Rozdział 22
Pomagam babci Heli przygotować obiad, a Aśka dryluje czereśnie. Gdy obiad jest gotowy, z pokoju na górze zbiegają Kuba i Mati, którzy przez cały ten czas grali na konsoli. Muszę ich pochwalić, iż do tej pory grali może jeden raz, przed snem. Poza tym wszyscy staramy się unikać sprzętów elektronicznych. Aśka raz dziennie siada do projektu, ale poświęca na to najwyżej godzinę.
Obiad jak zawsze jest pyszny i wprawia nas w błogie rozleniwienie.
- Półgodzinna siesta, a potem rowery - zarządza Mateusz.
Rozchodzimy się do swoich pokoi, a po około trzech kwadransach stoimy już na dole. Wszyscy mają ze sobą niewielkie plecaki albo torby przewieszone na ukos przez ramię. Zamierzamy podjechać jeszcze do sklepu i kupić napoje. Babcia Hela przygotowała dla nas kanapki, gdybyśmy zgłodnieli przed powrotem. Zresztą, nie wiadomo, jak długo nas nie będzie. Może nie wrócimy na kolację. Dziękujemy jej z całego serca i stajemy, każde ze swoim telefonem, i przeglądamy mapę okolicy. Gdy wiemy już, którymi drogami dojechać nad jezioro Słupeckie, wsiadamy na rowery i ruszamy przed siebie. Początkowo siodełko nieco mnie uwiera, ale przyzwyczajam się z czasem. Dojeżdżamy do głównej drogi i kierujemy się w stronę jeziora. Postanowiliśmy, iż napoje kupimy w sklepie tuż przy samym jeziorze, niedaleko pomostów. Tam, gdzie jest asfalt, jedziemy gęsiego. Na piaszczystych odcinkach dróg Aśka i ja jedziemy obok siebie przodem, a Kuba i Mati jadą w pewnej odległości za nami.
- Pewnie się gapią na nasze tyłki - śmieje się Aśka.
- Aśka! - oburzam się. - Kuba to jest przecież twój brat!
Aśka wybucha śmiechem.
- No przecież nie powiedziałam, iż gapi się na mój - mruga do mnie.
Czyżby coś wiedziała? Czy Kuba opowiedział jej o naszym nocnym spotkaniu? Czy Kuba jest mną zainteresowany? Odrzucam tę myśl i czuję ukłucie... zazdrości? Bo skoro Kuba gapi się na mój tyłek, to znaczy, iż Aśka może sugerować, iż Mateusz podziwia jej krągłości. Jest mi głupio, iż nie chcę, żeby Aśkę połączyło coś z Mateuszem, ale nic nie mogę poradzić na to, co czuję.
Gdy dojeżdżamy pod sklep, zaopatrujemy się w wodę i puszki z napojami gazowanymi i piwem. Pakujemy wszystko do plecaków i ruszamy w stronę pomostów. Zakładamy specjalne blokady na rowery, gdy przypinamy je do stojaków i idziemy w stronę pomostów. Wyglądają bardzo nowocześnie, a jednocześnie idealnie wpasowują się w krajobraz. Obchodzimy pomosty dookoła, oglądamy ten, w którym jest podświetlany basen, a później przechadzamy się przez chwilę promenadą. Następnie rozsiadamy się na małym pomoście w pobliżu tego największego, z basenem. Wyciągamy kanapki, bo zdążyliśmy zgłodnieć. Jest leniwe popołudnie. Wszędzie pełno jest turystów w każdym przedziale wiekowym, ale przeważa młodzież. Słońce przyświeca mocno, więc nakładam kapelusz i okulary. Przynajmniej nikt nie widzi, iż zza ciemnych szkieł łakomie obmacuję wzrokiem ciało Mateusza: jego opalone, umięśnione nogi, opinający się na mięśniach jego klatki piersiowej podkoszulek z logo Kapitana Ameryki, kształtne ramiona, jego ładną, mocną szyję i wyrazisty podbródek. Mateusz też ma na nosie okulary i w duchu marzę, żeby jego oczy skupiały się teraz na moim ciele, ale nie wiem, gdzie skierował wzrok. Być może patrzy na mnie, może na Aśkę, a być może podziwia jezioro i okoliczną przyrodę. Gdy kończymy jeść, Aśka wstaje:
- Chodźmy zobaczyć nad ten podświetlany basen - mówi.
