Po rozmowie z adoptowaną dziewczynką zrozumiałam, iż nie wszystko było takie oczywiste

polregion.pl 1 tydzień temu

Gdy rozmawiałam z przygarniętą dziewczynką, świat zaczął się rozmywać. Siedziała obok mnie na ławce w parku, ledwo pięć lat, machała nóżkami i opowiadała, jakby szeptała sekrety podnosząc się z mgły snu:

Nigdy nie widziałam taty, bo kiedy byłam malutka, zostawił nas z mamą i odszedł do innego miasta, może do Łodzi albo może do Nikąd. Rok temu mama zniknęła to znaczy umarła. Dorośli powiedzieli, iż poszła spać na zawsze.

Spojrzała na mnie wielkimi oczami, takimi, które widzą rzeczy, których dorośli nie dostrzegają, i ciągnęła dalej:

Po pogrzebie przyszła do nas ciocia Zuzanna, siostra mamy. Mówili wtedy: Jak szlachetna jest ta ciocia Zuzanna, iż nie oddała cię do domu dziecka!. Wytłumaczyli mi, iż teraz to ona jest moją opiekunką i będziemy żyły razem, tylko my dwie.

Dziewczynka umilkła na chwilę, schyliła się i zerkała za ławkę, jakby tam leżała odpowiedź. Potem zaczęła znów szeptać:

Gdy już zamieszkałam u cioci, zaczęła robić porządki wszystko, co należało do mamy, zepchnęła do kąta i chciała wyrzucić. Bardzo płakałam, prosiłam żeby tego nie robiła. Ciocia pozwoliła mi zatrzymać te rzeczy. Teraz tam śpię, wśród mamy sukien i swetrów. Przytulona do nich, nocą czuję się, jakby mama leżała obok mnie. Otulają mnie jak puchowa kołdra.

Każdego ranka ciocia Zuzanna daje mi coś do jedzenia. Gotuje… no cóż, mama gotowała lepiej. Ale ciocia nalega, żebym zawsze zjadła wszystko do końca. Nie chcę jej martwić, więc jem, bo wiem, iż się starała. To, iż gotuje inaczej niż mama, nie jest jej winą. Potem ciocia wysyła mnie na długi spacer i wracać mogę dopiero, gdy zapalą się latarnie przy ulicy. Ciocia Zuzanna jest bardzo, bardzo miła!

Uwielbia chwalić się mną innym ciociom nie znam ich imion, ale przychodzą do nas często, z innych dzielnic, może z Warszawy, może wcale nie istnieją. Piły gorącą herbatę, jadły piaskowe ciasto i ciocia Zuzanna opowiadała im różne żarty, głaskała mnie po głowie, mówiła czułe rzeczy, obsypywała cukierkami, siebie i inne ciocie.

Dziewczynka westchnęła cicho, niemal bezgłośnie, i ciągnęła dalej, patrząc, jak wokół niej wirują listki z jesiennego snu:

Gdyby można było jeść tylko słodycze, byłabym szczęśliwa. Ciocia nigdy mnie nie skarciła, na nic się nie gniewa. Raz choćby dała mi lalkę trochę chorowitą, bo jedna noga jej się gnie, a jedno oko ciągle mi mruga. Mama nigdy nie dawała mi takich chorych lalek.

Dziewczynka zeskoczyła z ławki i zaczęła podskakiwać na jednej nodze:

Muszę już iść, bo ciocia powiedziała, iż dzisiaj znów przyjdą ciocie. Przedtem mam się pięknie ubrać. A potem dostanę pączka z różą! Do widzenia!

Zniknęła za rogiem, zostawiając mnie w gąszczu dziwnych myśli, które namnażały się jak kolorowe baloniki. W głowie wciąż krążyła mi dobra ciocia Zuzanna po co jej ta cała dobroć? Dlaczego chce, żeby wszyscy myśleli, iż jest taka wielkoduszna? Czy naprawdę można obojętnie patrzeć, jak dziecko śpi na podłodze, przytulone do sukienki zmarłej matki, i udawać, iż wszystko jest w najlepszym porządku, jak we śnie, w którym każdy szczegół jest trochę nie na miejscu, a światło układa się w dziwne, milczące wzory?

Idź do oryginalnego materiału