Po fali krytyki „Doktor Śmierć” rezygnuje z pokazu obroży, ale przez cały czas promuje wspomagane samobójstwo w Wielkiej Brytanii

pro-life.pl 1 dzień temu

Philip „Doktor Śmierć” Nitschke wygłosił w zeszły weekend w Londynie zapowiadany wykład o swojej „obroży samobójczej” Kairos. Jak sam przyznał, w ostatniej chwili zostawił urządzenie w Holandii, obawiając się jego konfiskaty na granicy. To jednak nie powód do ulgi.

Warto przypomnieć, iż po upadku poprzedniego brytyjskiego projektu ustawy o wspomaganym samobójstwie złożono kolejny, niemal identyczny. Philip Nitschke jest założycielem Exit International oraz twórcą kapsuły Sarco i urządzenia Kairos. Planował zademonstrować Kairosa na wydarzeniu w Londynie, na kilka dni przed głosowaniem nad nową ustawą. Ostatecznie wygłosił przemówienie promujące wspomagane samobójstwo, ale samo urządzenie zostawił w Holandii z obawy przed zatrzymaniem na odprawie celnej.

Wykład się odbył – urządzenie zostało w Holandii

Posłowie i obrońcy życia w Wielkie Brytanii apelowali do minister spraw wewnętrznych Shabany Mahmood o niewpuszczenie Nitschkego do kraju. Presja społeczna najwyraźniej odniosła częściowy skutek. Australijczyk przyznał otwarcie, iż wolał nie ryzykować utraty prototypu.

„Zostawiłem urządzenie w Holandii. Bałem się, iż zostanie zatrzymane na odprawie celnej. Jesteśmy pod presją ze strony władz, które – jak to nazywają – udzielają niebezpiecznych informacji osobom narażonym na niebezpieczeństwo” – powiedział Nitschke w rozmowie z „Daily Mail”. Dodał, iż urządzenie nie jest drogie w produkcji, ale wciąż realizowane są nad nim testy, więc jego utrata byłaby stratą.

To wyznanie jest wymowne: Nitschke nie ukrywa, iż traktuje ludzkie życie i śmierć jako pole eksperymentu, a swój wynalazek jako produkt w fazie rozwoju. Nie zabrakło mu też cynizmu w ocenie tempa zmian prawnych. Ludzie sfrustrowani powolnym procesem legislacyjnym, jak stwierdził, „rozglądają się i pytają, co jeszcze jest dostępne”. W praktyce oznacza to, iż jego urządzenia funkcjonują jako oferta dla osób gotowych sięgnąć po rozwiązania, zanim prawo zdąży się zmienić.

Według dostępnych informacji nikt jeszcze nie użył Kairosa, choć wcześniej Nitschke zapowiadał, iż w Szwajcarii czeka już osoba wyznaczona na pierwszy test.

Dorobek „Doktora Śmierci”: od poradnika po zestawy dla nastolatków

Żeby zrozumieć, dlaczego apel o zablokowanie wjazdu Nitschkego nie był przesadą, warto przypomnieć jego wcześniejszą działalność. Obroża nie jest odosobnionym epizodem, ale kolejnym ogniwem długiej listy inicjatyw promujących odbieranie sobie życia.

Nitschke jest autorem internetowego poradnika „Peaceful Pill Handbook”. Poradnik był swego czasu dostępny na Amazonie, którego algorytm rekomendacji sugerował klientom dodatkowe, potencjalnie niebezpieczne produkty. Sama ta sprawa wywołała skandal i pokazała, jak platformy handlowe mogą stać się częścią infrastruktury ułatwiającej samobójstwa.

Nitschke był też publicznie kojarzony z Kennethem Law, Kanadyjczykiem skazanym za sprzedaż ponad tysiąca dwustu zestawów wykorzystywanych do samobójstw na całym świecie w tym, jak się później okazało, wielu nastolatkom. Nitschke chwalił wcześniej „przedsiębiorczość” Lawa i wymieniał go w materiałach Exit International. Dopiero po aresztowaniu Kanadyjczyka stwierdził, iż błędem było „nieuporządkowane” prowadzenie sprzedaży. Sam przyznał, iż rodzice nastolatków, którzy odebrali sobie życie po skorzystaniu z takich informacji, byli „bardzo niezadowoleni” z jego działalności a mimo to argumentował, iż skoro „wszyscy z nich korzystają”, trudno mówić o błędzie.

