Pobrałem się pół roku temu i od tamtej pory jedno wspomnienie z wesela wciąż nie daje mi spokoju – k…

newsempire24.com 1 godzina temu

Ożeniłem się pół roku temu, a od tamtej pory jest coś, co nie daje mi spokoju.

Nasze wesele odbyło się w ogrodzie. Głośna muzyka, światła, wszędzie roześmiani goście tańczący na trawie. W pewnym momencie musiałem wyjść z głównej sali przygniotło mnie to wszystko, potrzebowałem oddechu. Z daleka dostrzegłem moją żonę, Martę, i mojego najlepszego przyjaciela, Sławka. Stali osobno, tuż obok starych, parkowych toalet. Ich rozmowa zupełnie nie przypominała zwykłej wymiany zdań wyraźnie się sprzeczali.

Gesty Marty były gwałtowne, nerwowe, a Sławek miał zaciśnięte usta. choćby przez dudnienie Jesteś szalona, dobiegające z głośników, czułem napięcie tej kłótni.

Podszedłem powoli, nie dostrzegając jeszcze, iż ich obserwuję. Kiedy byłem już blisko, usłyszałem wyraźnie, jak Sławek mówi zdecydowanym głosem:
O tym więcej nie rozmawiamy.

Jego ton był nieprzyjemny. Twardy jak mróz na początku listopada.

W tym momencie zauważyli mnie. Zapytałem, o czym rozmawiają. O co chodzi.

Oni od razu się wystraszyli. Marta pierwsza opanowała nerwy i odpowiedziała, iż to nic takiego, głupoty. Sławek dorzucił, iż poszło o jakąś głupią grę słowną i zakład on coś zaproponował, ona nie była chętna, koniec tematu. Słowa płynęły z nich chaotycznie, bez sensu, byleby temat się urwał.

Od razu zmienili temat i wrócili do reszty gości z uśmiechami jak maski. Udali, iż nic się nie stało.

Przez resztę wieczoru próbowałem zachować weselny nastrój. Tańczyliśmy, wznosiliśmy toasty, rozmawialiśmy z rodziną i przyjaciółmi. Ale za każdym razem, gdy widziałem ich razem, mówili do siebie chłodno i wyraźnie unikali dłuższego kontaktu wzrokowego. Już przy mnie nie zamienili ze sobą słowa.

Tej nocy nic już nie powiedziałem.

Po weselu życie płynęło dalej. Zamieszkaliśmy razem. przez cały czas spotykaliśmy się ze Sławkiem i jego partnerką domówki, urodziny, zwyczajne spotkania. Już nigdy nie wróciliśmy do tamtego wieczoru. Nie było dziwnych sms-ów, podejrzanych rozmów, żadnych tropów, których mógłbym się uchwycić.

Została tylko ta scena.

Ale ona nie dała mi spokoju. Dokładne słowa. Ostry ton. Pośpiech, z jakim ucięli rozmowę, gdy się pojawiłem. Ich zmieszanie.

Nie mam dowodów. Nie mam żadnych wiadomości, nie było scen czy wyznań. Jest tylko ta kłótnia z dnia mojego ślubu i to okropne poczucie, iż przerwałem coś, czego nie powinienem był słyszeć.

Minęło sześć miesięcy, a ja przez cały czas o tym myślę. Nikogo nie oskarżyłem.

I teraz zastanawiam się:

Co się robi z takim cieniem wątpliwości, gdy nie masz żadnych konkretów tylko to przeczucie, iż w tamten dzień wydarzyło się coś, o czym nigdy się nie dowiem?

Idź do oryginalnego materiału