wracała do wody. Pomyślałam, iż skoro ikona wybrała mnie, niech zostanie u mnie.

Niesamowite odparłam. Nigdy nie słyszałam, by w dzisiejszych czasach ikona sama wybrała właściciela.

Po tygodniu zaczęły się dziwne rzeczy mruknęła Marzena, przewracając głowę. Najpierw nasz kot, Rudy, zniknął. Był młody, zdrowy, miał wszystkie szczepienia, a ja go szukałam, wołałam, ale nie pojawiał się. Zakopaliśmy go na cmentarzu zwierząt. Nagle zadzwoniła mama z pogotowia: wypadła i złamała nogę. Dzwoniłam do męża, ale on właśnie stracił pracę i został z ofertą niskopłatnego zatrudnienia.

Słyszałam, Marzena przerwałam, czy nie wydaje Ci się, iż te nieszczęścia przychodzą razem z ikoną?

Wszystko tak twierdzili, ale nie wierzyłam. Kiedy ktoś proponował pozbycie się ikony, czułam zazdrość, myślałam, iż wszyscy mi zazdroszczą, iż mam coś tak cennego.

To nie przypadek zauważyłam. Paczka pod drzwiami to podszycie!

Czy naprawdę można zrobić podszycie z ikony? wahała się Marzena. Na niej jest wizerunek Matki Bożej.

To będzie nasz cel do wyjaśnienia pomyślałam, po czym poprosiłam ją, by opowiedziała dalej.

Potem mój syn, Jacek, zachorował i leżał w szpitalu miesiąc. Ja zaczęłam chudnąć, myśląc, iż to stres, bieganie między sklepami, gotowanie, wizyty w szpitalu i nowa praca męża, który zarabia teraz o połowę mniej niż wcześniej. Po wypisaniu Jacek wrócił do zdrowia, a ja ciągle tracę na wadze. Przypomniałam sobie przypadek Niny, której lekarze też nic nie znaleźli.

Dokładnie, potwierdziłam. Słuchaj dalej.

Przed obroną dyplomu ja, moja przyjaciółka Tekla i jej kuzynka Nina zorganizowałyśmy piknik nad Wisłą. Każda z nas miała chłopaka. Zgodził się do nas przyjechać, pod warunkiem, iż nocujemy w namiotach przy brzegu.

W drodze zgubiliśmy się w lesie. Nina pierwsza znalazła na gałęzi jedwabny szalik, zawiązała go sobie na szyję i natychmiast odkryła ścieżkę prowadzącą do rzeki.

To nie zwykły szalik żartowała.

Lepiej nie brać cudzych rzeczy obawiała się Tekla.

Kto go zgubił, nie wiem odparła Nina, zachowując szalik.

Zrelaksowaliśmy się przy ognisku, złowiliśmy ryby, zrobiliśmy zupę, śpiewaliśmy piosenki, a rano, kiedy wracaliśmy, Nina zaczęła słabnąć, a jej głowa bolała. Kostia, jej chłopak, nosił ją na rękach.

Nina zaczęła tracić siłę, nie zdała egzaminów, a uczelnia ją odwołała. Badania nie wykazały nic. Poszłam do jej matki i poprosiłam o szalik. Matka dała mi go, a ja pojechałam z nim do Krotowszczyzny, małej wsi, gdzie mieszkała uzdrowicielka Ustynia, znana z leczenia niewyleczalnych.

Ustynia spojrzała na zdjęcie Niny i szalik, po czym stwierdziła:
Choroba nie jest fizyczna, to energia przeniesiona przez szalik. To podszycie. Dlatego nie da się jej znaleźć w badaniach. Daję napar z ziół, a po wypiciu Nina natychmiast się ożywiła i niedługo wróciła do domu.

Może powinniśmy pojechać z tą ikoną do Ustyni? podniosła głowę Marzena.

Tak zrobiłyśmy, ale Ustyni już nie było przybyłyśmy na jej pogrzeb. Poznałyśmy jej córkę, siostrzenicę Marię, zakonnicę, która przyjęła ikonę do święconej wody, odmówiła się za nią w kościele.

Maria poleciła, by ikona została przekazana do parafii pod wezwaniem Matki Bożej w Krakowie. Marzena spełniła to, a wszystkie nieszczęścia zniknęły. Odbudowała zdrowie, odzyskała wagę, niedługo urodziła córkę, którą nazwała Małgorzatą.

Patrząc wstecz, zastanawiam się, ile jeszcze w naszym życiu kryje się niewidzialnych podszyć. Może niektóre z nich czekają, byśmy je odkryły, zanim znowu znikną w cichym szelestie.

Zapisuję to wszystko, bo chcę pamiętać, iż wiara i odwaga potrafią odmienić najgłębsze cienie.

Z wyrazami niepewności i nadziei,
A.

Idź do oryginalnego materiału