- Ja zostaję - mówię leniwie i kładę się z głową na plecaku i nogami skrzyżowanymi w kostkach.
- Jak sobie chcesz - mówi Aśka, po czym razem z Matim i Kubą idzie w stronę basenu i hałaśliwego tłumu.
Leżę i cieszę się słońcem, lekkim wiatrem i zapachem jeziora. Spod okularów obserwuję ruchy Aśki i całej reszty. Cała trójka otworzyła butelki z piwem i przechadza się po okolicy. Zamykam na chwilę oczy, a gdy je otwieram, Asia, Kuba i Mateusz rozmawiają z jakąś grupką młodych ludzi w zbliżonym do nas wieku. Siadają razem z nimi i po chwili wszyscy śmieją się i zdają się dobrze bawić. Nie mija długa chwila, a Kuba wstaje i zaczyna wracać w moją stronę, gdzie leżą nasze plecaki. Aśka wstaje razem z nim. Podejrzewam, iż skończyło im się piwo. Moje podejrzenia są słuszne. Aśka bierze kilka butelek na zapas. Kuba wyciąga tylko jedno, co nieco mnie dziwi, ale nie zadaję pytań.
- Chodź, poznaliśmy fajne towarzystwo z Krakowa - mówi Aśka. - Jest jeden fajny koleś, no chodź - kusi i przygryza wargę.
- Nie mam ochoty - kręcę głową ze śmiechem i siadam ze skrzyżowanymi nogami, próbując wypatrzyć, kogo może mieć na myśli Aśka.
- Przyjdź, pliiizzzz - Aśka składa ręce w błagalnym geście, po czym ściska mocniej kilka butelek z piwem i odchodzi.
- Ja zaraz będę - mówi Kuba, po czym otwiera piwo i siada na pomoście obok mnie.
O-o. Czyżby chciał porozmawiać o tamtej nocy? Ale Kuba póki co nic nie mówi, tylko pije swoje piwo, więc sięgam do plecaka i wyciągam Colę Zero. Kolejny grzeszek, na który sobie pozwalam w te wakacje.
- Co to za ludzie? - pytam od niechcenia, żeby przerwać krępującą ciszę.
- Jakaś grupa z tutejszego hotelu - odpowiada Kuba. - Robią sobie wycieczkę objazdową i akurat wylądowali tutaj.
- Mhm - kiwam głową i biorę łyk Coli.
Cisza. W pewnej chwili Kuba przesuwa się bliżej mnie. Czuję się niepewnie, ale nie daję nic po sobie poznać.
- Słuchaj... - zaczyna. - Ty nie masz nikogo na stałe nie?
To pytanie zbija mnie z tropu. Spodziewałam się czegoś innego, ale widocznie tamten temat nie jest dla niego istotny.
- No... nie - odpowiadam.
Kątem oka zerkam w stronę, gdzie siedzą Aśka z Mateuszem. Widzę, iż Mateusz odwraca na chwilę głowę i patrzy na nas.
- Bo tak sobie pomyślałem... - mówi Kuba i urywa, ale potem ciągnie dalej: - Bo wiesz, my się znamy już bardzo długo, więc nie chciałbym, żeby to głupio wyszło, ale...
`No dobra, teraz spadnie bomba` - myślę i pytam niepewnym głosem:
- A-ale...?
Kuba odchrząkuje i bierze łyk piwa.
