Po 4 miesiącach rozmów zgodziłam się spotkać z 52-letnim dżentelmenem — zaczął rozmowę od 5 zarzutów

polregion.pl 2 tygodni temu

Po czterech miesiącach wymiany wiadomości zgodziłam się na spotkanie z 52-letnim kawalerem zaczęło się od pięciu zarzutów.

Wiecie, jak to mówią: przedświąteczne podniecenie często jest słodsze niż sam świąteczny barszcz. W historii Krystyny oczekiwanie wydłużyło się na całe cztery miesiące, zmieniając się w internetowy serial z codziennym odcinkiem.

Przez ten czas poznała smaki Tomasza na wylot, zapamiętała imiona jego kolegów z podstawówki i przestała dziwić się jego zamiłowaniu do trzech wielokropków po każdym dzień dobry.

Krystyna miała czterdzieści pięć lat wiek, w którym na randkę idzie się raczej z ironicznym zaciekawieniem niż z drżeniem kolan. Zobaczymy, jaki egzemplarz trafi się tym razem, myślała, szykując się do wyjścia.

Była jedną z tych kobiet, które potrafią założyć zwykły kaszmirowy sweter i wyglądać jak w królewskiej pelerynie. Miała też dystans do siebie tak wyostrzony, iż potrafiła rozbroić każdą niezręczność.

Tomasz, który niedawno skończył pięćdziesiąt dwa lata, w korespondencji jawił się jako poważny, rozważny, lekko ironiczny i co najbardziej kusiło solidny facet.

W naszym wieku, Krystyna, pisał o północy, ludzie nie szukają już fajerwerków. Chodzi o ciepło. Chcę być z kobietą, która rozumie bez słów.

Bez słów to bez słów śmiała się Krystyna, tuszując rzęsy. Ważne, żeby te słowa, które jednak padną, nie sprawiały, iż chce się natychmiast ewakuować.

Spotkanie umówili w niewielkiej kawiarni o światłach jak z serialu i zapachu cynamonu. Krystyna punctualnie przybyła ogarnięta, pewna siebie, w dobrym nastroju. Wyglądała nienagannie.

Tomasz przyszedł pięć minut później. W rzeczywistości był trochę niższy niż na zdjęciach, a spojrzenie miał, jakby właśnie odkrył poważny błąd w excelu.

Usiadł naprzeciwko, posłał skąpy uśmiech i powiedział cześć.

Ani komplementu, ani rozgrzewającego Miło cię wreszcie poznać.

Tomasz bardzo dokładnie obejrzał Krystynę, jakby robił audyt. Proponował kawę z ciastkiem wynegocjowali to.

Krystyno zaczął tonem dyrektora na radzie pedagogicznej długo analizowałem naszą komunikację. Cztery miesiące. I teraz, widząc cię na żywo, muszę od razu wyłożyć ważne kwestie. Mam do ciebie pięć zarzutów.

W środku coś jej lekko zadźwięczało jak kieliszek z dobrym humorem, właśnie pękł. Krystyna wsparła głowę na dłoni i przytaknęła.

Pięć zarzutów? Zapowiada się ciekawie. Słucham.

Tomasz nie wyłapał ironii i wyciągnął pierwszy palec.

Na jednym zdjęciu w niebieskiej sukience figura wyglądała inaczej. Teraz widzę, iż jesteś bardziej wyrazista. To może prowadzić mężczyzn do błędnego odbioru. Kobieta w naszym wieku powinna być bardziej szczera.

Krystyna prywatnie się uśmiechnęła. Wyrazista już progres, dobrze, iż nie pomnikowa.

Zarzut drugi: tempo odpowiedzi

Czasem bardzo wolno odpowiadasz. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem o 14:15, odpisałaś dopiero o 16:40. Mężczyźni nie lubią czekać. To jest brak szacunku.

Wtedy chyba byłam na naradzie zaczęła, ale Tomasz już liczył kolejny palec.

Zarzut trzeci: miejsce spotkania

Dlaczego tu? To miejsce jest zbyt wytworne. Proponowałem prostszą kawiarnię. Twój wybór mówi o tendencji do ostentacyjnego konsumpcjonizmu.

Krystyna spojrzała na latte i poczuła ochotę wylać je Tomaszowi na głowę. Ciekawość zwyciężyła.

Po co ta sukienka? Mieliśmy po prostu wypić kawę. Jest za bardzo wyzywająca na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać głębią, nie blaskiem. W moim wieku szukam treści, nie fasady.

Zarzut piąty: samodzielność

Sama wybrałaś lokal, często mówisz sama. Nie dajesz mężczyźnie czuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o radę, nie demonstruje niezależności. jeżeli będziemy razem, musisz to zmienić.

Skończył i skrzyżował ręce na piersi, wyczekując skruchy albo wdzięczności za szczerość.

Krystyna patrzyła na niego i nagle jasno zrozumiała: cztery miesiące pisania były wyłącznie maską dla drobiazgowego manipulatora. Tomasz nie szukał ciepła szukał kogoś, kto podładuje jego ego.

Wiesz co, Tomasz powiedziała miękko, wręcz łagodnie ja też coś przeanalizowałam. I wystarczyło mi pięć minut na wyciągnięcie wniosku.

Jakiego? zmrużył oczy.

Jesteś niebywałym okazem. Przejechałeś przez całą Warszawę, żeby wystawić rachunek kobiecie, której nie znasz, za jej gust, wygląd i prawo bycia sobą. To już jest poziom pewności siebie godny inspektora ZUSu.

Tomasz się skrzywił.

Ja po prostu mówię uczciwie.

Nie pokręciła głową Krystyna. Ty nie jesteś uczciwy. Ty jesteś po prostu nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą linijką. Nie podoba ci się moje zdjęcie? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Odpisuję wolno? Kup sobie tamagotchi. Sukienka nie pasuje? Noszę ją dla siebie, nie dla ciebie.

Wstała, poprawiła torebkę i spokojnie na niego spojrzała:

I na koniec: jeżeli twoje ego rozpada się na słowo sama, potrzebujesz raczej nie romansu, a rehabilitacji. W wieku czterdziestu pięciu lat za bardzo cenię swój czas, żeby marnować go na kogoś, kto zaczyna znajomość od rewizji moich wad.

Dokąd idziesz? A kawa? mamrotał Tomasz.

Kawę wypij sam. To pomoże ci zoptymalizować zasoby. I rada: jeżeli marzysz, by ktoś patrzył ci w usta, zapisz się do dentysty.

W domu Krystyna od razu zablokowała Tomasza we wszystkich komunikatorach. W jej wieku przytulność to nie tylko koc i cisza, ale też telefon bez ludzi próbujących wciskać cię w swój pokraczny szablon.

A wy jak sądzicie: to był niewypał-randka czy zaplanowany teatrzyk? I czy warto kontynuować znajomość, jeżeli od pierwszej minuty dostajesz rachunek za to, kim jesteś?

Idź do oryginalnego materiału