Po rozmowie z adoptowaną dziewczynką zrozumiałam, iż nie wszystko jest takie oczywiste

polregion.pl 4 godzin temu

Po rozmowie z adoptowaną dziewczynką zrozumiałam, iż nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje.

Obok mnie, na ławce, siedziała pięcioletnia dziewczynka. Machając nogami, opowiadała mi o swoim życiu:
Taty nie widziałam nigdy, bo zostawił mnie i mamę, kiedy byłam całkiem mała. Mama zmarła rok temu. Dorośli powiedzieli mi wtedy, iż „odeszła do nieba”.

Patrząc na mnie swoimi poważnymi oczami, kontynuowała:
Po pogrzebie zamieszkała u nas ciocia Iza, siostra mojej mamy. Wszyscy tłumaczyli mi, iż to szlachetne, iż nie oddała mnie do domu dziecka. Powiedzieli, iż teraz jest moją opiekunką i mam z nią mieszkać.

Dziewczynka zamilkła na chwilę, popatrzyła pod ławkę i ciągnęła dalej:
Po przeprowadzce ciocia Iza wzięła się ostro za porządki wszystkie rzeczy mamy wrzuciła do kąta i chciała je wyrzucić. Zaczęłam płakać i prosić, żeby tego nie robiła, więc mi pozwoliła zostawić je sobie. Teraz śpię właśnie w tym kącie. Wieczorem kładę się na rzeczach mamy i jest mi tam ciepło, jakby była ze mną.

Codziennie rano ciocia daje mi coś do jedzenia. Kucharką nie jest, mama gotowała o niebo lepiej, ale ciocia każe mi zjeść wszystko do końca. Nie chcę jej sprawiać przykrości, więc jem. Szanuję to, iż się starała. Przecież trudno mieć pretensje, iż nie gotuje jak mama. Potem wysyła mnie na spacer nie wolno mi wrócić do domu, dopóki się nie ściemni. Ale ciocia Iza jest bardzo, bardzo miła!

Lubi się chwalić mną przed swoimi koleżankami-ciociami. Nie znam ich, ale wpadają dość często. Ciocia wtedy razem z nimi pije herbatę, opowiada różne śmieszne rzeczy i prawi mi miłe słówka, częstując nas i mnie, i ciocie ciastkami.

Po tych słowach dziewczynka westchnęła teatralnie i mówi dalej:

No, ale wszystkich czasem słodyczy mam już trochę dość. Ciocia nigdy za nic mnie nie skrzyczała. Jest wobec mnie uprzejma. Raz choćby dostałam od niej lalkę co prawda lalka była trochę chora, bo miała uszkodzoną nogę i jedno oko stale się przewracało, ale ciocia dała! Mama nigdy mi chorej lalki nie podarowała.

Podskoczyła raptownie na jednej nodze i zawołała:
Muszę już lecieć, bo ciocia mówiła, iż dzisiaj wpadną koleżanki-ciocie, więc przedtem muszę się porządnie ubrać! Powiedziała też, iż dostanę potem pyszne ciastko. Do zobaczenia!

Zeskoczyła z ławki i pomaszerowała prędko do domu. Siedziałam jeszcze długo zamyślona, bo w głowie wciąż miałam obraz tej „dobrej” cioci Izy. Po co jej była ta cała szlachetność? Dlaczego tak zależało jej, żeby wszyscy uważali ją za anioła? Czy naprawdę można patrzeć bez emocji na dziecko, które śpi na podłodze, tuląc się do starych ubrań zmarłej mamy?

Idź do oryginalnego materiału