- Bo skoro mamy jeszcze dwa i pół tygodnia, i miałabyś ochotę, to może moglibyśmy się czasem spotkać, no wiesz, gdy wszyscy pójdą spać.
Odbiera mi mowę. Nie bardzo wiem, co mam odpowiedzieć, szczególnie iż Kuba przysuwa się jeszcze bliżej. Jego ręka opiera się teraz niemal o moją łydkę.
- To tylko tak na tych kilkanaście dni - mówi Kuba. - Potem wszystko wróci do normy. Żadnych dramatów ani nic w tym stylu. Bo z tego, co zdążyłem cię poznać, to raczej nie masz skłonności do histeryzowania, nie? - śmieje się Kuba.
Kuba proponuje mi, żebyśmy zostali friends with benefits. Nie mogę w to uwierzyć. Kuba. Brat Aśki, którego znam od ponad 10 lat.
- No, chyba iż ci się nie podobam - dodaje Kuba ze śmiechem i bierze łyk piwa.
Dobrze wie, iż jest bardzo atrakcyjny, więc jest to oczywisty dowcip z jego strony. Jestem przekonana, iż nie bierze pod uwagę odmowy. Ponownie zerkam na Mateusza, który teraz zdaje się wpatrywać w nas.
- Ja... - otwieram usta, żeby odpowiedzieć, ale choćby sama nie wiem, jak mam powiedzieć Kubie, iż to nie jest coś, czym byłabym zainteresowana.
Kuba wyciąga rękę i lekko dotyka mojeog policzka.
- Basiu... - mówi łagodnie.
Może zwykle działa to na dziewczyny, ale ja znam tego niecnotę wystarczająco długo. Nie potrafię jednak odtrącić jego ręki. Jestem zbyt zaszokowana i przez cały czas nie mogę znaleźć słów, które nie zbarzmiałyby zbyt oschle. Zauważam, iż Mateusz wstaje i pomaga wstać szczuplutkiej blondynce o wysportowanej sylwetce. Dziewczyna uczepia się jego ramienia i zaczynają iść. O, nie! A jeżeli Mati pomyśli, iż coś mnie łączy z Kubą. Mam mętlik w głowie. Ratunku!
Podrywam się na równe nogi.
- Coś mnie ugryzło! - piszczę i udaję, iż użądlił mnie jakiś owad. Zaczynam się szaleńczo drapać.
- Pokaż - mówi Kuba i zbliża się do mnie, ale ja wymkam się i kucam przy plecaku.
- Muszę znaleźć maść na ukąszenia - mówię szybko.
W międzyczasie Mati i wysportowana blondynka znikają za drzewami, między którymi biegnie promenada prowadząca na dalsze pomosty. `Cholerny świat!` - mam ochotę krzyknąć na cały głos, ale dławię to w sobie. Podchodzi do nas Aśka i przeciąga się.
- Jedna panna upatrzyła sobie Matiego - mówi. - Chyba łatwo nie odpuści.
- Boli mnie głowa - mówię. - Będę wracać do domu.
- No coś ty - mówi Aśka.
- Weź paracetamol - dodaj Kuba. - To pewnie od tego słońca.
- Jestem zmęczona, paracetamol nie pomoże - mówię i pakuję plecak.
- Rób, jak chcesz - wzrusza ramionami Aśka. - My się jeszcze trochę pokręcimy. Nie wzięłam numeru od tego kolesia, o którym ci mówiłam. Muszę z nim zagadać i dodać go gdzieś, czy coś. Poza tym, chcę się wykąpać w basenie.
Zarzucam plecak na ramię i zaczynam się oddalać.
- Pojadę z tobą, żebyś na pewno wróciła do domu cało - krzyczy za mną Kuba.
- Pilnuj Aśki, żeby się nie upiła. Ja jestem już duża - odpowiadam, może nieco zbyt poirytowanym tonem, po czym docieram do rowerów.