To zdanie, wypowiedziane w kontekście śmierci nastolatków, najlepiej pokazuje logikę, jaką kieruje się „Doktor Śmierć”: liczba osób sięgających po jego metody jest dla niego dowodem sukcesu, nie powodem do refleksji.

Sarco: obiecywano „spokojną śmierć”, rzeczywistość okazała się inna

Doświadczenie z pierwszym udokumentowanym użyciem kapsuły Sarco powinno rozwiać mit o szybkiej, spokojnej i bezbolesnej śmierci, jaki Nitschke od lat sprzedaje mediom.

Pierwszą osobą, która jej użyła, była 64-letnia Amerykanka. Sprawa objęta została później śledztwem. Wbrew zapowiedziom o szybkiej utracie przytomności, przebieg okazał się dłuższy i bardziej dramatyczny, niż obiecywano. Świadkowie i nagrania wskazywały na objawy świadczące o cierpieniu, a biegły sądowy stwierdził poważne obrażenia. Osoba towarzysząca zgłaszała przez telefon, iż kobieta wciąż żyje długo po tym, jak według zapewnień powinno już być po wszystkim.

Trudno o dobitniejszy dowód na to, iż deklaracje twórców urządzeń do samobójstwa o „humanitarnej” i „godnej” śmierci są w praktyce niesprawdzalną obietnicą składaną ludziom w najbardziej bezbronnym momencie ich życia.

„Wyłącznik awaryjny” dla chorych na demencję

Równie niepokojące są inne pomysły promowane przez Nitschkego, w tym wszczepiane pacjentom z demencją urządzenia z automatycznym licznikiem czasu. Miałyby one uśmiercać pacjenta, jeżeli ten w wyznaczonym momencie nie zdąży samodzielnie wyłączyć alarmu. To propozycja, która przenosi decyzję o śmierci na moment sprzed utraty świadomości przez chorego, czyniąc z niej rodzaj z góry zaprogramowanego wyroku, wykonywanego automatycznie, bez możliwości zmiany zdania wtedy, gdy być może liczyłaby się ona najbardziej.

Dlaczego to sprawa, która dotyczy nas wszystkich

Historia Nitschkego pokazuje z całą wyrazistością logikę: raz zaakceptowana zasada, iż niektóre samobójstwa są „godnymi uszanowania wyborami”, nie daje się utrzymać w sztywnych granicach. Zaczyna się od wyjątków dla osób w ostatniej fazie choroby terminalnej, a kończy na poradnikach dla nastolatków, algorytmach handlowych podpowiadających środki do samobójstwa i wszczepianych urządzeniach dla osób z demencją.

Fakt, iż tym razem urządzenie zostało w Holandii, nie jest powodem do spokoju, bo to raczej dowód, iż presja społeczna i apele mają realne znaczenie. Tym bardziej warto je kontynuować, zwłaszcza w obliczu zbliżającego się głosowania nad ustawą, która w ocenie licznych prawników, lekarzy i organizacji broniących osób niepełnosprawnych otworzyłaby drogę do legalnego stosowania w Wielkiej Brytanii zarówno kapsuły Sarco, jak i Kairosa.

Prawdziwą odpowiedzią na cierpienie, samotność i rozpacz nigdy nie może być urządzenie obiecujące „bezbolesne” zniknięcie problemu wraz z osobą, która go doświadcza. Potrzebna jest konkretna, ludzka obecność: opieka paliatywna, wsparcie psychologiczne i duchowe oraz walka z przyczynami, które doprowadzają człowieka do takiej rozpaczy.

jb
Źródło: www.liveaction.org

Idź do oryginalnego materiału