Po czterech miesiącach pisania zgodziłam się na spotkanie z 52-letnim adoratorem — zaczął rozmowę od pięciu zarzutów

twojacena.pl 6 dni temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć najnowszą historię z mojego randkowego życia, bo to hit jakby scenariusz do serialu pisał ktoś z lekką ręką do ironii i wielką wyobraźnią.

Wyobraź sobie: ponad cztery miesiące codziennej pisanej telenoweli z panem Stanisławem, lat 52, który przez te tygodnie zdążył mi opowiedzieć o swoich ulubionych pierogach, sąsiadach z dzieciństwa z Katowic, a ja oswoiłam się już choćby z jego dziwacznym zwyczajem stawiania trzech kropek po każdym dzień dobry. Takie rzeczy tylko u nas!

Ja Dorota, 45 lat, w takim wieku, iż jak idziesz na randkę, to nie z motylami w brzuchu, tylko ciekawością godną dyplomowanej antropolożki. Zobaczymy, co za egzemplarz mnie dziś czeka myślałam zakładając kaszmirowy sweter, w którym czułam się jak królowa balu na własnych zasadach. Żadnych wyczekiwań, tylko dystans i autoironia, która rozbraja każdą dziwną sytuację.

Stasiu w rozmowach był poważny, wyważony, czasem cięty i przyciągał tym, iż wydawał się taki solidny. O, posłuchaj cytatów: W naszym wieku, Dorotko, człowiek szuka już nie fajerwerków, tylko ciepła. Potrzebna mi kobieta, która zrozumie bez słów. No to maluję szminką rzęsy i myślę sobie no jeżeli już bez słów, to niech te słowa, co padną, chociaż nie będą straszyć do ucieczki.

Umówiliśmy się w kawiarni na Powiślu, która pachniała cynamonem, a wszystkie lampy miały ten leniwy blask jak w reklamie Wedla. Weszłam punktualnie, wyprostowana, z poczuciem, iż to będzie fajny wieczór. Wyglądałam, no co tu ukrywać świetnie.

Stanisław pojawił się z pięciominutowym opóźnieniem. Niższy niż na zdjęciach, a spojrzenie jakby przed chwilą odkrył błędy w moim rocznym rozliczeniu z ZUS-u. Siada naprzeciwko, uśmiecha się tak na pół gwizdka, szybkie cześć.

Ani komplementu, ani ciepłego fajnie cię widzieć nic. Stanisław omiótł mnie wzrokiem, jakby sprawdzał, czy mam istotną pieczątkę odbioru na czole. W końcu zamówiliśmy kawę i sernik. Przynajmniej na tym się zgodziliśmy.

I wtedy się zaczęło. Stanisław tonem kierownika komisji rewizyjnej rzuca: Dorota, dużo analizowałem naszą znajomość, prawie cztery miesiące. I teraz, kiedy już się widzimy muszę od razu powiedzieć: mam do ciebie pięć zastrzeżeń.

Pomyślałam, iż to już ten moment, kiedy komuś w środku dzwoni szklanka i rozsypuje się dobry humor. Oparłam się łokciem i powiedziałam No ciekawe, słucham.

Staszek nie wyłapał ironii i zaczyna wyliczankę.

Po pierwsze: zdjęcia. Na jednym masz niebieską sukienkę i wyglądasz trochę inaczej niż w rzeczywistości. Jesteś bardziej wyszczególniona. To może zmylić mężczyznę. W naszym wieku kobieta powinna być szczera. W myślach się roześmiałam wyszczególniona to i tak komplement, lepsze to niż solidna bryła

Po drugie: tempo odpowiedzi. Czasem odpisujesz za wolno. Trzy tygodnie temu napisałem o 14:15, a odpisałaś o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To nie jest szacunek.

Zaczęłam tłumaczyć, iż wtedy byłam na zebraniach w pracy, ale Stasiu już wyciągał kolejny palec.

Po trzecie: miejsce spotkania. Czemu tutaj? Proponowałem coś zwyczajnego, a tu kawa kosztuje tyle, co dobry obiad. Taki wybór to, moim zdaniem, potrzeba pokazania się.

Spojrzałam na latte i przez chwilę miałam ochotę wylać mu je na głowę. Ale ciekawość wygrała.

Po czwarte: wygląd. Po co ta sukienka? Przecież to tylko kawa. Jest zbyt rzucająca się w oczy, biżuteria też. Kobieta powinna zachwycać wnętrzem, a nie świecidełkiem. W tym wieku chcę treści, nie wystawy sklepowej.

Po piąte: samodzielność. Za dużo rzeczy robisz sama. Sama wybierasz restaurację, sama decydujesz. Mężczyzna powinien czuć się mężczyzną, a kobieta pytać o rady. jeżeli będziemy razem, będziesz musiała się nad tym zastanowić.

Skończył i skrzyżował ręce. Najwyraźniej oczekiwał, iż się pokajam, albo podziękuję za szczerość.

Patrzę na niego i nagle dociera do mnie, ile pracy zainwestowałam w cztery miesiące pisania z kimś, kto traktuje to tylko jako próbę wpasowania mnie w swoje wygodne ramy. On nie potrzebował ciepła między ludźmi, tylko kogoś, kto będzie jego lustrem i przytakiwaczem.

Mówię więc spokojnie: Wiesz, Stasiu, ja też analizowałam. I wystarczyło mi pięć minut, żeby dojść do wniosku.

Zaciekawiony: Jakiego?

Jesteś wyjątkowym przypadkiem. Przyjechałeś przez pół Warszawy, tylko po to, żeby wystawić kobiecie, którą widzisz pierwszy raz, listę jej przewinień: za wygląd, za niezależność, za to, iż jest sobą. To trzeba naprawdę mieć do siebie zaufanie.

Stanisław się zaperzył: Ja tylko mówię prosto z mostu.

Nie, Stasiu, pokręciłam głową, po prostu jesteś nieszczęśliwy i próbujesz oceniać świat przez swoje krzywe okulary. jeżeli nie podobają ci się moje zdjęcia idź do muzeum, tam eksponaty są wciąż takie same. Za wolno odpisuję kup sobie Tamagotchi. Sukienka nie pasuje? Zakładałam ją dla siebie, nie dla ciebie.

Podniosłam torebkę, spojrzałam mu w oczy i dodałam: I wiesz co? jeżeli krzywdzi cię słowo sama, to nie szukasz kobiety, tylko rehabilitacji. Mam 45 lat i zbyt bardzo cenię swój czas, by tracić go na kogoś, kto zaczyna relację od wytykania moich wad.

Stanisław nie wiedział, co powiedzieć. Ale dokąd idziesz? A kawa?

Dopijesz sam. Wyjdzie taniej i nie będziesz miał do mnie pretensji o wydatki. A ostatnia rada jak chcesz, żeby ktoś patrzył ci w usta, idź do dentysty.

Po powrocie do domu zablokowałam go wszędzie. W moim wieku spokój to nie tylko koc i cisza, ale i telefon bez ludzi, którzy chcą mnie upchnąć w swoje szufladki.

Jak myślisz, to była katastrofa randkowa czy raczej dobrze wyćwiczony monodram? I czy w ogóle warto ciągnąć znajomość z kimś, kto od pierwszej minuty rozlicza cię z tego, kim jesteś?

Idź do oryginalnego materiału