Rozdział 23
Jadę szosą, a w mojej głowie co chwilę pojawiają się nowe, dręczące mnie pytania. Czy Kuba mówił poważnie? Jak mam mu powiedzieć, iż nie jestem zainteresowana, a jednocześnie go nie urazić? I dokąd poszedł Mateusz z tą dziewczyną? Czy uznał, iż mnie i Kubę coś łączy? A może Kuba z nim o mnie rozmawiał? Dokąd poszedł Mateusz? - to pytanie męczy mnie najbardziej. Przecież oni wszyscy pili. Tylko ja jestem trzeźwa. Mam ochotę pojechać na sam koniec świata i zniknąć. Słońce zaczyna się zniżać nad horyzontem, ale przez cały czas jest ciepło. Pedałuję i czuję, iż siodełko nieprzyjemnie uwiera mnie między nogami. Oby tylko dotrzeć do domu babci Heli i zaszyć się w swoim pokoju.
Gdy podjeżdżam pod dom, Mufka wybiega mi na powitanie i skacze wokół mnie radośnie. Następnie odprowadza mnie na tył domu, gdzie zostawiam rower i wracam, po czym wchodzę do środka. Babcia Hela leży już w łóżku w pokoju z telewizorem. zwykle sypia w tej sypialni, którą teraz zajmuje Aśka, ale na czas naszych odwiedzin przeniosła się na dół. Chyba jej się spodobało, bo uważnie śledzi fabułę niemieckiego filmu na Romance TV. Wsuwam głowę do pokoju.
- Basia? - babcia podnosi głowę.
- Tak, już wróciłam, jestem zmęczona. Reszta została jeszcze i wrócą później - odpowiadam.
- Dobrze, dobrze - mówi babcia Hela. - Poczekam na nich.
- Dobranoc - mówię i idę na górę.
Słyszę stłumiony głos babci mówiącej `dobranoc, dobranoc`. Gdy wchodzę do pokoju, zrzucam trampki i siadam na łóżku, przytulając do siebie poduszkę. Mufka wbiega do mojej sypialni i kładzie się na łóżku obok mnie. Może wyczuwa mój podły nastrój? Kuba chce seksu bez zobowiązań, Mateusz poszedł gdzieś z nowopoznaną dziewczyną (czy nie mówił przypadkiem, iż on nie jest taki `na jedną noc`?), a Aśka jest niczego nieświadoma. A może jest świadoma? Czy powinnam powiedzieć jej o Kubie? Czy będzie mnie zachęcać, czy może wścieknie się na brata i rzuci się na niego, okładając go swoimi małymi, ale silnymi pięściami? Czuję się taka... rozgoryczona. Znowu ogarnia mnie uczucie, iż nie zasługuję na takiego faceta, jak Mati, i iż jestem tylko dziewczyną, z którą można miło spędzić czas. Wiem, iż ta druga część to na pewno nieprawda, ale nie rozumiem zachowania Kuby. Może jest wyposzczony i na bezrybiu i rak ryba? No ale przecież tam było tyle dziewczyn. Opadam na poduszkę i głaszczę miękkie futro Mufki. choćby nie wiem, kiedy zasypiam.
Budzę się po niespełna dwóch godzinach i wyglądam na korytarz. Na palcach zaglądam przez uchylone drzwi sypialni Asi i chłopaków, ale jeszcze ich nie ma. Zawiedziona wracam do swojej sypialni i ponownie zapadam w sen. Gdy nadchodzi poranek, wszyscy jeszcze śpią. Biorę prysznic, zakładam jasnofioletową, haftowaną sukienkę bez rękawów i schodzę na śniadanie. W kuchni jest tylko babcia Hela. Jemy śniadanie, a babcia opowiada mi historie ze swojego życia. W moim wieku miała już męża i trójkę dzieci. Ale wcześniej... Babcia uśmiecha się nieco figlarnie.
