Ten makaron wzięłam na próbę, za namową męża, który trenuje i szuka wszystkiego, co ma słówko „proteinowe” na opakowaniu. Chwilami mam już dość tej kulinarnej mody (widziałam też proteinowe patelnie), ale uległam i nie żałuję. Paczuszki awansowały na stałą listę naszych zakupów. Nie kosztują fortuny, a sycą na długie godziny.