Podczas rozwodu bogaty mąż postanowił zostawić żonie opuszczone gospodarstwo położone na odludziu, p…

polregion.pl 5 dni temu

Podczas rozwodu zamożny mąż postanowił przepisać na żonę zapomnianą, porzuconą wiejską posiadłość gdzieś na odludziu. Jednak po roku stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał.

Zbyszek, dobrze wiesz, iż nie potrzebuję tu twojej obecności powiedziała stanowczo Zuzanna. Myślę, iż powinieneś wrócić do Warszawy.

O jakim mieście mówisz? Westchnął zmęczony. Została zdradzona przez człowieka, któremu ufała najbardziej na świecie, już nie miała siły na awantury. Ich wspólne życie budowali od zera. Zbyszek wniósł do małżeństwa zaledwie mały pokoik z bloku, zaś Zuzanna to jej spryt i pracowitość pomogły im osiągnąć sukces. Ciasne mieszkania, skromne życie, ciągłe przeprowadzki dopiero po latach osiągnęli względną stabilizację.

Z czasem Zbyszek poczuł się jak pan i władca. Sprytnie przepisał cały majątek na siebie, by po rozwodzie Zuzanna nie dostała niczego. Kiedy był już pewien swego, to on złożył pozew.

I to twoim zdaniem jest uczciwe, Zbyszek? zapytała rozczarowana.

Wzruszył ramionami z obojętnością.
Nie zaczynaj znowu. Od dawna przecież nic nie dajesz od siebie. Wszystko jest na mojej głowie, a ty nic nie robisz.

To ty nalegałeś, żebym odpoczęła i zadbała o siebie odpowiedziała spokojnie.

Zbyszek westchnął zirytowany.
Mam już dość tych bezsensownych rozmów. Słuchaj, pamiętasz może o tej starej gospodarce, co kiedyś odziedziczyłem po byłym szefie, panu Szymczaku? Zmarł i przekazał mi ten kawałek nieużytku. Idealnie się dla ciebie nada, a jeżeli nie chcesz go wziąć, nie dostaniesz nic.

Zuzanna uśmiechnęła się cierpko. Już wiedziała, o co chodziło. Dwanaście lat razem, a czuła, iż całe życie spędziła z obcym człowiekiem.

W porządku, ale jeden warunek: gospodarstwo ma być oficjalnie przepisane na moje nazwisko.

Żaden problem. Zaoszczędzę na podatkach odparł z kpiącym uśmiechem.

Zuzanna nie powiedziała już ani słowa. Spakowała swoje rzeczy i wyniosła się do hotelu. Wiedziała, iż musi zacząć od nowa, cokolwiek ją czeka czy to opuszczona ruina, czy kawałek jałowej ziemi, przekona się na miejscu. jeżeli uzna, iż nie warto, wróci do miasta lub spróbuje czegoś innego, by odbudować życie.

Do auta zabrała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, resztę zostawiając Zbyszkowi i jego nowej partnerce. jeżeli miał nadzieję, iż jej doświadczenie i rozum jakkolwiek się przydadzą, bardzo się mylił. Nowa dziewczyna Zbyszka, którą Zuzanna widziała kilka razy, wydawała się bardziej wyniosła niż bystra.

Zbyszek wręczył jej dokumenty z ironicznym uśmieszkiem.
Powodzenia.

Wzajemnie odparła spokojnie Zuzanna.

I pamiętaj, żeby podesłać mi zdjęcia krów! zaśmiał się szyderczo.

Nie odpowiadając, Zuzanna zamknęła drzwi samochodu i odjechała. Gdy mijała tablicę z nazwą miasta, łzy popłynęły jej po policzkach. Nie wiedziała, ile czasu płakała, aż ciche pukanie w szybę wyrwało ją z zamyślenia.

Wszystko w porządku, kochana? spytała łagodnie starsza kobieta. Ja i mój mąż widzieliśmy, iż stoisz tu już od dłuższej chwili.

Zuzanna spojrzała na kobietę, potem zerknęła w lusterko niedaleko była stara wiata przystanku autobusowego. Uśmiechnęła się blado.

Tak, już dobrze, po prostu poczułam się przytłoczona.

Kobieta skinęła wyrozumiale głową.
Wracamy właśnie ze szpitala. Nasza sąsiadka leży tam sama, nikt jej nie odwiedza. Jedziesz może w stronę Torunia?

Zuzanna uniosła brwi ze zdumieniem.
Toruń? Tam jest ta farma?

Tak, choć ciężko to teraz nazwać farmą. Właściciel zmarł, nie ma się kto tym zająć. Tylko paru ludzi z okolicy opiekuje się zwierzętami z czystej sympatii.

Zuzanna lekko się uśmiechnęła.
Co za zbieg okoliczności, właśnie tam też jadę. Proszę, wsiadajcie, podwiozę was.

Starsza kobieta usiadła z przodu, a jej mąż z tyłu.

Jestem Zuzanna przedstawiła się, kierując auto.

Marianna Brzezińska, a to mój mąż Kazimierz odpowiedziała kobieta z ciepłem.

W drodze Zuzanna dowiedziała się o gospodarstwie wielu rzeczy kto podkrada, kto jeszcze dogląda zwierząt, jak fatalnie wygląda całe obejście. Gdy dotarli, zobaczyła puste pola i niemal zawalony obórkę zaledwie z kilkunastoma krowami. Mimo wszystko postanowiła zostać i zawalczyć o nowy start.

Rok później z dumą obserwowała stado osiemdziesięciu krów na zielonych łąkach. Zamieniła ruinę w prosperujące gospodarstwo. Droga była trudna musiała sprzedać biżuterię na paszę, przeznaczyć ostatnie oszczędności. Ale teraz sprzedaż rosła, jej produkty ceniono choćby w okolicznych województwach.

Pewnego dnia młoda dziewczyna, Jagoda, przyniosła jej gazetę z ogłoszeniem o ciężarówkach-chłodniach na sprzedaż w atrakcyjnej cenie. Zuzanna rozpoznała numer telefonu. To była firma Zbyszka. Uśmiechnęła się chytrze i poprosiła Jagodę, by zadzwoniła i zaoferowała 5% więcej pod warunkiem, iż pojazdy nie zostaną pokazane innym kupcom.

Kiedy Zuzanna przyjechała obejrzeć samochody, spotkała Zbyszka, który zbladł z wrażenia.

Ty je kupujesz? zapytał on z niedowierzaniem.

Tak, dla farmy, którą mi oddałeś. To już świetny interes i planujemy się rozwijać odpowiedziała spokojnie.

Zbyszek nie był w stanie wymówić słowa. Gdy jego własne życie osuwało mu się spod nóg, Zuzanna już dawno zamknęła za sobą rozdział z przeszłości.

W końcu Zuzanna odnalazła prawdziwą miłość u Jana, mechanika, który pomógł jej zmodernizować gospodarstwo. Razem obchodzili chrzest swojej córeczki, podczas gdy Zbyszek patrzył na ich szczęście z oddali, nie mogąc niczego już odzyskać.

Idź do oryginalnego materiału