Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć. Ostatnio rozmawiałam z jedną dziewczynką, która została adoptowana, i wtedy zrozumiałam, iż nie wszystko jest tak oczywiste, jak się wydaje.
Obok mnie, na ławce, siedziała pięcioletnia dziewczynka o imieniu Dobrosia. Machała nogami i opowiadała mi o swoim życiu:
Taty w ogóle nie pamiętam, bo jak byłam całkiem malutka, to odszedł od mamy i ode mnie. Mama zmarła rok temu. Dorośli powiedzieli mi wtedy, iż odeszła na zawsze.
Dobrosia spojrzała na mnie dużymi oczami i kontynuowała:
Po pogrzebie przyjechała do nas ciocia Iza, siostra mojej mamy. Powiedzieli mi, iż zrobiła coś bardzo dobrego, bo nie oddała mnie do domu dziecka. Teraz ciocia Iza jest moją opiekunką i mieszkam z nią w jej mieszkaniu w Warszawie.
Dziewczynka na chwilę zamilkła, zerknęła pod ławkę, a potem znów zaczęła mówić cicho:
Jak się do niej przeprowadziłam, to ciocia Iza zaczęła robić porządki. Wszystkie rzeczy po mamie poukładała w jednym kącie i chciała je wyrzucić. Strasznie płakałam i prosiłam, żeby tego nie robiła, więc pozwoliła mi je zatrzymać. Teraz tam, w tym kącie, śpię co noc. Kładę się na rzeczach mamy i tam jest mi cieplej, jakby mama ciągle była blisko mnie.
Każdego ranka ciocia Iza daje mi coś do jedzenia. Nie gotuje najlepiej mama robiła lepsze obiady ale żeby jej nie zrobić przykrości, zawsze zjadam wszystko do końca. Wiem, iż się dla mnie stara, chociaż gotowanie to chyba nie jej mocna strona. Potem mnie wypuszcza na dwór i nie mogę wrócić do domu, dopóki nie zacznie się ściemniać. Ale ciocia jest naprawdę bardzo, bardzo miła!
Lubi opowiadać o mnie swoim koleżankom, zwłaszcza innym ciociom. Nie znam ich wszystkich, ale często do nas przychodzą, piją herbatę i rozmawiają długo przy stole. Ciocia Iza wtedy opowiada zabawne historie, mówi miłe rzeczy na mój temat i częstuje wszystkie ciocie oraz mnie cukierkami i drożdżówkami.
Po tych słowach Dobrosia westchnęła i mówiła dalej:
Gdyby to ode mnie zależało, to tylko słodycze bym jadła. Ciocia nigdy mnie za nic nie skrzyczała. Zawsze jest dla mnie dobra. Raz choćby dała mi lalkę, co prawda zabawkę trochę już starą jedna noga jej się giba, a jedno oko nie chce się zamykać. Mama nigdy nie dała mi chorej lalki.
Po tych słowach Dobrosia wstała z ławki i zaczęła podskakiwać na jednej nodze:
Muszę już lecieć, bo dziś mają do nas przyjść ciocie, a przed tym ciocia Iza kazała mi się ładnie ubrać. Obiecała też, iż potem dostanę pyszną szarlotkę. Pa!
I pobiegła w pośpiechu do domu. Zostałam na ławce sama i długo jeszcze o tym rozmyślałam. Tak sobie myślałam o tej dobrej cioci Izie. Co jej po tym wszystkim? Czemu tak bardzo zależy jej, żeby wszyscy myśleli, iż jest taka szlachetna? Czy można obojętnie patrzeć, jak dziecko śpi na podłodze, wtulone w ubrania swojej zmarłej mamy?