- Miewaliśmy tu takie zabawy we wsi - mówi i kręci głową, jakby nie dowierzała, iż ona też kiedyś była młoda i czerpała z życia garściami. - Pamiętam te ogniska, jak nas chłopacy gonili dookoła, a my biegałyśmy z wiankami na głowie.
Uśmiecha się do siebie.
- Jak którąś złapali, to nieśli ją do jeziora i wrzucali do wody. A później my za nimi biegałyśmy z witkami brzozowymi - obie śmiejemy się.
Po śniadaniu babcia prosi, żebym nazrywała porzeczek na kompot. Dojrzały wyjątkowo wcześnie w tym roku. Napełniam miskę porzeczkami, a potem idę z Mufką na spacer. Idziemy piaszczystą drogą wśród drzew aż docieramy do szosy. Tam zawracamy i kierujemy się w stronę domu. Gdy wracamy, już w sieni słyszę gwar rozmów dochodzący z kuchni. Pozostali najwyraźniej wstali i zeszli na śniadanie, gdy mnie nie było. Czuję się nieswojo. Nie mam ochoty dołączać do nich w kuchni, ale nie mam wyboru. Inaczej zaczną się pytania i atmosfera zrobi się kwaśna. Zbieram się na odwagę i przekraczam próg pomieszczenia.
- O, Basia - mówi Aśka, przeżuwając chleb z masłem i pomidorem. - Żyjesz.
- No ja żyję - odpowiadam i siadam obok niej na ławie. Staram się nie patrzeć ani na Kubę, ani na Mateusza. - To wy wróciliście późno w nocy.
- Nom, szkoda, iż nie zostałaś - rzuca Kuba i bierze do ust ogromny kawałek chleba z serem.
Patrzę na niego przez krótką chwilę, po czym odwracam wzrok. Aśka krzywi się.
- Głowa mnie boli - wyjaśnia, po czym dodaje: - Zostaliśmy i kąpaliśmy się w basenie. A potem... Potem byłam pijana - uśmiecha się szelmowsko.
- Musieliśmy prowadzić niemal całą drogę z powrotem do domu, bo w takim stanie trudno było jechać - dodaje Kuba.
- Nom - potwierdza Aśka. - Zaliczyłam glebę.
Wystawia łydkę, która jest mocno podrapana. Wyraźnie widać, iż Asia musiała przejechać nią po asfalcie.
- Żeby jedną - mówi przekornie Mateusz.
- Cicho bądź - odcina mu się Aśka.
Uśmiecham się uprzejmie, bo nie bardzo wiem, co miałabym powiedzieć.
- Łokieć też mam cały podrapany - Aśka pokazuje swoje `rany wojenne`. - Ale było warto - stwierdza zadowolona.
Gdy słyszę te słowa, czuję dziwny ucisk w żołądku. Najwyraźniej świetnie się bawili. Beze mnie. Jakby słysząc moje myśli, Aśka dodaje:
- Następnym razem zostajesz z nami. Bez dwóch zdań.
- Jasne, szefie - odpowiadam i uśmiecham się do niej.
- A, właśnie! - przypomina sobie Aśka. - Dzisiaj robimy u nas ognisko. Zaprosiliśmy tych ludzi z hotelu.
- O, serio? - pytam, nieco oszołomiona.
- Często latem i jesienią robimy ogniska u babci w ogrodzie - wyjaśnia Aśka. - Będzie super, zobaczysz. Poznasz fajnych gości.
Mruga do mnie. Mateusz odchrząkuje i mamrocząc podziekowania za posiłek wstaje i odnosi swój talerz do zmywarki. Potem wychodzi z kuchni.
- Kac męczy - podsumowuje Aśka.
*
Po śniadaniu chodzę nerwowo po pokoju. To wszystko to jest jakiś obłęd. Kuba, Mateusz, ludzie z hotelu, ognisko. W końcu wkładam kapelusz i okulary, biorę balsam do opalania, mimo iż nie zamierzam rozbierać się do kostiumu, zarzucam pled na ramie, chwytam książkę i wychodzę do ogrodu. Po drodze napełniam bidon resztkami kompotu, bo nowy dopiero gotuje się na kuchence, po czym rozkładam się na trawniku za domem i nasmarowana balsamem zagłębiam się w lekturę. Mufka biega wokół mnie podekscytowana. Podnoszę głowę i widzę Kubę i Mateusza, którzy znoszą z różnych części ogrodu kawałki drewna i gałęzie, a Aśka zarządza nimi, niczym generał na polu bitwy. Nie uśmiecha mi się perspektywa tego ogniska. Tak prawdę powiedziawszy najchętniej wróciłabym już do domu. Sytuacja się pokomplikowała, ryzykuję utratę wieloletniej znajomości z Kubą, złamane serce, gdy Mateusz zdecyduje się przygruchać sobie jakąś pannę, i cały potencjalny wypoczynek diabli wezmą. Ale jak mam wrócić? Muszę po prostu się uzbroić. Założyć maskę obojętności. Inaczej już po mnie. Mijają dwa, może trzy kwadranse, i ognisko jest gotowe. Widzę, iż Aśka i Kuba stoją i podziwiają stos drewna, a Mateusz kieruje się w moją stronę. Serce zaczyna bić mi szybciej i szybciej. Gdy podchodzi i siada na pledzie obok, czuję zapach jego wody kolońskiej i zaczynam mieć motyle między nogami. Gdybyśmy tylko byli tu sami. Mógłby zedrzeć ze mnie majtki, położyć się między moimi udami, rozpiąć rozporek i wsunąć w moją głodną cipkę kutasa, a potem wślizgiwać się we mnie raz za razem, coraz szybciej, podczas gdy moja cipka zaciskałaby się na nim i musiałby napierać coraz silniej, aż wreszcie oboje skończylibyśmy dysząc ciężko, a ja czułabym, jak jego sperma wypełnia mnie od środka ciepłymi strumieniami. Gdy przesuwam lekko nogę czuję wilgoć na wewnętrznej stronie uda i liczę na to, iż nie zrobiłam się zbyt mokra.
- Wcześnie wczoraj zniknęłaś - zaczyna Mateusz. Mówi wolno, jakby nie wiedział, co adekwatnie chce powiedzieć.
- Tak, od tej jazdy i słońca rozbolała mnie głowa - tłumaczę się nieskładnie. - I pogryzły mnie komary - dodaję.
`Świetnie ci idzie, bardzo wciągająca rozmowa` - słyszę ironiczny głosik z tyłu głowy.
- Ach, rozumiem - odpowiada Mateusz. A potem dodaje: - Powinnaś była dołączyć do nas. Ci ludzie są choćby spoko. Zresztą... zobaczysz dzisiaj wieczorem. Ale widziałem, iż byłaś z Kubą... - urywa nagle, bo na koc po mojej drugie stronie zwala się Kuba.
- Co wy tu knujecie? - pyta z udawaną podejrzliwością.
`Dzięki, iż nam przerwałeś, matole` - myślę sobie i wzdycham.
- Planujemy jak pozbawić cię tych dwóch ostatnich komórek, które dryfują w próżni pod twoją czaszką - odpowiada Mati, a Kuba śmieje się i rzuca się na niego.
Odsuwam się i patrzę, jak siłują się przez chwilę. Mięśnie Mateusza napinają się pięknie. Zdążył się opalić przez tych kilka dni. Rany, jaki on jest pięknie zbudowany. Słyszę, iż nadbiega Aśka.
- Hejo, troglodyci, dość już tego. Musimy jechać do sklepu, bo nie będziemy mieli czym poczęstować gości - woła.
Mateusz i Kuba zbierają się z ziemi i otrzepują potargane ubrania. Popołudnie zaplanowane.
- Pójdę się przygotować - mówię, zbieram swoje rzeczy i biegnę w stronę wejścia do domu.









